Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W dalekim Krasnodarze zawodnicy Stelmetu zakończyli swoją imponującą serię siedmiu wygranych z rzędu. Chciałoby się powiedzieć, że nic nie stoi na przeszkodzie, by zwycięski marsz kontynuować w Energa Basket Lidze, ale tą przeszkodą może okazać się Arka Gdynia, która już w czwartek przyjeżdza do hali CRS. 

Co do spotkania z Lokomotiwem - gospodarze sumiennie odrobili lekcje. Wiedzieli, że tegoroczny Stelmet to zgrany kolektyw i, jeśli pozwoli mu się rozkręcić, może zagrozić każdemu. Tak też od początku narzucili wysokie tempo gry, a w obronie nie stosowali taryfy ulgowej. To właśnie z fizyczną, przejmującą wszystko defensywą gracze z Zielonej Góry mieli największy problem i pierwszą kwartę przegrali wyraźnie 16:24.

W drugiej odsłonie wszystkie swoje 7 oczek wrzucił Ivica Radić, ale poza wykorzystaniem Chorwata pod koszem zielonogórzanie większego pomysłu na zdobywanie punktów nie mieli.

Po przeciwnej stronie grą pięknie dyrygował Mantas Kalnietis, autor 11 asyst. Podania reprezentanta Litwy najczęściej wykańczali byli gracze NBA - jego rodak Mindaugas Kuzminskas (19 pkt, 7/12 z gry) i Amerykanin Johnny O'Bryant (24 pkt, 10/12 z gry). Ten drugi, potężnie zbudowany środkowy, zaskoczył gości fantastyczną skutecznością zza łuku, trafiając 4/5 za trzy. Szkolenie za oceanem nie poszło w las.

Do przerwy Lokomotiw prowadził już 45:30. 

Po zmianie stron Żan Tabak, trener Stelmetu, polecił swoim graczom pressing na całym boisku, ale przy utalentowanym i doświadczonym składzie gospodarzy na niewiele się to zdało. Ekipa z Krasnodaru problemów ze sforsowaniem obrony zielonogórzan większych nie miała i bezlitośnie wykorzystywała każdy błąd w rotacji. Lokomotiw odjeżdżał coraz dalej. Dopiero po dwóch trafieniach zza linii 6,75 m Jarosława Zyskowskiego (22 pkt, 3/4 za trzy) strata Stelmetu do przeciwnika wróciła do stanu z przerwy, czyli 15 punktów.

Owszem, Stelmet zagrał słabszy mecz, ale nie wyglądał tak mizernie, jak to mogłoby się wydawać po utrzymującej się przez całe spotkanie przewadze Lokomotiwu. Nasi koszykarze byli w kontakcie (kto wie, co by było, gdyby nieudana pierwsza kwarta), ale w porządnym pościgu za rywalem na drodze stawały błędy, pudła lub po prostu bardzo mocna obrona gospodarzy. Na pewno grałoby się łatwiej, gdyby znów nie szwankowała skuteczność zza łuku. Tym razem Stelmet trafił z obwodu tylko 3 na 19 prób. Po prawdzie niemal do końca na równie kiepskiej skuteczności z dystansu rzucali rywale. Kosz otworzył im się dopiero w końcówce - akurat w momencie, gdy Stelmet postawił na strefę 3-2 i liczył na pudła. Skończyło się wynikiem 93:71 dla Lokomotiwu.

Na koniec dwie sprawy. Po pierwsze, nieomal zapomnięlibyśmy wspomnieć o świetnym występie Drew Gordona (22 pkt, 9/16 z gry), który przed długie fragmenty meczu ciągnął na barkach swoją drużynę. Po drugie, zielonogórskim kibicom na pocieszenie chcielibyśmy przypomnieć, że w zeszłym roku w Krasnodarze tak źle wspominany przez nas wszystkich ówczesny Stelmet do przerwy rzucił 22, a w całym meczu ledwie 41 punktów... Pierwsza piątka zdobyła wtedy 12 oczek, z czego połowę Łukasz Koszarek. Dobrze, że to już przeszłość.

LOKOMOTIW KUBAŃ  93:71  STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 24:16 | 19:16 | 20:21 | 28:20

LOKO: Kalnietis 2, Cummings 14, Kuzminskas 19 (1), Apic 6, O'Bryant 24 (4) oraz Williams 8, Kułagin 7 (1), Ilnickij 6 (2), Iwlew 2, Gierasimow 3 (1), Dolinin 2, Motowiłow 0.

STELMET: Hakanson 4 (1), Thomasson 10, Zyskowski 22 (3), Meier 0, Gordon 22 oraz Koszarek 2, Ponitka 4, Radić 7, Zamojski 0.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.