Morderca przyszedł z lasu

2/9

Fot. Marcin Olejniczak / AG

W piątek wieczorem, 11 stycznia 2008r., na plebanii w Ciosańcu pod Sławą, ginie od ciosów 57-letnia gosposia. Dzień później, w Serbach k. Głogowa, mordercy zabijają 69-letniego księdza i jego 59-letnią gosposię. Śledczy nie mają wątpliwości, że to jedno z najbardziej brutalnych morderstw ostatnich lat.

Serby, wieś pod Głogowem. Zadbana, spokojna, tysiąc mieszkańców. Większość pracuje w głogowskiej hucie KGHM-u. Mają okazałe wille, w ogrodach oczka wodne.

- A księdza czasami potrafią poszczuć psami, byle nie dać paru groszy na kolędzie - opowiadał Wyborczej kościelny Marian Prus. Niewielki kościół w centrum wsi ma szarą elewację, skromny ołtarz z wystruganymi z drewna apostołami i Chrystusem. Obok kościoła biegnie ruchliwa droga do Głogowa i Leszna. W ciągu godziny przejeżdża nią kilkaset aut. Tamtego wieczora nikt jednak nie zauważył, że po plebanii grasują mordercy.  Parafianie odkryli morderstwo w niedzielę. Zdziwili się, kiedy przed ósmą kościół był jeszcze zamknięty na cztery spusty. Ksiądz zawsze witał ich przed drzwiami.

 

15.01.2008  ZIELONA GORA CIOSANIEC MORDERSTWO KSIADZ PLEBANIA    FOT. MARCIN OLEJNICZAK / AGENCJA GAZETAFot. Marcin Olejniczak / AG

 

Władysław Polak wcześniej był proboszczem jednej z głogowskich parafii. W Serbach osiadł w 1991 r. Wszyscy liczyli, że doczeka późnej starości. Nie miał wrogów. - Jakieś fatum wisi nad nami. Poprzedni proboszcz zginął w wypadku samochodowym, a teraz to morderstwo. Tego nie zrobił człowiek, tylko bestia. Walił tak, że wypłynął mózg - opowiadał Edward Kiełbicki, mieszkaniec Serbów. - To był ksiądz złoty człowiek. Niepazerny na pieniądze. Widzieliśmy, że żyje skromnie. Nie jeździł mercedesem, chodził w wytartej sutannie. O kościół dbał jak mało kto. Postawił ogrodzenie, odmalował elewacje... Kiedy trzeba było ogłosić z ambony kwestę na remont plebani, robił się czerwony. Mówił, że to ponad jego siły, z trudem prosił o coś dla siebie.

Proboszcz jeździł 10-letnim volkswagenem polo. Dostał go od księży z Głogowa. Wcześniej wsiadał do dużego fiata. Zdezelowany grat. Kopciło spod maski, więcej palił niż był wart. Ale proboszczowi nie zależało na nowym, byle jeździło. Był redemptorystą, ale nie afiszował się znajomością z ojcem Rydzykiem.

W sobotę ksiądz Polak wyjechał na opłatek i kolędę. Na plebanię (stoi tuż za kościołem) wrócił ok. godz. 20. Podjechał pod garaż. - Nie trzymał tam nic cennego, tylko stary rower. Nie zamykał drzwi i to był błąd. Mordercy znaleźli w nim drewniany stojak na gromnicę. To tym zabili - opowiadał kościelny. Ciało zobaczył w niedzielę rano.

 

15.03.2008  ZIELONA GORA Fot. Marcin Olejniczak/ AG

 

Morderca ciągnął ciało przy ogrodzeniu, żeby nie zapaliła się lampa na fotokomórkę. Porzucił koło drewnianej komórki, przykrył folią i drewnianą paletą. Zapukał na plebanię. Gosposia, pani Helena otworzyła drzwi. Mieszkała na plebanii kilkanaście lat. Nie miała rodziny. Morderca dopadł ją w przedsionku pokoju. Roztrzaskali głowę młotkiem. Plamy krwi zostały na drzwiach, ścianie i podłodze. Młotek zostawił przy telefonie. Ociekał krwią... Zabrał kilka tysięcy. Ksiądz miał wiosną wymienić okna.

Z plebanii w Ciosańcu morderca zabrał: aparat fotograficzny Sony oraz odtwarzacz MP3. Nie znalazł pieniędzy. Ksiądz trzymał je w banku. Tego dnia gosposia Krystyna Wojciech miała rozpalić w piecu, przygotować księdzu kolację. Z mężem mieszkała kilka domów dalej. Zabójca czekał, aż przyjdzie na plebanię. Zabił ją siekierą. Ciało wciągnął do łazienki. Po zabójstwie wypalił dwa papierosy i wypił puszkę piwa. Zabrał czekoladki w złotych papierkach...

Wszystkie zdjęcia
  • Morderca przyszedł z lasu
  • Głos kazał mu zabijać
  • Smażyli kiełbasy na ognisku i czekali aż ciała ofiar się rozpuszczą
  • Zgubiło go DNA, wyrok po 27 latach
  • Zbrodnia bez kary
-->