Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mecz bez większej historii. Przeciwnicy byli mocniejsi pod każdym względem, zarówno fizycznie, jak i w czystym koszykarskim rzemiośle. Zaskoczony nikt raczej nie jest, bo jak wiadomo CSKA dysponuje dwunastką zawodników na najwyższym europejskim poziomie, a najlepiej opłacani gwiazdorzy zarabiają tyle, ile mniej więcej wynosi cały roczny budżet zielonogórskiego klubu.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Po cichu liczyliśmy jednak, że gracze Żana Tabaka postawią utytułowanemu rywalowi trudniejsze warunki. Niestety, nie było z czego. Stelmet jako tako trzymał się rywala w pierwszej kwarcie, ale do przerwy przegrywał już 17 punktami. Zawodnicy CSKA pięknie dzielili się piłką, potrafili w jednej akcji wymienić po kilkanaście podań, co wzbudzało respekt na trybunach. Ścięcia za plecy, wymienność pozycji, a przede wszystkim obrona obwodu, to elementy, z którymi gospodarze nie mogli sobie poradzić (CSKA w całym meczu rewelacyjne 17/34 zza łuku, tylko dwóch graczy bez trójki). Ale jak nie wysłać pomocy do trumny, kiedy taki Joel Bolomboy lata wszystkim nad głowami...?

W trzeciej kwarcie przewaga CSKA urosła do ponad 20 punktów. Stelmet postanowił bronić strefą 3-2, ale nie przyniosło to niczego dobrego, przeciwnie, otworzyło jeszcze więcej pozycji obwodowych dla gości. Tyle że trener Tabak i tak nie miał nic do stracenia. Liczył po prostu, że inny typ defensywy wybije przeciwników z rytmu. Owszem, parę rzutów z otwartych pozycji im nie wpadło, ale później worek znowu się otworzył i nie było czego zbierać. Dosłownie i w przenośni.

Stelmet popełnił za dużo strat i nie konstruował akcji na szybkości, która mogłaby przynieść skutek w starciu z tej klasy rywalem. Większość pick'n'rolli kończyła się powrotem do punktu wyjścia. Słaby mecz na pewno zagrał Drew Gordon (3 pkt, 1/6 z gry, 9 zbiórek), który chyba rzeczywiście powinien się skupić na grze zamiast na dyskutowaniu z sędziami (dzisiaj pozwalali na wiele), choć oczywiście jest dużym wsparciem na deskach i w obronie pomalowanego.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Na plus występy równego Jarosława Zyskowskiego, który rzucił swoje (15 pkt, 4/7 z gry), pożytecznego Ivicy Radicia (11 pkt, 5/9 z gry, 7 zbiórek), a także Joe Thomassona, który choć nie mógł wstrzelić się zza linii 6,75 m, to wykonał ogromną robotę w obronie.

Po czterech meczach w tegorocznej lidze VTB, klub z Zielonej Góry legitymuje się bilansem 1-3. Kolejny mecz dopiero 5 listopada u siebie z Parmą Perm. Wcześniej dwa spotkania w polskiej Energa Basket Lidze - Stelmet zagra 27 października z Astorią Bydgoszcz (wyjazd) i 3 listopada z Anwilem Włocławek (dom).

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  64:104  CSKA MOSKWA

KWARTY: 13:20 | 21:30 | 15:17 | 15:36

STELMET: Hakanson 6 (2), Thomasson 10 (1), Zyskowski 15 (1), Meier 7 (1), Gordon 3 oraz Koszarek 0, Ponitka 6, Zamojski 6 (1), Radić 11. Nie grali Jasiński, Mąkowski, Traczyk.

CSKA: Hackett 5, Strelnieks 8 (2), Antonow 5 (1), Kurbanow 5, Hines 6 oraz James 12 (3), Bolomboy 12 (2), Clyburn 20 (4), Uchow 8 (1), Voigtmann 11 (1), Woroncewicz 6 (1), Kułagin 6 (2).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.