Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
O panu Lechu spod Sulechowa, niepełnosprawnym hodowcy koni, "Gazeta Wyborcza" pisała dwa tygodnie temu. Lech Wierzbowski choruje na zespół Bürgera. Podstępna choroba, która atakuje żyły, najczęściej skutkuje amputacją nóg. Lechowi lekarze nogi odcinali po kawałku. Przez 20 lat.

- Był ból, łzy. To już za mną. Dziś nie myślę o chorobie. Bo po co? - mówi. Nie pije, choć powodów jest dużo. - Wystarczy, że mam dla kogo żyć i pracować. Nie rozklejać się - mówi i pokazuje na trzy tłuściutkie koniki polskie.

"Konie są wierne jak psy"

Wierzbowski dobiega sześćdziesiątki. Mieszka w starym dworku w Okuninie. Kupił go pod koniec lat 70. Dwór był już wtedy ruiną. Marzył, by go odremontować, założyć stadninę koni. Nie udało się. Zachorował. Oszczędności poszły na leczenie. Dziś Wierzbowski jest bankrutem ze skromną emeryturą. Żyje na jednym pokoju z kuchnią i malutką łazienką.

Krok po kroku łata dziurawy dach i walący się strop. Kawałek oderwanego sufitu podpiera pniem brzozy. Jesienią na głowę kapie woda, zimą wpada śnieg. Sam rąbie drewno do poniemieckiego pieca, którym ogrzewa wiekowy dworek.

Wierzbowski mimo ciężkiej choroby sam oporządza swoje konie. Najstarszą klacz kupił u schyłku lat 80. - Jest leciwa, ale wygląda jak młódka - chwali. Konie to jego życie. Niemalże całą niewielką rentę, ok. tysiąca złotych, przeznacza na ich utrzymanie. Płaci za kowala, weterynarza, siano i owies. - Są jak psy. Przychodzą, jak je zawołam - przyznaje. Choć nie ma nóg, czasami na nie wsiada, gdy ktoś założy mu siodło. Na protezach nie może ustać zbyt długo. Wpijają się w ciało, robiąc rany do kości.

Dlatego panu Lechowi niezbędny do pracy w stajni jest elektryczny wózek. Dzięki niemu może przywieźć koniom siano i napoić. Nim dojechać do sklepu czy lekarza.

PFRON nie pomógł, ludzie tak

Stary wózek dostał od niepełnosprawnego kolegi. Po ośmiu latach się rozsypał. Wysiadły akumulatory i hamulce. PFRON odmówił przydziału nowego. - Bo mam jedną sprawną rękę. To oznacza, że mogę nią popychać koła wózka - tłumaczy.

Na szczęście znalazł się sponsor. Nie chce podawać nazwiska. Możemy jedynie zdradzić, że pan Jakub jest pracownikiem sieci stacji paliw Apexim AB. Wózek kupił ze swoich oszczędności. Bez zastanowienia. Decyzję, jaki ma być, zostawił panu Lechowi. Trójkołowiec, za blisko 5 tys. zł, pan Lech wybrał, przeglądając oferty w internecie.

Po kilku dniach wózek przyjechał do Zielonej Góry. Trzeba go było jeszcze złożyć. Zrobili to szybko i sprawnie mechanicy z zakładu Auto-Elektronika Waldemara Jędrzejczyka przy ul. Lechitów. Złożony wózek przewieźli do Okunina właściciele zielonogórskiej restauracji Winnica!

- Wózek rozwiązuje 90 proc. moich kłopotów. Jest wspaniały - cieszy się Wierzbowski. I planuje pierwszą samodzielną podróż. Gdzie? Do lekarza i to aż do oddalonego o 8 km Sulechowa.

- Co prawda nie mam kasku, ale mam jeździecki toczek! Jest dużo bardziej bezpieczny niż rowerowy kask. Mam nadzieję policja nie wlepi mi mandatu. Jeśli ktoś zobaczy dżokeja na elektrycznym wózku, to będę nim ja! - żartuje pan Lech i dziękuje czytelnikom "Wyborczej" za pomoc.

Pan Lech dziękuje całej Polsce

Po artykule w "Wyborczej" na koncie pana Lecha pojawiły się wpłaty. - Wzruszyłem się e-mailami od ludzi z całej Polski. Najbardziej chwyciła mnie za serce jedna z pań, emerytka. Przekazała mi kilkadziesiąt złotych. Odebrało mi słowa, że są jeszcze ludzie, którzy mają tak mało, a potrafią się dzielić - mówi pan Lech. Kupił już kartki pocztowe. - Jestem tradycjonalistą. Wypiszę je ręcznie. Tego wymaga szacunek - tłumaczy i zaprasza do siebie ludzi, którzy mu pomogli. - Będzie przejażdżka moimi konikami! - mówi.

To nie koniec pomocy. Pan Lech zostanie objęty stałą opieką Fundacji "Klub Otwartych Drzwi". - Do zimy otrzyma od nas paczki z jedzeniem - zapewnia Radosław Brodzik, zielonogórski radny, który także włączył się do akcji. Do Wierzbowskiego trafił już pierwszy pakunek: mąka, konserwy, dżemy i płatki kukurydziane. Te ostatnie oddaje koniom.

- Dzielę się z nimi po równo - zarzeka się pan Lech.

W jesiennych remontach i porządkach pomogą też harcerze drużynowego Bartka Walkowskiego.

Jak możesz pomóc?

Poszukujemy firmy, która mogłaby pomóc w remoncie, odpisać sobie potem darowiznę. Każda najmniejsza wpłata pomoże Panu Lechowi kupić niezbędne materiały budowlane - cementy, kleje itd. Opłacić robotników. Można także Panu Lechowi wysyłać paczki z żywnością, ciepłe kołdry, koce, a także zamówić owies, marchew czy jabłka dla koni.

Lech Wierzbowski

Okunin 30

66-110 Babimost

Numer konta BZ WBK 78 1090 1580 0000 0000 5800 7364

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.