Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wygląda na to, że drużyna dowodzona przez trenera Żana Tabaka nie zamierza spuszczać z tonu. Od bilansu 1-2, który Stelmet miał po przegranym meczu w Toruniu, wygrał pięć kolejnych meczów w Energa Basket Lidze i obecnie - zaległe kolejki mają Polski Cukier i Trefl - wywindował się na szczyt tabeli.

Spotkanie w Dąbrowie Górniczej do łatwych nie należało. MKS po wprowadzeniu nowych przepisów (maksymalnie sześciu obcokrajowców w składzie) postawił w tym roku na graczy z USA. Rodzimi gracze stanowią tylko dopełnienie ekipy. Stelmet miał zwłaszcza problem z upilnowaniem dwójki obwodowych - Roberta Johnsona i Dominica Artisa. Na piłce najwięcej grał ten pierwszy i na koniec meczu mógł pochwalić się linijką 24 punktów (9/14 z gry), 11 zbiórek i 9 asyst. Artis dorzucił 17 oczek, w tym 5/10 za trzy.

Goście z Zielonej Góry pierwszą kwartę przegrali 28:20 i dopiero w drugiej wskoczyli na właściwe tory. Trzy kolejne asysty rozdał Marcel Ponitka, a zdobywaniem punktów zajął się przede wszystkim Ivica Radić. Chorwacki środkowy rozegrał kolejne fenomenalne zawody, rzucając 20 oczek (8/10 z gry) w 20 minut spędzonych na parkiecie. Aż 11 pkt nawrzucał właśnie w drugiej kwarcie. A kiedy Radić skupił na sobie uwagę obrony, trójki odpalali Tony Meier czy Łukasz Koszarek. Na przerwę Stelmet schodził, prowadząc 48:45.

Indywidualnie drużyna z Dąbrowy Górniczej jest mocna, ale pod kątem organizacji gry Stelmetowi nie dorównuje. No i ma bardzo krótką ławkę - dziś zdobyła 17 punktów, a to i tak tylko dzięki wyjątkowo dobrej grze Filipa Puta. 26-letni skrzydłowy trafił 5/7 z gry i na swoim koncie zapisał 13 oczek.

Kluczowa dla losów meczu okazała się trzecia ćwiartka, w której zielonogórzanie zgnietli miejscowych 29:12. Jest to zasługa kolektywnego wysiłku - niemal każda akcja dzięki zespołowej grze kończyła się punktami. W pewnym momencie Stelmet zaliczył serię 13:0. A pod koniec tej części spotkania wyróżnił się Przemysław Zamojski. Zza łuku tym razem nie trafiał, ale agresywnie atakował kosz, co dawało mu raz za razem rzuty wolne.

Na 10 minut przed końcowym gwizdkiem MKS przegrywał wysoko 57:77, ale broni składać nie zamierzał. Zawodnicy trenera Michała Dukowicza wlepili Stelmetowi trzy trójki w półtorej minuty (szalał zwłaszcza Artis), a po rzutach skrzydłowego Bryce'a Douviera zbliżyli się do gości nawet na siedem oczek. Do końca meczu pozostawały trzy minuty. 

Żan Tabak pościg rywali przełamał akcjami na Radicia, który pod koszem nie zawodził. A później znów rozrzucenie na obwód, trójki wlepiają Tony Meier i Marcel Ponitka. Stelmet odskakuje na kilkanaście punktów, ostatecznie zwycięża 97:81.

 

MKS DĄBROWA GÓRNICZA 81:97 STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA
Kwarty: 27:20 | 18:28 | 12:29 | 24:20

MKS: Johnson 23 (1), Artis 17 (5), Shine 5 (1), Douvier 15 (1), Fraser 4 oraz Put 13 (3), Kobel 4, Harris, Piechowicz, Wasyl i Chorab po 0. Nie grał Dawdo.

STELMET: Hakanson 16 (3), Thomasson 4, Zyskowski 10 (3), Meier 10 (2), Gordon 11 oraz Koszarek 6 (2), Zamojski 8, Ponitka 12 (2), Radić 20. Nie grali Mąkowski, Traczyk i Góreńczyk.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.