Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sebastian Machowski, trener Pierników, nie ukrywał przed spotkaniem, że jego drużyna będzie dużo grać pod kosz i korzystać ze swoich trzech wież zwłaszcza, że po kontuzji jest Drew Gordon, podstawowy center Stelmetu. I rzeczywiście, od początku oglądaliśmy wiele gry plecami do obręczy. Cukier pchał piłki do Damiana Kuliga i Aarona Cela, ale niewiele z tego wychodziło, bo też powszechnie wiadomo, że obaj panowie pchać się "na chama" raczej nie lubią. Tempo było jednak bardzo intensywne, obrona mocna, więc wynik po siedmiu minutach gry wynosił 13:12 dla Stelmetu. Dopiero seria udanych akcji pozwoliła zielonogórzanom wyraźnie odskoczyć, ale Gordon w ostatniej sekundzie niepotrzebnie faulował rzucającego za trzy Kyle'a Weavera. Amerykanin wrzucił wszystkie przysługujące mu wolne i ustalił wynik pierwszej kwarty na 20:16 dla Stelmetu.

Zabrzmi to niewiarygodnie, ale do przerwy tempo zdobywania punktów spadło jeszcze bardziej. Przy zejściu do szatni wynik brzmiał 31:29 dla Stelmetu, który znów budował przewagę w pierwszych minutach ćwiartki (dobre wejścia Marcela Ponitki i George'a Kinga), ale w końcówce stanął i pozwolił zbliżyć się rywalom na jedno posiadanie. Z reporterskiego obowiązku musimy odnotować, że mniej więcej w połowie kwarty w warszawskiej Arenie Ursynów zepsuła się tablica, więc mecz trzeba było przerwać na kilka dobrych minut.

W dalszej części spotkania powtarzał się scenariusz, w którym Stelmet najpierw łapał rytm, budował swoją przewagę, a później dawał się dogonić. Grę w miejsce nieobecnego Chrisa Wrighta, pierwszego rozgrywającego Pierników, kreował giętki Weaver (17 pkt, 5/11 z gry, 4 asysty). Amerykanin oczywiście najpierw szuka drogi do kosza, ale jego penetracje otwierały pozycje kolegom.

O ile żaden pościg torunian w trzech pierwszych odsłonach nie zakończył się ich wyjściem na prowadzenie, to ta sztuka graczom Machowskiego udała się w najważniejszym momencie, czyli ostatnich minutach meczu. W zasadzie to zielonogórzanie przegrali na własne życzenie.

- 13 punktów przewagi mieliśmy w ostatniej kwarcie i nie potrafiliśmy jej utrzymać. Torunianie konsekwentnie grali swoją grę, rozbijając naszą obronę na pick'n'rollu - ocenił po meczu Jarosław Zyskowski, który Pucharu Polski nie może zaliczyć do udanych. W meczu z Piernikami nie zdobył ani jednego punktu.

- W końcówce nie mogliśmy trafić, pudłowaliśmy też wolne. Owszem, mniej niż zwykle trafialiśmy za trzy, ale nie upatrywałbym tutaj przyczyny porażki. Mieliśmy problem z dograniem piłki na low post do naszych wysokich, pozwalaliśmy na ponowienia akcji, choć trener uczulał nas na to - dodał Zyskowski.

Kluczową rolę w końcówce odegrał nie tylko Kyle Weaver, ale też Damian Kulig, który w ciągu chyba półtorej minuty wrzucił 7 punktów. Po ostatnim z nich było już tylko 68:67 dla Stelmetu. 

Bohaterem został jednak Bartosz Diduszko, który na 10 sekund przed końcową syreną dostał piłkę od podwojonego Weavera. Polak próbował mijać Hakansona, ale zaraz cofnął się za linię 6,75 m i odpalił trójkę sprzed rąk Szweda. I trafił.

Rzut ostatniej szansy po stronie Stelmetu miał właśnie Hakanson, ale po ładnie rozrysowanej zagrywce pomylił się przy próbie z dystansu. Wynik końcowy - 72:69 dla Polskiego Cukru, który w niedzielę zmierzy się w finale z Anwilem Włocławek. 

Koszykarze Stelmetu udają się na krótki odpoczynek, by 27 lutego podjąć obrońcę tytułu we Włocławku. 

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  69:72  POLSKI CUKIER TORUŃ

Kwarty: 20:16 | 11:13 | 23:22 | 14:16

STELMET: Hakanson 6 (1), Thomasson 4, Zyskowski 0, Meier 14 (2), Radić 8 oraz Koszarek 8 (2), Ponitka 12 (2), King 8 (1), Gordon 8, Zamojski 1.

CUKIER: Schenk 2, Hornsby 6, Diduszko 12 (2), Cel 4, Kulig 13 (2) oraz Weaver 17 (1), Gruszecki 14 (3), Aminu 4, Perka i Ratajczak po 0.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.