Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Drużyna Awtodoru pod względem filozofii gry nie zmieniła się zbytnio w porównaniu z poprzednim sezonem. Skład na papierze ma mocny, ale ten nie funkcjonuje w obronie jako monolit. W ataku klub z Saratowa gra zaś dużo jeden na jeden, polegając na indywidualnych umiejętnościach swoich koszykarzy. Za oceanem powiedzielibyśmy: "hero ball".

Okazało się, że grając kolektywem, naszpikowaną Amerykanami ekipę Awtodoru można pokonać. Co więcej, było to chyba pierwsze spotkanie nowego Stelmetu, gdzie tak wyraźnie było widać zarysowującą się koncepcję gry. Gracze Tabaka kręcą dużo młynków na szczycie, szukają okazji do ścięcia po zasłonie lub dostarczenia piłki do wysokiego w trumnie. Najczęściej po zmianie krycia. W niedzielę dużo stawiali na trójkowe akcje, często angażując trzeciego kolegę z tzw. słabej strony do gry pick'n'roll.

Świetnie w takich zagrywkach czuje się Ivica Radić, nawet lepiej niż pierwszy center Drew Gordon. Chorwat zakres umiejętności ma ograniczony, ale boiskowej inteligencji mu nie brakuje, świetnie zbiera, dobrze broni i jest skuteczny pod koszem. W Saratowie grał tylko 13 minut, a zdążył w tym czasie wrzucić 9 punktów i zebrać pięć piłek.

Sam mecz był bardzo wyrównany. Prowadzenie przechodziło wielokrotnie z rąk do rąk, choć przez większość czasu to Stelmet był minimalnie górą. Graliśmy mądrzejszy basket od rywali, lepiej poukładany. Gospodarzy w grze trzymały wspomniane już indywidualne popisy najmocniejszych zawodników, m.in. Orlando Johnosona (18 pkt, 6/14 z gry), i przy zejściu do szatni mieliśmy remis 48:48.

Po zmianie stron zielonogórzanom sporo kłopotów narobił Markel Starks. Amerykanin "uruchomił się" w końcówce meczu, podobnie jak zdarzało mu się to także za gry dla Stelmetu. To dzięki jego serii punktów na trzy minuty do końcowego gwizdka Awtodor objął prowadzenie 85:83.

Stelmet jednak też miał swoich bohaterów. Przez cały mecz błyszczał Marcel Ponitka (21 pkt, 4/5 za trzy), arcymądrze grał Tony Meier (15 pkt, 6/11 z gry), ważną trójkę w kluczowym momencie trafił Ludwig Hakanson (10 pkt, 2/5 za trzy). 

Losy meczu na korzyść zielonogórzan przeważył jednak kto inny. Mianowicie Joe Thomasson, który w pojedynkę wykończył dwie trudne akcje i pozwolił Stelmetowi odzyskać prowadzenie na 30 sekund przed końcem.

W kolejnym posiadaniu po stronie Awtodoru z otwartej pozycji zza łuku pomylił się Starks i gościom wystarczyło już tylko trafiać osobiste. Nie pudłowali. Zielona Góra w trzecim meczu tegorocznej ligi VTB odniosła pierwsze zwycięstwo.

AWTODOR SARATÓW  86:89  STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA

KWARTY: 25:28 | 23:20 | 23:26 | 15:15

AWTODOR: Starks 18 (2), Michałowski 11 (2), Johnson 18 (2), Hicks 7, Jaiteh 3 oraz Cook 13 (1), Rice 7, Babuszkin 6, Kwitkowskij 3 (1). 

STELMET: Hakanson 10 (2), Thomasson 14 (2), Zyskowski 7 (1), Meier 15 (1), Gordon 10 oraz Koszarek 0, Zamojski 3, Ponitka 21 (4), Radić 9. Nie grali Jasiński i Traczyk.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.