Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O środowym spotkaniu można śmiało powiedzieć "stara szkoła". Że drużyna Żana Tabaka lubi pchać piłkę do wysokich, to zdążyliśmy się już przyzwyczaić, ale tym razem Legia postanowiła odpowiedzieć na absencję pierwszego centra Stelmetu i pokazała podobną grę, najczęściej szukając na podkoszowych pozycjach zwalistego Milana Milovanovicia (22 pkt, 7/11 z gry), ale też chętnie i szybko biegając do kontry.

Akcje w pomalowanym siłą rzeczy otwierały prędzej czy później pozycje na obwodzie, ale obie ekipy nie korzystały z nich kiepsko i po pierwszej połowie tablica pokazywała wynik 48:43 dla Zielonej Góry. 

 

Wspólne pudłowanie za trzy skończyło się jednak już w trzeciej kwarcie. Ten fragment meczu należał, co prawda, do Legii - gospodarze wygrali ćwiartkę 32:24 - ale szalony napór legionistów udało się przetrwać właśnie dzięki skuteczności Stelmetu na dystansie. Goście od stanu punktowego 51 do 66 przeszli pięcioma celnymi trójkami z rzędu! Rzucał Tony Meier, rzucał Ludde Hakanson, rzucał świetnie dysponowany Jarosław Zyskowski (29 pkt, najwięcej w karierze), który pod nieobecność Gordona korzysta z przysługujących mu większej roli i liczby minut (tym razem aż 35 min na parkiecie).

Po stronie Legii ożywiająca zmianę dał zaś 23-letni Jakub Nizioł, a przez całe spotkanie swoją wysoką formę udowadniał drugi najlepszy punktujący w lidze, rozgrywający sezon życia Michał Michalak (20 pkt, 7 zbiórek, 6 asyst).

 

Wychodząc na ostatnie 10 min gry, gracze Żana Tabaka wcale nie czuli się pewnie - przegrywali 72:75. Taki stan rzeczy nie pozbawił ich jednak przekonania o swoich umiejętnościach. Grali lepiej zorganizowany basket, lepiej dzielili się piłką i zastawiali deskę. W końcówce, gdy gospodarze byli już zmęczeni (zagrali praktycznie na dwóch zmienników), te elementarne aspekty przesądziły o zwycięstwie Stelmetu. Legionistom w czwartej kwarcie pozwolili zdobyć tylko 14 oczek!

W kluczowym momencie, na starcie ostatniej części meczu, 8 pkt w dwie minuty - w tym dwie trójki - wrzucił Łukasz Koszarek. Kapitan ciągnął zresztą drużynę w krytycznych momentach i rozegrał swój najlepszy mecz w tym sezonie. Na koncie weteran zapisał aż 20 pkt (4/5 za trzy, 6/7 z linii). Należy też wspomnieć o kolejnym bardzo dobrym meczu Ivicy Radicia. Chorwacki środkowy wyglądał pewniej niż w meczu z Astaną, wykończył 9/15 piłek, do których dołożył aż 13 zbiórek i 5 asyst (!).

 

LEGIA WARSZAWA  89:97  STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 19:26 | 24:22 | 32:24 | 14:25

LEGIA: Kowalczyk 6, Michalak 20, Konopatzki 13 (2), Pinder 4, Milovanović 22 oraz Nizioł 11 (2), Dukes 13 (1), Kuźkow i Linowski po 0.

STELMET: Hakanson 10 (1), Thomasson 4, Zyskowski 29 (4), Meier 11 (1), Radić 19 oraz Koszarek 20 (4), Ponitka 2, King 2, Zamojski i Witliński po 0.

 
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.