Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Linijka Matczaka w meczu z Polskim Cukrem Toruń przyprawia o zawrót głowy. Urodzony w Zielonej Górze 26-latek w niecałe 30 minut spędzone na parkiecie zdobył 31 punktów na wspaniałej skuteczności 7/10 za dwa, 4/5 za trzy i 5/5 z linii wolnych. Wychowanek Zastalu do swojego dorobku dołożył 5 asyst, 3 zbiórki, 2 przechwyty. Cztery razy wymusił faul i stracił tylko dwie piłki.

Dla "Fifiego" był to zdecydowanie jeden z najlepszych meczów w karierze. Legię ciągnął niemal w pojedynkę (w drugiej kwarcie rzucił 14 z 17 punktów drużyny). Drugi najlepszy punktujący legionistów - skrzydłowy Michael Finke - uzbierał tylko 11 oczek.

 

Wartość występu Matczaka wzmacnia jeszcze klasa rywala. Zielonogórzanin 31 punktów zaaplikował przecież aktualnemu wicemistrzowi Polski. Ostatecznie Legia musiała uznać wyższość przeciwników i przegrała na Arenie Toruń 70:79.

Czy Zielona Góra jeszcze zapłacze za "Fifim"? Całkiem możliwe, choć ciężko jest stwierdzić, na ile jego dyspozycja w Stelmecie była podyktowana brakiem szans, posiadań i akcji rozrysowanych pod niego, a na ile pewnego rodzaju blokadą psychiczną. W Stelmecie pudłował osobiste, czasem proste dwutakty, trafienie trójki było wydarzeniem. Z drugiej strony Matczak był zupełnie innym graczem w Arce Gdynia, przed powrotem do Zielonej Góry, a ostatnio jest także w Legii Warszawa po ponownym opuszczeniu rodzimego klubu. Widać ewidentnie, że to zawodnik, który potrzebuje mieć piłkę w rękach i wiedzieć, że trener mu ufa. Że może spartolić dwie, trzy sytuacje, ale odwdzięczy się z nawiązką. Tu można Stelmet usprawiedliwić, bo presja na wyniki w ostatnich latach w Zielonej Górze była zawsze wielka i takie partolenie musiało zakończyć się posadzeniem na ławkę. 

Matczak do Stelmetu wrócił w połowie sezonu 2016/17. Dwa sezony później miał dość grania ogonów i poszedł na półroczne wypożyczenie do Legii. Tam się odrodził i przed obecnymi rozgrywkami podpisał już pełnoprawny kontrakt. Może nam być jedynie trochę szkoda, że jego cierpliwość wyczerpała się akurat w momencie, gdy klub z Zielonej Góry rozpoczął przebudowę i wybrał oszczędniejszy wariant prowadzenia drużyny. Ciężko mieć do Matczaka pretensje, bo już trzy lata temu słyszał, że będzie jednym z filarów klubu. Znów czekać i wierzyć na słowo, gdy twoich usług chce Legia, która cię potrzebuje, daje grać? "Fifi" zrobił mądrze. Pozostaje mu życzyć samych takich występów jak ten przeciwko piernikom.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.