Bez tajemnicy adwokackiej ten zawód nie istnieje. Bo jak człowiek może mieć zaufanie do adwokata, skoro policjant, prokurator czy sędzia może spytać: a co ci mówił twój klient - mówi Krzysztof Szymański, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Zielonej Górze.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Krzysztofem Szymańskim

Artur Łukasiewicz: Jakie są świętości adwokata?

Krzysztof Seweryn Szymański, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Zielonej Górze: Wolałbym mówić o fundamentach. A jednym z nich jest niezależność. To istota tego zawodu. I tak było ze mną. Rozpocząłem aplikację w 1975 r. Byłem młody, miałem 25 lat, byłem już po aplikacji sądowej i miałem ocenę tamtej rzeczywistości. Myślałem wtedy: państwo jest, jakie jest, ale adwokat to jedyny zawód, w którym nikt mi nic nie będzie kazał, a może będę pożyteczny. Aplikacja adwokacka pod okiem mec. Tadeusza Smykowskiego przekonała mnie o słuszności mojego wyboru i tak minęło kolejnych 40 lat.

Tak, niezależność to możliwość wypowiadania własnych ocen, bez obaw, że wpływa na karierę zawodową. To szansa bezkarnego pójścia pod prąd, to możliwość unikania etycznie dwuznacznych kompromisów.

A tajemnica adwokacka? Porównuje się ją z księdzem i z tajemnicą spowiedzi.

To drugi fundament. Bez niej ten zawód nie istnieje. Bo jak człowiek może mieć zaufanie do adwokata, skoro policjant, prokurator czy sędzia może spytać: a co ci mówił twój klient. Nie może być takich obaw.

Nie da się współpracować z państwem przeciwko obywatelowi, którego reprezentuje adwokat. Stąd gwałtowna reakcja naszego środowiska, po tym jak pojawił się komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości o możliwości nadania prokuratorom uprawnień do zwalniania adwokatów z tajemnicy zawodowej. Na razie resort wycofał się z tych zamierzeń, ale ten incydent pokazuje, że władzę państwową uwiera konieczność uzyskiwania od sądów zwolnienia z tajemnicy zawodowej. Jesteśmy niezwykle wyczuleni na wszelkie działania organów ścigania zmierzające do uchylenia tajemnicy zawodowej. Waga tej zasady sięga tak daleko, że bierzemy pod uwagę możliwość nierespektowania orzeczeń, które zmuszałyby nas do ujawnienia tajemnicy.

Kiedy można uchylić tajemnice?

Sąd może zwolnić z tajemnicy, gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność ta nie może być ustalona na podstawie innego dowodu. Tak brzmi przepis. Już na pierwszy rzut oka widać, że może mieć on różne interpretacje. Zdarza się, że sąd w tak szczególnych okolicznościach zwalnia z tajemnicy. Zaznaczyć jednak trzeba, że tajemnica obrończa ma charakter bezwzględny – adwokat jako obrońca nie może być z tajemnicy zwolniony, ani też sam się nie może z niej zwolnić. Jak duchowny.

Uważa się, że nauczycielstwo do zawód sfeminizowany, a prawniczy to typowo męski? Coś się zmienia?

Rzeczywiście tak było. Gdy rozpoczynałem działalność w Zielonej Górze, były tylko dwie kobiety adwokatami. W województwie cztery. Dziś mamy 180 adwokatek – dawniej to określenie kobiety adwokata się nie przebiło. Mówimy raczej „pani mecenas”. To już niemal połowa stanu osobowego Izby. I stało się to bez obowiązkowych parytetów.

W sądach też jest zdecydowana przewaga kobiet. Zmiany widać także na aplikacji. W tym roku na aplikacje w naszej Izbie przyjęto 13 osób, w tym tylko trzech mężczyzn. Widać więc odwrotną tendencję. Panie mecenas nie mają powodów do kompleksów. Myślę, że lepiej mi się współpracuje z kobietami, są na ogół bardziej obowiązkowe i zaangażowane. Znamienne jest chociażby to, że w naszej Izbie ostatnio to kobiety są laureatami konkursów krasomówczych, zresztą w skali kraju również, a jeszcze nie tak dawno trudno było sobie wyobrazić kobietę – wybitnego mówcę. Nie ma nawet takich precedensów historycznych. To jakiś znak czasu.

