Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wyraźna przewaga Stelmetu zarysowała się już w pierwszych 10 minutach spotkania. W obronie gracze Żana Tabaka uwydatnili problemy, jakie z konstruowaniem ataków pozycyjnych ma drużyna ze Szczecina, i nie pozwolili rozkręcić się indywidualnie ani Clevelandowi Melvinowi, ani Dustinowi Ware'owi. Przy tym koszykarze z Zielonej Górze sami nie mieli najmniejszych problemów z rozbiciem defensywy przeciwnika i na koniec otwierającej mecz ćwiartki prowadzili 24:16. Połowę punktów Stelmetu zdobył Tony Meier, ale wyróżniał się też Marcel Ponitka, który nakręcał ataki i rozdawał kolejne asysty.

Po kilku minutach drugiej kwarty gospodarze mieli już dwucyfrową zaliczkę. Rosła ona zresztą lawinowo, bo nie przestawał punktować Meier, a trafieniami z dystansu popisywał się Przemysław Zamojski (13 pkt w meczu, 3/4 za trzy). Po drugiej udanej próbie "Zamoja" i łatwych punktach urywającego się za plecy Ponitki Stelmet prowadził już 40:21.

Z powyższego nietrudno wywnioskować, że szczecinianom nie szło nic, zwłaszcza po atakowanej stronie boiska. Przed zejściem do szatni skorzystali jednak na rozluźnieniu w szeregach Stelmetu i z 23 punktów, które mieli na koncie w połowie drugiej kwarty, swój dorobek poprawili do przerwy o 15 oczek. Kontrowali po stratach gospodarzy i zaczęli trafiać rzuty. Z ławki dobrą energię wniósł Thomas Davis (14 pkt, 5/12 z gry). Przewaga zielonogórzan mocno jednak nie stopniała - wygrywali 53:38.

Trzecia kwarta to kolejny zdecydowany odjazd Stelmetu. Dobre strzeleckie momenty zaliczyli Jarosław Zyskowski (17 pkt, 6/7 z gry) i Joe Thomasson, a lokomotywę prowadził niezmordowany Ponitka (dzisiaj 9 pkt i 9 asyst).

Pięć minut po zmianie stron Stelmet prowadził już blisko 30 oczkami - na tablicy wyników było 75:47 dla Zielonej Góry. Ozdobą tej części meczu paczka Drew Gordona po niecelnej trójce Meiera. Amerykański środkowy zagrał zresztą bardzo solidne zawody z ławki, notując 14 pkt na skuteczności 7/9 z gry, dołożył 7 zbiórek.

 

Jak się okazało, Wilków Morskich nie było stać na żaden poważny zryw. Rywale zostali zdominowani na deskach (43:28 dla Stelmetu), od groma pudłowali i nie mieli pomysłu na przejście szybko rotującej obrony spod znaku Tabaka. A zielonogórzanie konsekwentnie realizowali założenia szkoleniowca i cieszyli się grą. Tym razem rozdali nawzajem 34 asysty, a na tablicy pękła kolejna setka. Na trzy ostatnie minuty na parkiet wybiegła młodzież.

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  108:75  KING WILKI MORSKIE SZCZECIN

Kwarty: 24:16 | 29:22 | 30:22 | 25:25

STELMET: Hakanson 3 (1), Thomasson 12 (1), Zyskowski 17 (1), Meier 16 (2), Radić 15 (1) oraz Koszarek 6, Zamojski 13, Gordon 14, Ponitka 9, Traczyk (1), Mąkowski i Góreńczyk po 0.

KING: Ware 5 (1), Mustapić 6, Kikowski 13 (1), Melvin 14 (2), Mccauley 12 oraz Davis 14 (2), Bartosz 9 (1), Łapeta 4, Wilczek 4, Kucharek 4.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.