Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dużo kosztował koszykarzy Stelmetu ostatni, porywający pojedynek z Lokomotiwem Kubań. Nic dziwnego, że do rozgrywanego już dwa dni później meczu z dołującym w tabeli gliwickim GTK przystąpili nieco rozluźnieni. Pierwszą kwartę przegrali aż 32:22, a w ekipie gospodarzy bezkarnie poczyniali sobie zwłaszcza obwodowi Brandon Tabb (18 pkt, 6/12 z gry) i Mateusz Szlachetka (14 pkt, 5 asyst). Ten ostatni nadspodziewanie dobrze zastępował Duke'a Mondy'ego, pierwszego rozgrywającego GTK, który pauzuje z powodu kontuzji.

 

Co jednak Stelmet natracił w pierwszej kwarcie, to odrobił w drugiej, wygrywając ją 22:13. Do szatni schodził więc tylko z jednym oczkiem straty. Panikować nie było sensu, bo w pierwszej połowie koszykarze Żana Tabaka tylko raz trafili zza łuku, specjalnie się nie przemęczając. Dobrze wychodziły za to akcje na wysokich Drew Gordona (14 pkt, 5/7 z gry) czy Ivicę Radicia (14 pkt, 4/7 z gry). Mające nastąpić prędzej czy później otwarcie kosza także im zapewnić miało więcej swobody w trumnie.

Wydawało się, że tę co najmniej kilkupunktową zaliczkę goście wypracują w trzeciej kwarcie, ale niespecjalnie zmotywowana maszyna co chwilę się zacinała. Po dobrych minutach następowały serie nieudanych zagrań. I tak na przykład wejście w ostatnią część spotkania z jako taką przewagą uniemożliwiły popełnione trzy straty, jedna po drugiej, przy czym ostatnia zakończyła się jeszcze faulem niesportowym. GTK zrobiło z tego przyzwoite 5 oczek, zaskoczyło Stelmet nieźle pracującą strefą, co razem do kupy pozwoliło wyjść nawet na minimalne prowadzenie. Sytuację swoją jedyną trójką w meczu uspokoił dopiero Jarosław Zyskowski (17 pkt, 6/11 z gry).

Mówiliśmy, że Szlachetka grał dobrze, ale pechowo dla gospodarzy nie mógł grać bez przerwy. Na rozegraniu zastępować musiał go fatalnie spisujący się w tej roli Piotr Hałas (kozłować mógł jeszcze Tabb, ale miał problemy z faulami). W czasie obecności Hałasa na parkiecie Stelmet odskoczył na około 10 punktów. Zajęło mu to jakieś dwie minuty. Później rywala chciał szybko docisnąć, specjalnie to nie wyszło, ale utrzymał do końca bezpieczną przewagę. 

Stelmet po tym zwycięstwie zasiadł w fotelu lider polskiej ligi koszykówki, korzystając na potknięciu Polskiego Cukru Toruń w Ostrowie Wlkp.

GTK GLIWICE 74:83 STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 32:22 | 13:22 | 19:24 | 10:15

GTK: Szlachetka 14 (2), Tabb 18 (1), Henson 6, Diduszko 9 (1), Furstinger 5 oraz Mijović 10 (1), Słupiński 6, Radwański 4, Hałas 2

STELMET: Hakanson 14 (2), Thomasson 6, Zyskowski 17 (1), Meier 3, Gordon 14 oraz Radić 14, Zamojski 8 (2), Ponitka 7 (1), Koszarek i Witliński po 0.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.