Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od początku oglądaliśmy bardzo intensywną grę z obu stron. Stelmet polegał na dynamice swojego nowego rozgrywającego Ludwiga Hakansona, który naprawdę fajnie wygląda na koźle, ale w dzieleniu się piłką musi się jeszcze dużo uczyć. Wymiana ciosów trwała parę minut, dopiero u schyłku kwarty goście zaczęli nieco odpływać. Dużo grali na środkowego Gustava Ayona, byłego gracza NBA, który już w pierwszej połowie nawrzucał 12 oczek na skuteczności 6/10 z gry.

Po efektownym wsadzie w kontrze Austina Hollinsa (19 pkt, 3/4 za trzy) goście wychodzą na prowadzenie 19:11. Żan Tabak pierwszy raz sięga po czas. Łukasz Koszarek w obronie nie wyrabia, zwłaszcza postawiony naprzeciwko Andrew Albicy'ego, reprezentanta Francji na ostatnich mistrzostwach w Chinach, ale trafia ważną kontaktową trójkę. Chwilę później stratę do rywala pomniejszyć chce Marcel Ponitka, ale zostaje okrutnie zablokowany przez długiego Antona Puszkowa. Pierwsze 10 minut kończy się wynikiem 19:16 dla Zenitu, bo po zbiórce w ataku i próbie dopchnięcia piłki do kosza faulowany był Ivica Radić. Chorwat wykorzystał obie próby.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Radić w ataku jest jednak nieco drewniany, w kolejnych minutach pudłuje parę razy, w innych sytuacjach jest zbyt bojaźliwy. Na szczęście swoje z desek zbierze. Zenit stoi, ale Stelmetowi brakuje skuteczności. Goście łapią rytm dopiero, kiedy Ayon pakuje, a później umiejętnie rozrzuca piłki na obwód po grze pick'n'roll. Z obwodu trafiają Zubkow i dwukrotnie Renfroe. Rosyjski klub prowadzi już 35:23.

W obronie robimy, co możemy - przeciwnicy się rozstrzelali z dystansu - gorzej sprawy mają się w ataku. Na szczęście zawodnicy trenera Tabaka wchodzą wkrótce w lepszy okres gry. Za trzy trafia Hakanson, ważne oczka dorzuca środkowy Drew Gordon, a przede wszystkim nacierający agresywnie na kosz Joe Thomasson. Do przerwy wynik brzmi 45:35 dla Zenitu.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Po zmianie stron długi fragment bez punktów, którzy niestety pięcioma oczkami z rzędu przerywają goście. Szkoleniowiec Stelmetu woła o czas, bo po atakowanej stronie jego graczom nic się nie układa.

Chwila na oddech jednak niewiele wnosi. Popełniamy straty, a goście świetnie biegają do kontry i karzą nas raz po raz. Mają szeroką, wyrównaną ławkę i ani na chwilę nie odpuszczają w obronie. W Stelmecie dokonać zmian, aby nie ucierpiała na tym jakość gry, nie sposób. Do tego czwarte przewinienie w połowie trzeciej kwarty łapie Gordon i na deskach robi się bieda. Po celnej próbie zza łuku Hollinsa i akcji 2+1 Willa Thomasa przyjezdni wygrywają już 61:42.

Cudownej odmiany nie oglądaliśmy. Zenit do końca utrzymywał przewagę, a nawet ją powiększył. Natomiast już teraz widać, że problemem będzie to, o co trochę się obawialiśmy, czyli wąska rotacja pod koszem. Tony Meier, nasz drugi najlepszy strzelec w tym meczu (15 pkt, 6/8  gry), swój czwarty faul popełnił pod koniec trzeciej kwarty. Zostaliśmy z Radiciem i Zyskowskim w roli silnego skrzydłowego. 

Ciepło przywitany na początku Mateusz Ponitka na parkiecie spędził tylko 14 i pół minuty. Na swoim koncie zapisał 4 oczka. Lider naszej reprezentacji w Chinach tyrał jak koń, więc trener Zenitu wolał dać mu odpocząć.

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  69:92  ZENIT ST PETERSBURG

KWARTY: 16:19 | 19:26 | 14:26 | 18:21

STELMET: Hakanson 9 (1), Thomasson 16 (2), Zyskowski 8, Meier 15 (2), Gordon 7 oraz Koszarek 3 (1), Zamojski 1, Ponitka 0, Radić 8. Nie grali Jasiński, Traczyk, Góreńczyk.

ZENIT: Renfroe 9 (3), Ponitka 4, Ayon 16, Woronow 2, Zubkow 5 (1) oraz Albicy 8 (1), Thomas 11 (1), Hollins 19 (3), Truszkin 2, Puszkow 8, Pankraszow 8 (1). Nie grał Kwostow.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.