Skąd się wzięła wasza toga?

– Długa tradycja. Tylko w USA prawnicy się nie przebierają. W Wielkiej Brytanii jeszcze noszą peruki. Toga u nas na pewno obowiązuje od stu lat, od początku powstania adwokatury. Mamy zielone otoki, radcy niebieskie, a prokuratorzy czerwone.

Ponoć adwokat jest jak lekarz – nie może odmawiać pomocy. Ale to mu się zdarza. Kiedy i dlaczego?

Co do zasady adwokat, myślę tu o obrońcy, nie powinien odmawiać obrony nawet w sprawach bulwersujących, trudnych oraz tzw. beznadziejnych i budzących negatywne emocje. Jeżeli z jakichkolwiek przyczyn uważam, że w takiej sprawie nie mogę przełamać niechęci do oskarżonego, że tak naprawdę solidaryzuję się z prokuratorem, to uczciwość nakazuje rezygnację z obrony i wskazanie innego obrońcy, który wypełni swoje zadanie bez tych dylematów. Bywa jednak i tak, że choć oskarżenie dotyczy czynów odrażających, to po kontakcie z oskarżonym znajduje się sens obrony. W każdym człowieku, który nawet popełnił zbrodnię, doświadczony i zaangażowany adwokat doszuka się takich właściwości, które pozwolą zobiektywizować konsekwencje jego czynu, argumentów, które będą stanowić przeciwwagę dla prokuratorskiego oskarżenia.

W chwili powołania w 1953 r. Wojewódzkiej Izby Adwokackiej w Zielonej Górze (obejmowała woj. zielonogórskie) zawód wykonywało 56 adwokatów. W tym 10 w Zielonej Górze, 11 w Gorzowie, po czterech w Nowej Soli i Głogowie.

Adwokat przeżywa porażki? Czy wraz z biegiem lat to po nim spływa?

– Przeżywam porażki i sukcesy, ale nie w każdej sprawie, bo bym tego zwyczajnie psychicznie nie wytrzymał. Są sprawy, które pamięta się całe życie i jest codzienność wypełniona sprawami banalnymi z punktu widzenia adwokata, chociaż pewnie nie klienta. Sukces to przekonanie sądu o swoich racjach w sytuacji wątpliwej, wtedy, gdy rzecz toczy się o wysoką stawkę – winę oskarżonego lub jego wolność. Sukces to łzy w oczach klienta i jego niekłamana wdzięczność. Porażka rodzi złość, przygnębienie i wewnętrzne pytanie, czy ta praca ma sens. Proszę wierzyć, tu nie chodzi o teatr, w którym wszyscy wiedzą, jak sprawa się skończy.

Może to jest właśnie fascynujące w tej pracy. Coś musi być na rzeczy, skoro adwokaci tak bardzo niechętnie przechodzą na emeryturę. Adwokatura to nie tylko sprawy karne, to też skomplikowane sprawy cywilne, gospodarcze i dramatyczne rodzinne. To również sprawy, których rozstrzygnięcie może decydować o ich dalszych losach.

Na przykład.

Np. historia oszusta, który sprzedał mieszkanie pewnej rodzinie. A potem sprzedał je drugi raz własnej siostrze. Sprawa się ciągnęła prawie cztery lata. Rodzina zapłaciła, ale nie sfinalizowała zakupu u notariusza, bo już nie mogła, skoro mieszkanie sprzedał drugi raz. Prokuratura to umorzyła, bo zamiar trudny do ustalenia, bo nie wiadomo dlaczego to zrobił, może ratował firmę przed bankructwem, Co ciekawe siostra kupując mieszkanie, też nie wiedziała, że ktoś przed nią je kupił. Najpierw doprowadziłem do skazania tego mężczyzny z pominięciem organów ścigania. Jest taka procedura. Skończyło się to wyrokiem w zawieszeniu za wprowadzenie kupujących w błąd. Ale to był pierwszy krok. Bo przecież pozostawała kwestia: czyje jest mieszkanie. Siostra także za nie zapłaciła.

