Na pięć lat Agnes Janich, ładna, filigranowa blondynka, ogoliła głowę i wyrzuciła z garderoby kolorowe ciuchy. Spała po cztery godziny. Jadła jabłka z ziemniakami. Chodziła boso po śniegu. Nie brała taksówek, nawet, gdy trzeba było cztery godziny iść przez zamieć. Uznała, że podczas badań nad II wojną światową i Holocaustem, można, a wręcz wypada, poeksperymentować z samą sobą.

Przeczesała archiwa w Waszyngtonie, Londynie i Auschwitz. Przeczytała ponad 500 pamiętników więźniów obozów koncentracyjnych. Tych, którzy przeżyli, nazywa "survivors". Najważniejsze były opowieści niewygładzone, szczere. Badania, zastrzega, skończyła z większą liczbą pytań niż odpowiedzi.

Przeczytaj: Stenogram ostatniego lotu Tu-154



I tak powstał projekt, którego elementem jest wystawa "Że jest ktoś obok", którą oglądamy w zielonogórskim salonie BWA (tylko do 18 marca). Na zdjęciach seks, ale kiczowaty, z różowym jasnym tłem. W podpisach pod fotografiami już wojna i śmierć. Agnes fotografuje się z partnerem. Intymne sceny zakłócają podpisy.
Gazeta Wyborcza

Twoja przeglądarka nie akceptuje plików cookie

×

Pełne korzystanie z serwisu wymaga akceptacji przez Twoją przeglądarkę plików cookie oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.

Przy wyłączonych plikach cookie masz dostęp jedynie do niektórych artykułów.

Możesz włączyć akceptację plików cookie w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Brak akceptacji plików cookie nie wpływa na zaprzestanie stosowania innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.

Sprawdź regulamin Wyborczej.

Ok, rozumiem