Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Goście mimo dysponowania potężnymi sylwetkami Isaiaha Hicksa czy Mouhammadou Jaiteha nie potrafili wykorzystać swojej przewagi siły pod koszami, bardzo wyraźnej wobec wydłużającej się nieobecności Drew Gordona. Ivica Radić od początku podjął z nimi równą walkę i choć nie trafiał tak często, jak by chciał, to w 30 minut nawrzucał 15 punktów (7/14 z gry), zebrał 13 piłek, rozdał trzy asysty i mecz na pewno może zaliczyć do udanych. 

Stelmet w ogóle wygrał walkę na tablicach, choć teoretycznie nie powinno się to zdarzyć. Obok chorwackiego środkowego bardzo aktywny był Tony Meier (12 punktów, siedem zbiórek, cztery asysty), pomagał Jarosław Zyskowski, George King i pozostali.

Gospodarze już w pierwszej połowie pokazali, że są drużyną lepiej zorganizowaną – niemal nie popełniali strat, grali mocniejszą obronę niż bardzo swobodne, amerykańskie jeden na jeden w wykonaniu gości. Stelmet nie mógł jednak odskoczyć na więcej niż na jedno, dwa posiadania, a nawet stracił prowadzenie po trójce Markela Starksa na trzy sekundy przed końcem pierwszej połowy. Do przerwy było 50:49 dla Awtodoru.

Co do Starksa, to w swoim powrocie do hali CRS nie wypadł dobrze, notując osiem punktów (2/8 z gry) i cztery asysty w 31 minut spędzonych na parkiecie.

Na pewno mieliśmy problem z zatrzymaniem zawodników saratowskiego klubu, kiedy już zbliżyli się do naszej obręczy. W trzeciej kwarcie podopieczni Żana Tabaka urządzili sobie jednak strzelnicę, a kolejne trójki odbierały przyjezdnym chęci do gry. Zza łuku trafiali Joe Thomasson (19 punktów, 3/3 za trzy), Ludde Hakanson (16 punktów, 3/5 za trzy), George King (18 punktów, 4/6 za trzy) i Tony Meier. Prawdziwa kanonada. Sześć–siedem trafień w krótkim odstępie czasu i nagle było 76:64 dla Stelmetu.

Zielona Góra pilnie strzegła swojej blisko 10-punktowej zaliczki, dopiero w połowie czwartej kwarty pozwoliła zniwelować ją do stanu 85:83. Agresywny w dwutakcie był wchodzący z ławki Orlando Johnson, wymuszał kolejne przewinienia. Niedługo później Stelmet przekroczył limit fauli, a do końca zostały tylko dwie i pół minuty.

Awtodor spudłował osobiste, zmarnował swoje szanse. Na minutę i 17 sekund przed końcem Joe Thomasson zrobił akcję od kosza do kosza, bo pomoc nadeszła za późno, dopiero pod obręczą, gdy można już było tylko faulować. Amerykanin wrzucił dwa wolne, było 93:86, Stelmet mógł odetchnąć. Niestety, szybką trójkę z ósmego metra wrzucił Ryan Boatright (16 punktów, sześć asyst).

Ale od tego momentu większych nerwów już nie było. W ważnych momentach nie zawiódł męczący się całe spotkanie Jarosław Zyskowski (osiem punktów, 2/10 z gry), a presja koszykarzy z Saratowa nie była na tyle mocna, by pokrzyżować plany gospodarzy.

W lidze VTB zielonogórski klub zajmuje obecnie ósme miejsce (bilans 7-10). Przed nami zmagania o Puchar Polski. Ligowe rozgrywki wracają dopiero za miesiąc (27 lutego – Anwil Włocławek, 1 lutego – Parma Perm).

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  98:91  AWTODOR SARATÓW

Kwarty: 28:22 | 21:28 | 29:18 | 20:23.

STELMET: Hakanson 16 (3), Thomasson 19 (3), King 18 (4), Meier 12 (2), Radić 15 oraz Koszarek 5 (1), Zyskowski 9, Ponitka 4, Zamojski i Witliński 0. 

AWTODOR: Starks 8 (1), Michałowski 10 (2), Boatright 16 (3), Hicks 11 (1), Jaiteh 18 oraz Johnson 15 (1), Babuszkin 10 (2), Umeh 3 (1), Pietieniew 0.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.