Smażyli kiełbasy na ognisku i czekali aż ciała ofiar się rozpuszczą

4/9

archiwum policji

Kwiecień 2009r. Czterech sprawców bestialskiego mordu sprzed 9 lat usłyszało wyroki. Główny oskarżony, boss gangu z Nowej Soli, nie wyjdzie z więzienia do końca życia.

Historia tego podwójnego zabójstwa mrozi krew w żyłach. Na początku listopada 2003 r., na łące w Lubieszowie pod Nową Solą, jeden z mieszkańców odnalazł worek foliowy z fragmentami ciała. Sprawą zajęli się specjaliści z CBŚ. Szczątki były tak zniszczone, że oficerowie nie mieli pewności, czy ofiarą był człowiek, czy zwierzę. Po pół roku eksperci ustalili, że to szczątki kobiety i mężczyzny. Na podstawie kodów DNA ustalono, że zabici to mieszkańcy Kostrzyna: 32-letni Piotr S. i jego 25-letnia konkubina, absolwentka gorzowskiego AWF. Zamordowano ich w 2000 r. Po półtora roku żmudnego śledztwa CBŚ ustaliło, że zabójstwa dokonała czwórka mężczyzn. Dziś są po 50-tce, mieszkają w Lubuskiem, jeden z nich jest obywatelem Mołdawii. Zabójstwo zlecił  Andrzej S., właściciel fabryki krasnali ogrodowych w Nowej Soli. Mężczyzna ukrywał się za granicą. Po nagłośnieniu sprawy w programie "997", udało się go zatrzymać.

Zbrodnia miała miejsce 30 sierpnia 2000 r. Piotr S. ze swoją konkubiną przyjechał do Nowej Soli na rozmowy o interesach. Zaprosił go do swojego mieszkania Andrzej S., członek gangu napadającego na tiry z elektroniką i papierosami. Pozornie spotkanie miało dotyczyć rozliczeń finansowych, ale Andrzej S. już wtedy planował zabójstwo wspólnika. Kobieta zginęła przypadkowo, bo była jedynym świadkiem. Wywieziono ich do pustej fabryki krasnali. Tam sprawcy godzinami katowali swoje ofiary. Strzelali w nogi z pistoletu, rozdzierali nożem ciało mężczyzny. W końcu zabili go strzałem w ucho. Dziewczynę zgwałcili i na wpół przytomną kłuli sztyletami, by w końcu dobić drewnianym kołkiem. Po zabójstwie mężczyźni rozebrali ofiary i przewieźli w bagażniku samochodu nad rzekę. Wykopali dół, wyłożyli folią, wrzucili ciała i zasypali je kilkudziesięcioma kilogramami sody kaustycznej. Żeby nie było czuć fetoru, rozpalili grilla. Bawili się przy wódce czekając, smażyli kiełbasy aż zwłoki rozpuszczą się w chemikaliach.

Sąd skazał Andrzeja S., głównego oskarżonego, na karę dożywotniego więzienia z zastrzeżeniem, że warunkowe przedterminowe zwolnienie może nastąpić nie wcześniej niż po odbyciu kary 40 lat więzienia. Drugiego bandytę sąd skazał na 25 lat więzienia (warunkowe zwolnienie może nastąpić po odbyciu kary 20 lat). Trzeci usłyszał wyrok 15 lat więzienia, a obywatel Mołdawii odsiedizał cztery lata i zapłaci grzywnę.

Wszystkie zdjęcia
  • Morderca przyszedł z lasu
  • Głos kazał mu zabijać
  • Smażyli kiełbasy na ognisku i czekali aż ciała ofiar się rozpuszczą
  • Zgubiło go DNA, wyrok po 27 latach
  • Zbrodnia bez kary
-->