Krzysztof Seweryn Szymański, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Zielonej Górze
Krzysztof Seweryn Szymański, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Zielonej Górze  Władysław Czulak

Więc był kolejny proces z siostrą o przeniesienie prawa własności tego mieszkania. A ona też czuła się oszukana przez brata. Nawet nie była nigdy w tym mieszkaniu, transakcję zawarła w ciemno, ufając bratu, zaciągając kredyt na 400 tys. zł. Przez kolejne lata toczył się proces o uznanie tej czynności za nieważną. W końcu wygraliśmy. Sukces, ale ważniejsza była ta rodzina. Dla niej to była właściwie sprawa o życie. Pamiętam tę kobietę, nie mogła zrozumieć, że mogą być tacy ludzie. Jak tak można? To niech odda pieniądze i już, tłumaczyła zdziwiona. A on był już wtedy bez grosza. Chciał – tłumaczył – wyciągnąć firmę z długów i sprzedał mieszkanie dwa razy.

Izba Adwokacka w Zielonej Górze obejmuje jurysdykcją obszar sądów okręgowych w Zielonej Górze i Gorzowie Wielkopolskim oraz sądów rejonowych w Wolsztynie, Myśliborzu i Choszcznie.

Uważa się, że adwokat to takie zajęcie dziedziczne. Przechodzi z ojca na syna. Jak było z panem?

Nie mam prawniczego rodowodu. Pochodzę z Poznania i tam skończyłem bardzo dobre liceum. Byłem niezły z historii i geografii, a z tych przedmiotów były egzaminy na prawo na UAM. Na studiach nie przeżywałem rozczarowań. Bardzo mi się podobało, trafiłem z wyborem. Po nich dostałem się na aplikację sądową, co nie było proste, były cztery osoby na jedno miejsce. Ale później nie dostałem się na aplikację adwokacką w Poznaniu. Gdybym rok poczekał, to pewnie bym się dostał i dziś byśmy nie rozmawiali. Nie chciałem jednak czekać, byłem niecierpliwy i pojechałem do Zielonej Góry. Też się spodziewałem trudności, ale wszystko poszło dobrze. I to „bezwpływowo”.

Według szacunków Naczelnej Rady Adwokackiej w Polsce do 2020 ma być 100 tys. adwokatów i radców. To ponad dwa razy więcej niż wynosi europejska średnia. Dlaczego młodzi Polacy chcą być prawnikami? Pieniądze, niezależność, ciekawa praca czy coś jeszcze?

Dziś jest 20 tys. adwokatów i dwa razy więcej radców. Rynek usług prawniczych się wypełnił i z każdym rokiem trudniej jest młodym adeptom prawa znaleźć na nim swoje miejsce. Dziś absolwent prawa decydując się na aplikację, godzi się na kolejne 3 lata zarobków oscylujących w granicach minimalnego wynagrodzenia. Nie ma żadnej gwarancji, że po tych 3 latach jego dochody poszybują, utrzyma kancelarię, pozyska klientów. Wiedząc o tym jednak podejmują ryzyko. Sądzę, że każdy z nich wierzy, że mu się uda. Że zostanie doceniony i przełoży się to na jego sukces materialny. To taki zawód, w którym zarobki są niepewne, ale zawsze, jednak dzięki pracy i talentom, może nastąpić jakiś dobry przełom. Faktem jest, że corocznie na aplikacje jest mniej kandydatów i z pewnością atrakcyjność naszego zawodu jest mniejsza niż było to przed kilkunastu czy kilkudziesięciu laty.

Jak adwokaci pochodzą do rządowej reformy sądownictwa?

