Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Taki Stelmet chcemy oglądać - piszą kibice na Facebooku. Pochwał trenerowi Tabakowi nie szczędzą, ale my będziemy jednak tonować nastroje. Nie chodzi o brak wiary w kompetencje szkoleniowca - wręcz przeciwnie - a fakt, że przed zielonogórską drużyną długi, wymagający sezon i trudne momenty na pewno jeszcze przyjdą. Efekt "nowego trenera" oglądaliśmy nie raz, choć oczywiście wierzymy, że taki poziom koncentracji i zaangażowania uda się utrzymać przez wiele miesięcy.

Ekipa Stelmetu sezon otworzyła zmaganiami w rosyjskiej lidze VTB. Na dzień dobry pojechała do Moskwy, gdzie zmierzyła się z Chimkami na nowym, imponującym obiekcie. 

Gracze z Zielonej Góry od początku grali odważnie i mocno w obronie, jak tego wymaga od nich nowy trener. Akcję napędzał szybki na koźle nowy rozgrywający, 23-letni Ludde Hakanson i po dwóch pierwszych minutach gry Stelmet prowadził 6:0. Było to jedyne i najwyższe prowadzenie gości w meczu.

Chimki grały bez kilku gwiazdorów (Aleksiej Szwed, Timofiej Mozgow, Anthony Gill), jednak dość szybko weszły na odpowiednie obroty. Gospodarze odpowiedzieli mocną, fizyczną grą i po pierwszych 10 minutach prowadzili 16:13.

Dobrą grę kontynuowali w drugiej kwarcie. W zdobywanie punktów włączyli się rezerwowi, w tym autor 12 oczek w spotkaniu - Jeremy Evans. Piłki rozdawał uznany później najlepszym graczem spotkania Stefan Jović (16 pkt, 9 asyst). Były momenty, w których wydawało się gospodarze odjadą Stelmetowi. Ale nasza drużyna trzymała się dzielnie, choć przecież roczna pensja jednego gwiazdora Chimek to poziom mniej więcej całego budżetu na sezon klubu z Zielonej Góry. Po pierwszej połowie przegrywaliśmy tylko 31:40. Największa w tym zasługa adepta barcelońskiej szkółki Hakansona, który w tej części meczu nawrzucał 8 oczek, w tym dwie trójki.

 

Mimo problemów ze skutecznością (7/29 za trzy), Chimki na początku drugiej połowy wyszły na 16-punktowe prowadzenie, najwyższe w całym spotkaniu. Stelmet wkrótce złapał jednak lepszy rytm i zaczął straty odrabiać. Dzięki dwóm trafieniom zza łuku Marcela Ponitki i przebudzeniu Ivicy Radicia, strata do rywali na koniec trzeciej kwarty wróciła do stanu z przerwy.

Prawdziwa pogoń odbyła się dopiero w ostatnich 10 minutach. Ważne rzuty trafiali Tony Meier, Łukasz Koszarek, Jarosław Zyskowski i nieco niewidoczny wcześniej w ataku Joe Thomasson. Swoje przez cały mecz robił nasz nowy środkowy Drew Gordon, który na koncie zapisał 16 punktów, 6 zbiórek i efektowną paczkę po złapaniu w powietrzu piłki od Hakansona.

Na minutę przed końcem Stelmet doszedł rosyjską potęgę na zaledwie trzy oczka, ale zwycięstwa wyszarpać się nie udało. Biorąc jednak po uwagę siłę rywali (po boisku biegał przecież m.in. Jonas Jerebko, który w zeszłym sezonie reprezentował jeszcze Golden State Warriors) i wiele niższe oczekiwania niż w zeszłym sezonie - drużyna Tabaka spisała się wręcz genialnie. Walczyła do końca, to jedno, a drugie - zatrzymać w nowoczesnej koszykówce taką potęgę na niespełna 80 punktach, to też wielka sztuka.

W naszym odczuciu skład, choć ponoć skromniejszy budżetowo, skonstruowany jest dużo mądrzej niż w ubiegłym roku. Bo mieć 12 zdolnych zawodników, z których połowa nie dostaje czasu, by odpowiednio wejść w mecz, to żadne rozwiązanie. Dziś - nieco odwrotnie - martwimy się, że skład jest nieco zbyt wąski (z nieobecnym w Moskwie Julianem Jasińskim to 10 zawodników), ale być może bezpodstawnie. Panowie dostają czas na parkiecie i udowadniają, że grać w kosza potrafią. 

Teoretycznie: wyobrażacie sobie 21 minut na parkiecie młodego Ponitki w meczu z Chimkami u Igora Jovovicia...? A przecież Marcel zagrał wspaniale. Oby tak dalej.

CHIMKI MOSKWA  79:75  STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA

KWARTY: 16:13 | 24:18 | 20:20 | 19:24

CHIMKI: Jović 16 (3), Timma 7, Bertans 9 (3), Jerebko 14 (1), Booker 10 oraz Evans 12, Karasiow 3, Zajcew 2, Wialcew 4, Monia 2, Wołkin 0. Nie grał Baraszkow.

STELMET: Gordon 16, Meier 9 (1), Zyskowski 11 (1), Thomasson 7 (1), Hakanson 13 (3) oraz Koszarek 5 (1), Ponitka 11 (3), Zamojski 0, Radić 3. Nie grali Traczyk i Mąkowski.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.