Zgubiło go DNA, wyrok po 27 latach

5/9

Fot. Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze

Listopad 1987r. Zieloną Górą wstrząsnęło nie tylko okrucieństwo morderstwa, ale także nieudolność wymiaru sprawiedliwości. Choć wytypowano oprawcę młodej kobiety, nie doszło do procesu. Milicjanci nie mieli wystarczających dowodów. Do czasu...

Roznegliżowane ciało kobiety znaleźli sąsiedzi rankiem 27 listopada 1987 roku. 33-letnią kelnerkę klubu nocnego Topaz zamordowano na ul. Chopina. Krystyna skończyła pracę w klubie ok. godz. 2 w nocy. Do domu wracała najkrótszą drogą. Matka samotnie wychowująca syna mieszkała w kamieniczce przy dzisiejszej ul. Dworcowej. Musiała przejść przez podwórko pobliskiej szkoły. Gdy mijała garaże, napadł na nią mężczyzna. Zgwałcił, pobił, a na koniec udusił. Po kilku miesiącach w lutym 1988 r. milicjanci wytypowali głównego podejrzanego. Stanisław N. miał wtedy 27 lat. Z zawodu elektryk-spawacz, urodził się w Sławie. Od lat mieszkał jednak już na Śląsku. Trzy lata wcześniej wyszedł z więzienia. Jako młody chłopak został skazany na osiem lat więzienia za napady na swoje sąsiadki. Podduszał je, bił, by zabrać im cenną biżuterię. Wyszedł wcześniej za dobre sprawowanie.

Jesienią 1987 r. miał odwiedzić znajomych w Zielonej Górze. Kręcił się owej nocy wokół nocnego klubu. Miał jednej z kobiet zaproponować kolację. Nie zgodziła się. Wtedy miał zaplanować atak na Krystynę. Gdy zatrzymała go milicja, szedł w zaparte, twierdził, że nigdy nie poznał swojej ofiary. Mężczyzna po kilkumiesięcznym areszcie wyszedł na wolność. Śledztwo umorzono w grudniu 1988 r., a akta trafiły na półkę.

Po 27 latach sprawą zajęli się prokuratorzy Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. Po roku śledztwa wystawili za Stanisławem N. Europejski Nakaz Aresztowania. Latem ub.r. sąd w Düsseldorfie nakazał aresztować mężczyznę i odesłać do Polski. - Badania genetyczne potwierdziły w sposób niebudzący wątpliwości, że ślady zebrane z miejsca zbrodni należą do tego właśnie mężczyzny. Potwierdziły, że chwilę przed morderstwem współżył z ofiarą - mówił Alfred Staszak, szef Prokuratury Okręgowej, tuż po wysłaniu aktu oskarżenia do sądu.

 

archiwum x morderstwo kelnerki topazFot. Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze

 

Półtora miesiąca temu Sąd Okręgowy w Zielonej Górze skazał mężczyznę na 25 lat więzienia, czyli najwyższy wymiar kary pozbawienia wolności, jaki obowiązywał w latach 80. (najsurowszym wyrokiem była oczywiście zniesiona po upadku PRL-u kara śmierci). Stanisław N. nadal nie przyznaje się do winy. Choć dziś przyznaje, że ofiarę jednak znał, utrzymywał z nią kontakty seksualne, ale jej nie zabił. Obrońca złożył apelację. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Wszystkie zdjęcia
  • Morderca przyszedł z lasu
  • Głos kazał mu zabijać
  • Smażyli kiełbasy na ognisku i czekali aż ciała ofiar się rozpuszczą
  • Zgubiło go DNA, wyrok po 27 latach
  • Zbrodnia bez kary
-->