Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Żan Tabak, trener zielonogórskiej drużyny, przed meczem stwierdził, że o zmęczenie swoich graczy się nie obawia, bo trzy mecze w tygodniu to dla nich norma. Bardziej martwił się o ewentualny brak koncentracji, o który przy 11-meczowej serii zwycięstw nietrudno. Dodał też, że jego zdaniem Śląsk to jedna z pięciu najlepszych ekip w lidze, a dotychczasowe wyniki nie oddają jego siły.

Słowa chorwackiego szkoleniowca potwierdziły się na parkiecie. Goście od początku grali szybko, a w defensywie naśladowali to, do czego przyzwyczaił nas w tym sezonie Stelmet - bronili więc wysoko i na dużej intensywności. W połowie kwarty prowadzili 10:7 i dopiero po trudnej trójce z rogu Tony'ego Meiera oraz pięciu oczkach z rzędu Jarosława Zyskowskiego (20 pkt w meczu, 4/5 za trzy) miejscowi wyszli na pierwsze prowadzenie.

Ludvig HakansonLudvig Hakanson Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Filozofia Stelmetu była prosta: mamy wyższych zawodników na niemal każdej pozycji, gramy więc piłki pod kosz, a jak zagęszczają, to rozrzucamy i walimy z dystansu. Wszystko szło w miarę sprawnie, ale szyki gospodarzom psuł Devoe Joseph, rzucający obrońca Śląska, który tylko w pierwszej kwarcie nastukał 11 pkt. Do przerwy miał ich już 22 (na genialnej skuteczności 80 proc. z gry) i dopiero po zmianie stron został sumiennie odcięty od zdobywania koszy. To za jego sprawą goście po pierwszych 10 minutach przegrywali tylko 18:19.

 

Druga odsłona należała z kolei do Ivicy Radicia, który w tej części nawrzucał lwią część ze swoich wszystkich 17 punktów (8/11 z gry!). Chorwacki środkowy nie przestaje imponować. Co prawda spudłował jeden prosty wsad spod kosza, ale w pozostałych sytuacjach prawie się nie mylił.

Stelmet nie uszanował jednak wypracowanej przewagi kilku posiadań, stanął w ataku i trafieniami zza linii 6,75 m pozwolił rywalom wyrównać stan meczu, a do przerwy nawet wyjść na minimalne prowadzenie 41:40. Fani zielonogórskiej drużyny mogli być nieco zaniepokojeni, choć koszykówka na parkiecie była szybka i na pewno efektowna do oglądania.

Wyraźniejsze przewagi Stelmetu zaczęły zarysowywać się dopiero w trzeciej kwarcie. To i tak dość łagodne określenie na fakt, że przez długich sześć minut Śląsk nie zdobył choćby punktu! Gospodarze powiększali za to swój dorobek regularnie i po trójce Joe Thomassona prowadzili już 51:41. Wydawało się, że za chwilę obejmą kontrolę nad meczem, ale Kamil Łączyński rzucił piłkę nad obręcz do Michaela Humphreya, Amerykanin zapakował z góry i w przyjezdnych wstąpiły nowe siły.

Za trzy w kontrze rzucił Łączyński, rzucił Andrew Chrabascz i znów całą przewagę trzeba było budować od nowa. Stelmet miał niższą skuteczność niż zwykle, ale oddawał też od groma rzutów zza łuku, mając świadomość swojej przewagi na deskach. Na szczęście, jak już wspomnieliśmy, udało ograniczyć się Josepha, który w trzeciej kwarcie oddał tylko dwie niecelne próby z gry.

 

W ostatnich 10 minutach Stelmet znów uciekł na około 10 oczek przewagi, ale i tym razem rytmu nie udało się utrzymać. To zlekceważony na dystansie został "Łączka" (3/6 za trzy), to przytrafiły się dwie straty, a do tego gospodarze bardzo szybko przekroczyli limit przewinień. W nerwowych momentach bardzo przydały się trafienia Przemysława Zamojskiego, który łącznie zanotował bardzo dobre 4/9 zza łuku. 

Co z tego, gdy Śląsk mógł liczyć na Josepha. W końcówce zasiał trudną trójkę prze ręce, parę ładnych akcji pokazał też rezerwowy Danny Gibson i na 40 sekund do końca Stelmet kolejny raz miał tylko dwa punkty przewagi. Kluczową trójkę kilkanaście sekund później rzucił jednak zupełnie niepilnowany Thomasson (rywale podwoili Zyskowskiego) i dalej wystarczyło już tylko nie popełniać głupich błędów. Na linii bezbłędny był Ludde Hakanson, tak też Stelmet wygrał 83:78, odnosząc swoje dwunaste zwycięstwo z rzędu na krajowym podwórku.

 

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  83:78  WKS ŚLĄSK WROCŁAW

Kwarty: 19:18 | 21:23 | 17:14 | 26:23

STELMET: Hakanson 4, Thomasson 8 (2), Zyskowski 20 (4), Meier 3 (1), Gordon 13 oraz Zamojski 14 (4), Radić 17, Ponitka 4, Koszarek i Witliński - 0.

ŚLĄSK: Łączyński 9 (3), Joseph 31 (5), Dorn 7 (1), Humphrey 6, Gabiński 3 (1) oraz Gibson 9 (1), Chrabąszcz 7 (1), Dziewa 6, Musiał 0.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.