Astoria Bydgoszcz pod wodzą trenera Artura Gronka pokazała w Zielonej Górze nowoczesny, intensywny basket, zupełnie zaskakując osłabioną drużynę gospodarzy. Stelmet zawalił grę na deskach, nie miał też odpowiedzi na szybkiego jak dynamit Krisa Clyburna.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwszą kwartę czwartkowego pojedynku w hali CRS gospodarze wygrali 26:21. Gra pod kosz szła gorzej niż zwykle, ale mocne wejście zaliczył wychodzący tym razem w pierwszej piątce George King - w tej części meczu Amerykanin wrzucił wszystkie ze swoich 9 punktów. Skutecznymi akcjami popisywali się też Joe Thomasson czy Jarosław Zyskowski. Nic nie zapowiadało ogromnych problemów, jakie w dalszej części meczu miał mieć Stelmet, może poza widocznymi od początku kłopotami z zastawianiem deski. Zwłaszcza że po ośmiu minutach gry parkiet z urazem opuścił świetny strzelec i kapitan przyjezdnych Michał Chyliński.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Mimo niepowodzeń w pierwszej fazie meczu drużyna z Bydgoszczy próbowała nadal grać swoje, a więc nowoczesną, intensywną koszykówkę opartą na szybkim tempie ataku, dynamicznych minięciach i penetracjach, połączonych z odwagą na dystansie. Gracze dobrze znanego nam trenera Gronka nierzadko stosowali ustawienie 5-0, co otwierało miejsce do gry dynamicznym obwodowym w postaciach A.J. Waltona i wspomnianego na początku Krisa Clyburna. Jeżeli panowie nie kończyli sami, to po ściągnięciu na siebie obrońców obsługiwali podaniami kolegów, czy to pod obręczą, czy na dystansie. Ich szybkie bieganie owocowało też dużą liczbą wymuszonych przewinień, co ostatecznie przełożyło się na 22/31 z linii wolnych Astorii przy jedynie 13/13 gospodarzy.

Partyzancki momentami basket gości dopiero się jednak rozkręcał i do przerwy Stelmetowi udało się obronić minimalne prowadzenie 51:50, głównie za sprawą skuteczności zza linii 6,75 m (6/14 za trzy w pierwszej połowie). Decyzjami na piłce imponował Joe Thomasson, któremu statystycy naliczyli łącznie 7 asyst.

 

Po zmianie stron inicjatywę przejęła już ekipa z Bydgoszczy. Ku spektakularnemu zwycięstwu prowadził ich ruszający się jak pantera Clyburn. Amerykanin swoją windą w nogach i błyskawicznym pierwszym krokiem robił ogromną różnicę na boisku. Rytm przyjezdnych z każdą minutą wyglądał coraz lepiej i pod koniec trzeciej kwarty prowadzili już 77:71. Napór udało się przetrzymać dzięki trafieniom zza łuku Ludwiga Hakansona (19 pkt, 8/12 z gry, 6 asyst). Przed ostatnią ćwiartką Stelmet przegrywał 78:82.

 

Żan Tabak szukał sposobu na zatrzymanie dynamicznie grających gości i na ostatnie 10 minut polecił swoim koszykarzom obronę strefą 3-2. Niestety, nie pomogło. Nie dość, że pierwsza linia defensywy nadal była mijana jak tyczki, to jeszcze rywale rozstrzelali się z obwodu, w tym także Clyburn, który koniec końców zaliczył spektakularny występ z linijką 35 punktów (5/7 za trzy), 8 zbiórek, 3 asysty, 3 przechwyty i zero strat!

 

Na cztery minuty do końca kwarty Astoria miała 10 oczek przewagi i nie pozwoliła jej roztrwonić, choć prawdę mówiąc, parę szans Stelmetowi dała. Ale nawet jeśli dalekie rzuty z ósmego metra trafiali Hakanson czy Tony Meier, to tym samym odpowiadali przeciwnicy. Kluczem do przerwania 15-meczowej zwycięskiej serii zielonogórzan okazała się nie tylko postawa gwiazdora Clyburna, ale też zdominowanie gry na tablicach - 39:25 na korzyść Bydgoszczy, która aż 19 piłek zebrała w ataku! 

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  107:113  ENEA ASTORIA BYDGOSZCZ

Kwarty: 26:21 | 25:29 | 27:32 | 29:31

STELMET: Hakanson 19 (3), Thomasson 14 (2), Zyskowski 10, King 9 (2), Radić 18 oraz Koszarek 12 (2), Meier 12 (2), Ponitka 5 (1), Witliński 6, Zamojski 2.

ASTORIA: Sina 0, Chyliński 6 (1), Clyburn 35 (5), Zębski 11 (2), Kemp 14 oraz Walton 20 (1), Frąckiewicz 8, Mi. Nowakowski 13 (2), Aleksandrowicz 4, Ma. Nowakowski 2, Krasuski 0.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Dzieje się nie stety przed czym sam siebie oszukiwałem , kolejny wygrany mecz przegrywamy mentalnie prawdopodobnie przyczyną atmosfera zespołu.Do puki Prezio Jasiński na początku sezonu był schowany za podwójną garda ,przestraszony nie bardzo wiedząc jaka jest przyszłość drużyny zachowywał się w miarę normalnie ostatnio znowu wróciła buta ,absolutna wiedzą baskietu po prostu wlazł do szatni ,chadzajac po kolegach władzy puszenie wróciło ,obiecane 1,5 banki umocniło Jego ego .
    Dyscyplina gry beznadzieja ,szybkość wyprowadzania delikatnie pisząc różna,błędy w odbiorze .Czy nikt ze szkoleniowców nie potrafi zawodnikom wytłumaczyć aby wykonali ruch w kierunku podawanej piłki to jest podstawa o tym tłumaczy nam trener w ogólniaku ,aktywność zawodników w tak zwanej potocznie trumnie ,zbieranie z tablicy .Tłumaczenie z jeden zawodnik jest kontuzjowany nie bardzo wiarygodne w drużynie która ma ambicje sportowe zresztą można zauważyć jak nasz zespół gra z klasowa drużyna to są w stanie pokryć i jego skuteczność spada co najmniej do połowy .Zresztą obecna koszykówka nie bardzo opiera się obrońcach,podkoszowych itp grają wszyscy ,wszyscy zdobywają punkty,osobna nagląca spraw to rzuty za trzy to jest dramat to jest podstawa wygrywania czy nam to się podoba czy nie ,widać iż nie bardzo do rzutów za trzy przekładają się na treningach ,prawdobnie po treningu no to sobie trochę porzucajcie
    Zaczyna coś źle się dziać przy naszym krajowym i klubowym baskiecie rządzą koszem jak innymi dyscyplinami sportu aparczyki
    Wiesław Śmiech
    Zielona Góra
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Przypadek. Kiedyś trzeba przegrać mecz, żeby nie było nudno.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0