Tekst był opublikowany w zielonogórskiej Gazecie Wyborczej 18 marca 2000 r.

Mało brakowało, a proces seryjnego przestępcy Mariusza M. toczyłby się właśnie w Zielonej Górze. Na początku lutego 1997 r. Mariusz M. w Koninie Żagańskim obrabował kantor. Potem w agencji towarzyskiej sterroryzował jej właściciela. Przyłożył mu pistolet do uda i zażądał pieniędzy. Gdy właściciel nie chciał dać gotówki, przestrzelił mu udo, potem drugie i jeszcze kolano. Tego samego dnia wpadł do domu mieszkańca Wymiarek. Przyłożył mu pistolet do policzka i strzelił. Zielonogórscy policjanci zablokowali wówczas drogi na Żagań. Jednak Mariusza M. nie udało im się zatrzymać.

Wpadł dwa tygodnie później w Ustrzykach Dolnych. Razem z kolegą wszczął burdę w tamtejszym barze. Obrabował kasę, a jako zakładnika wziął właściciela. Wtedy przyjechali policjanci. Mariusz M. zaczął do nich strzelać. Na szczęście zaciął mu się pistolet.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej