Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Dzisiaj zaczynamy turniej o Puchar Polski i mam nadzieję, że dzisiaj nie skończymy. Musimy być agresywni, skoncentrowani, bo Stelmet bardzo dobrze gra pod kosz, a do tego kryje na całym boisku. Musimy być lepsi w każdym elemencie - mówił przed meczem Marcin Stefański, trener Trefla Sopot. 

Stefański ze swoich graczy może być zadowolony - do końca bili się o zwycięstwo, a przy lepszej skuteczności mogli nawet zameldować się w półfinale. Zwłaszcza, że słabszy dzień rzutowo mieli też zielonogórzanie, którzy do tego niemiłosiernie męczyli się z konstruowaniem akcji na wysokich. Gra się jednak tak, jak przeciwnik pozwala, a Trefl celowo zagęszczał trumnę (jak to zresztą ma w zwyczaju). Graczy Stelmetu próbował też zaskoczyć zmienną defensywą, na przemian stosując strefę 2-3 i obronę każdy swego.

Pierwsze minuty w wykonaniu zielonogórskiej drużyny był niemrawe, jakby badała potencjał drużyny z Sopotu po ściągnięciu Martynasa Paliekunasa (ex-Polpharma Starogard Gdański). Efekty przynosiła jednak agresywna obrona i przechwyty zamieniane w kontrach na łatwe punkty. Otwierającą kwartę mimo wszystko wygrał Trefl wynikiem 22:18. Różnicę zrobiły trójki Carlosa Medlocka, Łukasza Kolendy i Witalija Kowalenko.

W międzyczasie na parkiet po kilku tygodniach przerwy wybiegł Drew Gordon, środkowy Stelmetu. Nierozbiegany, na boisku spędził 13 minut, notując dwa punkty i trzy zbiórki. - Mam nadzieję, że szybko wróci do wysokiej formy - ocenił Żan Tabak.

Druga kwarta należała do Marcela Ponitki - zdobył w niej 8 ze swoich 15 oczek. Obrońca Stelmetu wrzucił dwie trójki, do tego agresywnie atakował kosz. I choć ma jeszcze spore problemy z podejmowaniem dobrych decyzji, to na parkiet wniósł sporo energii. Dzięki niemu po kilku minutach gry było już 33:26 dla Stelmetu. A że pozostałym też zaczęło wpadać zza łuku (odpalili Łukasz Koszarek i George King), to i konstruowanie akcji przychodziło łatwiej.

 

Stelmet wypracował sobie 10-punktową przewagę, którą niemal w całości dowiózł do przerwy. Fakt, w ataku zdarzały się długie przestoje, ale zielonogórzanie sprytnie szukali przewinień przy przekroczonym limicie Trefla i dorzucali punkty z wolnych. Drużynę rywali ciągnął rozgrywający Carlos Medlock, który po pierwszej połowie miał 13 punktów i... zero asyst. Wynik 46:39 dla Stelmetu.

Po zmianie stron trener Stefański polecił swoim graczom przyśpieszyć tempo na wzór pierwszej kwarty i szybko atakować, zanim Stelmet ustawi obronę. Liczył, że sprawdzi się szalona metoda Astorii Bydgoszcz. Jego zawodnikom takie granie chyba jednak nie leży, bo o założeniach szybko zapominali i znów grali długie wymiany podań na obwodzie. Skorzystali jednak na chaotycznej w tym fragmencie grze Stelmetu i na trzy minuty do jej końca zniwelowali stratę do stanu 50:55. Głównie za sprawą Camerona Ayersa (14 pkt, 5/10 z gry, 4 asysty), który zaliczył kilka bardzo udanych minut.

Stelmet kontrolował jednak sprawy - w ostatniej ćwiartce wreszcie udało mu się dograć parę piłek pod obręcz do Ivicy Radicia, które ten zamieniał na łatwe punkty. Przewaga znów wynosiła ok. 10 punktów, tyle że serię przebłysków zaliczył Łukasz Kolenda, wsparł go doświadczony Kowałenko, więc na pięć minut do końca Trefl jeszcze raz podszedł Zieloną Górę na pięć punktów (69:64).

 

- Co zadecydowało o naszym zwycięstwie? Chłodna głowa w końcówce. Nie był to dobry mecz w naszym wykonaniu, jeśli chodzi o skuteczność, Trefl też sporo przestrzelił, stąd niski wynik - ocenił po meczu Marcel Ponitka

Z Marcelem możemy się zgodzić jednak tylko połowicznie. Owszem, gracze Stelmetu znów mądrze szukali fauli na koźle i dorzucali punkty z linii, ale też popełnili kilka koszmarnych błędów, które w starciu z mocniejszym przeciwnikiem mogły ich kosztować zwycięstwo. Po niecelnych trójkach pozwalali na zbiórki i ponowienia, niemal stracili piłkę przy wyprowadzaniu jej spod swojego kosza przy wyniku 75:72 i 30 sekundach do końca. Chwilę później podwoić dał się Tony Meier, więc przed utratą posiadania uratowała nas tylko strzałka. 

 

Trefl nie był jednak na tyle skuteczny i dobrze zorganizowany, by doprowadzić choćby do remisu. W przekroju całego spotkania dużo stracił na linii wolnych (9/20 Trefla przy 26/28 Stelmetu).

W półfinale melduje się więc Zielona Góra, która w sobotę zmierzy się ze zwycięzcą meczu Polski Cukier Toruń - Arka Gdynia.

Stelmet podobno nie odpuszcza i puchar traktuje poważnie. - Jeżeli chcemy w tym sezonie powalczyć o coś więcej, to do każdego meczu musimy podchodzić skoncentrowani i dawać z siebie wszystko. Nieważne, czy to polska liga, VTB, czy Puchar Polski - powiedział po meczu Ponitka.

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  82:75  TREFL SOPOT

Kwarty: 18:22 | 28:17 | 16:15 | 20:21

STELMET: Hakanson 16 (1), Thomasson 6, Zyskowski 5, Meier 12, Radić 9 oraz Koszarek 3 (1), Ponitka 15 (3), King 9 (2), Zamojski 5 (1), Gordon 2. Nie grali Witliński i Traczyk.

TREFL: Medlock 22 (4), M. Kolenda 2, Ayers 14 (2), Leończyk 5, Foulland 9 oraz Paliukenas 3 (1), Kowałenko 9 (1), Ł. Kolenda 9 (1), Kurpisz 2, Didier-Urbaniak 0. Nie grał Rompa.

 
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.