Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Polpharma w tym sezonie wygrała dotychczas tylko jeden mecz, tak więc wszyscy spodziewali się w Zielonej Górze srogiego lania. Zwłaszcza że Stelmet jest w gazie i ciągle jeszcze sprawdza, gdzie ma sufit. Losy meczu ułoży się zgoła inaczej - owszem, gospodarze odskakiwali nieraz na kilkanaście punktów, ale tak naprawdę na przewagę pracowali przez całe spotkanie. Niewykluczone, że wolniejsze obroty zalecił koszykarzom sam trener, wszak Łukasz Koszarek przytomnie stwierdził ostatnio, że na takiej intensywności, jak w ostatnich tygodniach, przez cały sezon grać się nie da. Trzeba gdzieś szukać tych okazji do "spacerków", a właśnie takim mógł być mecz z Polpharmą.

Stelmet zaczął od mocnego uderzenia 11:2, a najaktywniejszy na parkiecie był wtedy Drew Gordon. Ale że wypracowanie zaliczki przyszło bardzo prosto, to zaraz została zmitrężona. Stelmet przez cztery minuty nie zdobył ani punktu, podczas gdy grę przyjezdnych sumiennie prowadził Martynas Paliukenas, autor 11 asyst - przy nieszczególnie mocnej obronie Stelmetu swoich kolegów znajdował bez trudu.

Koszykarze Żana Tabaka otwierającą kwartę zakończyli delikatnie "do przodu", a kolejną próbę odjazdu podjęli w drugiej kwarcie, przede wszystkim za sprawą Tony'ego Meiera, który w trzy minuty w pojedynkę nawrzucał 11 oczek. Kosze dorzucał też Ivica Radić, najlepiej widoczny w tym fragmencie meczu. Stelmet nad rozzuchwaloną Polpharmą wypracował dwucyfrową przewagę, do szatni schodził prowadząc 54:45.

Co po zmianie stron? Znów próba odjazdu miejscowych, ale i tym razem zabrakło kropki nad "i". A wtedy harce rozpoczynali rywale. W ich obozie hasali przede wszystkim nieźle wyszkolony technicznie środkowy Brett Prahl (15 pkt, 6/11 z gry) i zdolny 21-letni skrzydłowy Daniel Gołębiowski (16 pkt, 7/12 z gry). Do tego Paliukenasa na piłce zmieniał sprawny Kamau Stokes, który okazał się jokerem z ławki, ładując do zielonogórskiego kosza 17 pkt i rozdając 7 asyst. Polpharma czuła, że może sprawić niespodziankę i podążała za zapachem krwi...

 
 

Po dwóch minutach otwierającą czwartą kwartę goście doszli Zieloną Górę na ledwie cztery punkty. Na trybunach hali CRS zrobiło się trochę nerwowo, ale sytuację uspokoił kapitan Koszarek, a później poszło już z górki. Kluczem okazało się włączenie tej właściwej, intensywnej defensywy.

Najwięcej punktów nastrzelał tym razem Marcel Ponitka - 19 pkt, 8/14 z gry, a tylko kwadrans zagrał odpoczywający Joe Thomasson. W koszulce Stelmetu zadebiutował świeżo sprowadzony Mikołaj Witliński - na placu spędził 11 minut, ale trudno powiedzieć więcej, bo ewidentnie uczył się systemu, oddał tylko dwie niecelne próby zza łuku.

Czytaj też: Polak wraca z Hiszpanii. Co Stelmetowi może dać Mikołaj Witliński?

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA 93:84 POLPHARMA STARGARD GDAŃSK

Kwarty: 23:19 | 31:26 | 20:19 | 19:20

STELMET: Hakanson 12 (2), Thomasson 2, Zyskowski 17 (2), Meier 15 (3), Gordon 18 oraz Koszarek 2, Ponitka 19 (2), Radić 8, Zamojski i Witliński po 0.

POLPHARMA: Paliukenas 6 (1), Williams 4, Gołębiowski 16 (1), Wilkins 6, Brahl 15 oraz Stokes 17 (3), Kołodziej 15 (1), Załucki 3 (1), Dzierżak 2, Motylewski 0.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.