Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stelmet rozpoczął mecz od wypracowania 5-punktowej przewagi, ale w połowie otwierającej kwarty inicjatywę oddał rywalom. Pod koszem skuteczny był środkowy Stali - Nikola Jevtović, a do kontry fajnie biegali Przemysław Żołnierewicz i Paulius Dambrauskas. Zielonogórzanie do lepszej gry wrócili dopiero pod koniec tej ćwiartki i ostatecznie wygrali ją 21:18.

Drugą kwartę gospodarze rozpoczęli jeszcze serią pięciu oczek z rzędu, ale później parkiet należał już do Stelmetu. Udało się poukładać grę w ataku, dobry moment zaliczył Przemysław Zamojski, dwie trójki trafił Łukasz Koszarek. Do tego regularnie punkty dorzucał niezastąpiony jak na razie Jarosław Zyskowski (tym razem 21 pkt, 7/11 z gry). W szczytowym momencie prowadzenie Stelmetu urosło do 13 oczek.

Tyle że przed przerwą koszykarzom z Zielonej Góry znów przestało się kleić. Obraz gry psuły przede wszystkim straty, których zawodnicy Żana Tabaka do przerwy popełnili aż 10. Na zbiórce wypadaliśmy lepiej, na linii wolnych stawaliśmy z częstotliwością podobną do gospodarzy, a jednak to oni po dwóch kwartach mieli na koncie 13 rzutów oddanych więcej. Do przerwy odrobili część strat, wynik brzmiał 41:36 dla gości. Przewagi "dzików" by nie było, gdyby nie wyborna skuteczność zza łuku (6/12).

Miejscowi świetnie rozpoczęli drugą połowę, ale to był ich ostatni dominujący moment. Parę ładnych akcji pick'n'roll zagrali Amerykanie Jay Threatt i Yance Gates, a po agresywnej szarży na kosz akcję 2+1 wykończył Dambrauskas (na dobrą sprawę faulował Marcela Ponitkę w ataku, ale ten nie zrobił nic, aby pomóc sędziom to dostrzec). I tak Stal osiągnęła 5-punktową przewagę, którą jednak koszykarze Tabaka zniwelowali dwoma szybkimi atakami. Do końca trzeciej kwarty prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, ale dzięki kolejnemu trafieniu za trzy Zamojskiego, Stelmet zakończył ją, prowadząc 61:58.

W ostatnich 10 minutach gospodarze już nie istnieli. Był to dla nich jeden wielki przestój w ataku. Goście natomiast dorzucali pomalutku kolejne oczka. Solidną robotę robił zwłaszcza Ivica Radić, który poza zbiórką i rzutem z półhaka niby nic nie potrafi, a jednak dzięki świetnemu opanowaniu tych dwóch elementów jest na boisku bardzo przydatny. Dziś na swoim koncie zapisał 11 pkt (5/9 z gry), 7 zbiórek, 3 bloki. Między innymi dzięki mądremu wykorzystania Chorwata, na pięć minut do końca Stelmet prowadził 71:63.

Rywale próbowali jeszcze się zbliżyć, ale na dwie minuty przed końcem ważną trójkę rzucił Ludwig Hakanson, a niedługo później desperacki rzut Koszarka dobił Zyskowski. Stelmet na nieco ponad minutę przed końcem wygrywał dziewięcioma punktami i wiadomo było, że tego zwycięstwa już nie odda.

A więc jest pierwszy triumf Zielonej Góry w tegorocznym sezonie Energa Basket Ligi. Mało tego! Jak przypomina Klub Kibica Zastal, to w ogóle pierwsza wygrana zielonogórskiego klubu w tej małej, specyficznej hali w Ostrowie.

BM SLAM STAL OSTRÓW WLKP  72:78  STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA

KWARTY: 18:21 | 18:20 | 22:20 | 14:17

STAL: Threatt 6, Dambrauskas 14, Żołnierewicz 13 (2), Jevtović 8, Gates 16 oraz Mokros 6 (1), Calhoun 7 (1), Garbacz 2, Szymkiewicz 0. 

STELMET: Hakanson 11 (3), Thomasson 8, Zyskowski 21 (3), Meier 3 (1), Radić 11 oraz Koszarek 8 (2), Zamojski 8 (2), Gordon 3, Ponitka 5 (1). 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.