Władze adwokatury i zdecydowana większość adwokatów nie akceptują tej reformy, w naszym przekonaniu narusza ona zaufanie do władzy sądowniczej, jako niezależnej od władzy wykonawczej i ustawodawczej. W szczególności sposób powołania Krajowej Rady Sądownictwa i jej funkcjonowanie nie pozostawia złudzeń, co do tego, iż o nominacjach sędziowskich będzie decydowała władza wykonawcza. Został też zrujnowany autorytet Sądu Najwyższego, do którego wybierani są prawnicy, którzy zgłosili się tam na ochotnika. Niemal wszystkie środowiska i stowarzyszenia sędziowskie oraz naukowcy z wydziałów prawa zignorowali ten nabór, w uzasadnionym przekonaniu, iż służy on do dokonaniu arbitralnego wyboru sędziów przez niekonstytucyjnie wybrana KRS.

Dziś Izba zrzesza 422 adwokatów, w tym 179 kobiet. Zawód wykonuje 379, nie wykonuje 43.

Sąd Najwyższy miał niekwestionowany dorobek orzeczniczy i cieszył się zasłużonym autorytetem. Był ostatnią instancją sądową, co do której nie formułowano zarzutów braku kompetencji lub zależności od władzy państwowej. Dziś właśnie z uwagi na tryb wyboru tych sędziów i chociażby przegląd ich dorobku zawodowego utraciliśmy ten punkt odniesienia. Czy tak często powoływane przez nas w przeszłości orzeczenia Sądu Najwyższego, będą teraz jakąś podstawą rozstrzygnięć sądów niższych instancji?

Piętnowanie przez władzę państwową sędziów jako „specjalnej kasty” było dla nas kompletnym zaskoczeniem. Działaniem nakierowanym na pozbawienie tego środowiska społecznej pozycji i autorytetu, charakterystycznego w krajach rozwiniętej demokracji.

Adwokaci bywają codziennie na salach sądowych, potrafią bardziej niż kto inny oceniać wiedzę, przygotowanie, sprawność i obiektywizm sędziów.

Mając krytyczną ocenę orzecznictwa, a także postępowania niektórych sędziów, nie dostrzegamy u nich takich właściwości, które podawałyby w wątpliwość ich uczciwość zawodową czy skłonność do wydawania rozstrzygnięć zgodnych z oczekiwaniami władzy państwowej.

Oczywista tendencja władzy państwowej zmierzająca do poddania wymiaru sprawiedliwości jakiejś „społecznej kontroli” i zwiększone uprawnienia ministra sprawiedliwości w sytuacji, gdy w praktyce są na ogół trzy instancje sądowe, mogące korygować wadliwe orzeczenia, godzi w niezależność władzy sądowniczej.

Z naszego adwokackiego punktu widzenia zagrożenie niezależności wymiaru sprawiedliwości uderza w istotę naszej pracy. Brak pewności, że sędzia jest niezależny, że nie będzie chciał trafić z wyrokiem w oczekiwanie władzy, nie pozwala nam wykonywać pracy z przekonaniem, że wyrok będzie podyktowany tylko względami merytorycznymi.

Sprawy muszą się ciągnąć latami? Dlaczego z tym tak trudno się uporać.

Przewlekłość postępowania, na którą wszyscy narzekamy, w dużym stopniu wynika ze skomplikowanych procedur, pewnego formalizmu prawniczego, w pewnym stopniu braku decyzyjności sędziów. Coraz więcej sporów wymaga wiedzy specjalistycznej. A brakuje biegłych z medycyny sądowej, psychologii, budownictwa, nowoczesnych technologii, ruchu drogowego. Brakuje bo stawki wynagrodzenia są dla nich nieopłacalne, stąd też terminy wydawania opinii są wielomiesięczne. Przez ostatnie 3 lata „reformy” sądownictwa nic się nie zmieniło. Droga, którą wybrała władza, zdyskredytowała wymiar sprawiedliwości, przede wszystkim sędziów, nie wskazując nawet dróg usprawnienia postępowania sądowego.

Krzysztof Szymański* od 40 lat praktykuje w zawodzie adwokata. Od dekady jest dziekanem Okręgowej Izby Adwokackiej w Zielonej Górze, która obchodzi 65-lecie swojego istnienia.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem