W piątek Stelmet Enea BC Zielona Góra zaprezentował nowego trenera - Czarnogórca Igora Jovovicia. - Nie stać nas na leniwego kota jako trenera, który wszystko już przeżył i będzie marzył, żeby tam wrócić. Musimy mieć tygrysa. Może na razie niedużego, ale takiego, który będzie rósł razem z nami - mówi Janusz Jasiński, właściciel klubu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Jestem szczęśliwy, że zostałem nowym szkoleniowcem Stelmetu BC. Chciałbym podziękować klubowi za otrzymanie takiej szansy. Wiem, że drużyna w zeszłym sezonie nie osiągnęła tego, co zamierzała. Mogę obiecać, że przychodzę tutaj z wielką energią i z dużymi ambicjami. Naszym celem jest mistrzostwo, ale tego obiecywać nie będę, bo byłby to brak szacunku do rywali. W Polsce jest kilka dobrych drużyn i musimy się postarać, by być od nich lepsi. Zrobię wszystko, by tak się stało – mówił 36-letni Igor Jovović podczas konferencji prasowej w siedzibie firmy LUG, sponsora klubu.

Jovivić urodził się w Podgoricy, stolicy Czarnogóry. Karierę trenerską rozpoczął w 2007 r. w stołecznym zespole Budocnost, gdzie asystował Dejanowi Radjonićy, by sześć lat awansować na głównego szkoleniowca. W 2015 r. przeniósł się do drużyny KK Sutjeska, a sezon później podpisał 3-letni kontrakt z niemieckim MBC Mitteldeustcher. To właśnie z posady w tym ostatnim klubie Jovović zrezygnował, by przenieść się do Zielonej Góry.

– Miałem umowę obowiązującą jeszcze przez rok, ale skorzystałem z klauzuli odejścia do klubu, który będzie grał w europejskich pucharach. Cieszę się, że wszystkie trzy strony doszły do porozumienia. Fani mogą być na mnie źli, bo te dwa lata w MBC Mitteldeustcher były dla nas naprawdę dobre. Tutaj jednak mogę walczyć o tytuły – tłumaczy Jovović.

Młody trener ze Stelmetem związał się 2-letnią umową. Zieloną Górę kojarzy dobrze. – Kiedy byłem jeszcze trenerem Podgoricy, graliśmy przeciwko wam w EuroCup. Miałem też okazję pracować z zawodnikami, którzy grali w Stelmecie. Zwykle wyrażali się pozytywnie i to też miało wpływ na moją decyzję – przyznaje Czarnogórzec.

Nowy trener dodaje, że marzy o drużynie grającej fizyczną i atletyczną koszykówkę, zwłaszcza na bronionej stronie parkietu. – Ofensywnie będziemy musieli dopasować się do umiejętności i silnych stron naszych graczy. Nie stać nas na podpisywanie wielkich gwiazd – mówi Jovović.

Jasiński: Wracamy do wcześniejszych doświadczeń

Dlaczego Jovović? – Po dwóch latach innego prowadzenia drużyny chcieliśmy wrócić do naszych wcześniejszych doświadczeń, kiedy mieliśmy trenerów silnych charakterem, ale też dobrych jako ludzi, i to dawało świetne efekty – tłumaczy Janusz Jasiński, właściciel klubu.

– Rynek trenerski testowaliśmy już w maju. Rozmawialiśmy z największymi nazwiskami. Musieliśmy się jednak pogodzić z prawdą, że takie kluby jak Stelmet nigdy pieniędzmi niczego w Europie nie wygrają. My możemy wygrać determinacją, systemem i zbudowaniem dobrego zespołu ludzi. Gdzie są drużyny, które walczą? Właśnie na Bałkanach, choć nie mają dużych pieniędzy. Myślę, że musimy to samo robić w Zielonej Górze – przekonuje Jasiński.

I dodaje: – Nie stać nas, powiem brutalnie, na leniwego kota jako trenera, który wszystko już przeżył i będzie marzył, żeby tam wrócić. Musimy mieć tygrysa. Może na razie nie wielkiego, ale takiego, który będzie rósł razem z nami. Cel jest taki, żeby za parę lat zagrać w Eurolidze. To jest bardzo ważne dla polskiej koszykówki i wszyscy muszą się o to starać. Nie musi to być Stelmet, ale polska drużyna w Eurolidze powinna grać – twierdzi Jasiński.

Koncepcja dużych zmian

Wyjaśnia, że w Stelmecie wygrała koncepcja dużych zmian. Rewolucje czekają zarówno sztab trenerski, jak i skład zawodników. – Jestem zadowolony, bo należałem do tych, którzy forsowali takie rozwiązanie. Te zmiany są możliwe do przeprowadzenia w tym roku, ale będą też kontynuowane w latach następnych. Dzisiaj mamy wielu polskich zawodników, którzy są z nami na lata. Chcemy korzystać z ich usług nadal, ale – niestety – każdy z nich co roku jest starszy i musimy znaleźć ludzi, którzy będą ich zastępować. Ale tego nie zrobi się ot tak – mówi Jasiński.

Obecnie ważne kontrakty na kolejny sezon ma jeszcze siedmiu zawodników. – To ogranicza nam pole manewru. Zdaję sobie jednak sprawę, że z różnych powodów możemy z niektórych kontraktów musieć albo chcieć się wycofać. Na pewno ważna jest strategia odnośnie budowy pozostałej części składu. Będziemy o tym rozmawiać z nowym trenerem. Chcemy się oprzeć na świeżym spojrzeniu – zaznacza Jasiński.

I snuje refleksje: – Kto wie? Może gdybyśmy tym jednym rzutem rozstrzygnęli mecz, to byśmy byli w finale i zdobyli jakiś medal. Bylibyśmy dzisiaj szczęśliwsi, ale może byśmy nie dostali takiego jasnego sygnału, że potrzeba zmian. A tak dostaliśmy cios, który spowoduje, że pójdziemy daleko – przekonuje właściciel klubu.

Jasiński tłumaczy, że coś tak strasznego jak pierwszy mecz o brąz z Toruniem nie może się więcej w hali CRS powtórzyć. – To trzeba sobie powiedzieć i zapamiętać. Na pierwszym miejscu stawiamy sobie zdobycie mistrza Polski. Jeżeli w Europie nam się uda coś zdobyć, to będzie in plus. Ale nie chcemy budować drużyny, która będzie zainteresowana grą tylko w pierwszej części sezonu. To jest moje wrażenie po zeszłym sezonie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem