Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zielonogórzanie w ogóle rozpoczęli nietypową piątką, bo obok Ludwiga Hakansona, Tony'ego Meiera i Ivicy Radicia wyszli jeszcze Marcel Ponitka i świeżo sprowadzony George King. Wymiana koszy z ekipą Astany trwała mniej więcej do połowy pierwszej kwarty, kiedy to miejscowi odeszli na dwa-trzy posiadania, głównie za sprawą błędów Kinga, który źle ustawiał się w obronie. Gra jest jednak przyjemną dla oka, oglądamy dobrze wypracowane akcje. Dla Stelmetu z obwodu fajnie kreują Hakanson i Ponitka, gospodarze w tym czasie najeżdżają na obręcz i już w pierwszej kwarcie 10 razy stają na linii. Na tablicy 25:22 dla Astany.

Największy problem Stelmetowi swoją mieszanką fizyczności, mobilności i techniki sprawiają skrzydłowi Aleksandr Żigulin i Malcom Hill. Ten drugi mecz zakończy z 25 punktami na koncie (11/11 z linii wolnych). Drugą kwartę gospodarze od razu rozpoczynają serią koszy, więc trener Żan Tabak każe ryzykować i przechodzić pod zasłonami. Zielonogórzanie mają fart, bo rywale pudłują z dystansu. Zbliżyć się do nich jednak nie mogą, bo bez robiącego miejsce Drew Gordona atak się nie klei. Penetracje całkiem dobre, ale wykończenie jakieś takie bez przekonania. Goście grają szybciej, atakują pomalowane, rośnie dysproporcja w oddanych rzutach wolnych.

W tej części meczu Astana robi zryw 12:3 i pierwszą połowę kończy wynikiem 48:37 do przodu. Dorobek punktowy Stelmetu trójką w ostatnich sekundach poprawił Przemek Zamojski (9 pkt, 3/3 za trzy).

Przewaga gospodarzy na deskach nie była tak wyraźna, jak mogłoby się wydawać, ale po zmianie stron sprawy dla zielonogórskiej drużyny układały się jeszcze gorzej. Na rozpoczęcie trzeciej kwarty szybko stracili 10 oczek i dopiero w jej połowie złapali jako taki wiatr w żagle. Za trzy Joe Thomasson, za dwa Hakanson, Thomasson znów na linii. Stelmet schodzi do 10 oczek i próbuje kryć strefą. Niestety w lidze VTB ten typ defensywny nie bardzo się sprawdza. Goście bez trudu znajdują pozycje na obwodzie i zaczyna im wpadać. Rzuca choćby nasz stary znajomy James Florence. 

Kilkunastopunktowe prowadzenie gospodarze dowieźli już do końca. W defensywie brakowało nieraz odpowiedzi na poszczególnych zawodników, w tym ogromnego Duszana Risticia, ale generalnie Stelmet robił, co mógł - ciężką pracą zapracował na sporo straconych piłek przeciwników. Topornie wyglądała niestety gra na atakowanej połowie. Najwięcej rzucał środkowy Radić, trafiając 11 z 22 piłek, co przełożyło się na 29 punktów, do których dołożył 14 zbiórek. Dalej Hakanson (15 pkt, 7/13 z gry) i Thomasson na swoim solidnym poziomie (10 pkt, 4/7 z gry). Zdecydowanie brakuje zdobyczy "Zyzia", który niestety nadal nie może odnaleźć pewności z początku sezonu. Dziś na koncie Jarka tylko 3 pkt, grał ledwie 14 minut.

BC ASTANA  92:80  STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 25:22 | 23:15 | 24:25 | 20:18

STELMET: Hakanson 15 (1), Ponitka 6, King 0, Meier 8 (1), Radić 29 oraz Zyskowski 3 (1), Thomasson 10 (1), Zamojski 9 (3), Koszarek i Witliński po 0.

ASTANA: Florence 9 (1), Szczerbak 0, M. Hill 25 (2), Żigulin 12 (2), Ristić 9 (1) oraz Holt 14 (1), J. Hill 8 (2), Gawriłow 2, Crockett 8, Murzagalijew 3 (1), Marczuk 2.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.