Stelmet Enea BC Zielona Góra pokonał we własnej hali walczący o utrzymanie MKS Dąbrowa Górnicza. Mecz z powodu zagrożenia koronawirusem rozegrano przy pustych trybunach. To pierwszy taki przypadek w historii klubu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Liczyliśmy, że po meczu pokażemy naszym czytelnikom wyjątkowe zdjęcia. Mecz przy pustych trybunach nie zdarza się w końcu codziennie, a będąc dokładnym, w Zielonej Górze nie zdarzył się nigdy wcześniej. Niestety, kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem władze ligi rozesłały do klubów polecenie, by spośród dziennikarzy na mecze wpuszczać tylko tych, którzy zawody relacjonują na żywo. Okazja przeszła więc nam koło nosa. Nie pozostało nic innego, jak razem z kibicami zasiąść do telewizyjnej transmisji.

Koszykarze z Dąbrowy Górniczej istnieli tylko do przerwy. Pierwszą kwartę wygrali nawet 20:16, wykorzystując niskie zaangażowanie u zdeprymowanych brakiem dopingu gospodarzy. Stelmet przede wszystkim na zbyt wiele pozwalał gościom w ataku. Miał zresztą też problemy z konstrukcją ataku pozycyjnego, już w pierwszych 10 minutach popełniając pięć strat.

To, co zaskoczyło zielonogórzan, to brak podwojeń w pomalowanym. MKS postanowił, że woli już faulować naszych podkoszowych lub pozwolić zdobyć im dwa oczka, niż otwierać pozycje na obwodzie. Taktyka przez długi czas się sprawdzała. Do czasu aż Stelmet do tego nie przywykł.

A przywykł dość szybko, bo druga kwarta w jego wykonaniu wyglądała już zupełnie inaczej. Trzy kolejne trafienia zza łuku zaliczyli Jarosław Zyskowski, George King i Joe Thomasson. Resztę brał na siebie Drew Gordon, który nawet bez piłki robi kolegom mnóstwo miejsca. W połowie kwarty gospodarze już prowadzili - było 32:31 dla Stelmetu.

Do przerwy wynik brzmiał 47:42 dla Zielonej Góry. Rywali z rytmu wybiła nieco zastosowana przez Żana Tabaka strefa 2-3. Zadaniem na drugą połowę pozostawało ograniczenie silnego Bryce'a Douviera, który do przerwy nabił 11 oczek (8/8 z linii wolnych).

Tyle że w drugiej połowie z drużyny gości nie było już co zbierać. Stelmet zaczął pracować w obronie, odskoczył i warunki dyktował już do ostatniego gwizdka. Wynik końcowy - 97:74 dla gospodarzy.

Najwięcej punktów zdobył George King (19 pkt, 4/7 za trzy, 9 zbiórek). W meczu nie wystąpił poobijany w Mińsku Marcel Ponitka. Żan Tabak nie zaufał Mikołajowi Witlińskiemu, ani młodym zawodnikom, jego koszykarze mecz odegrali w ósemkę.

Kolejne spotkanie już 16 marca. W hali CRS podejmujemy Polski Cukier Toruń. Jaki żal, że tego widowiska nie obejrzymy na żywo (przypominamy, wszystkie mecze PLK do odwołania rozgrywane są bez udziału publiczności).

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA  97:74  MKS DĄBROWA GÓRNICZA

Kwarty: 16:20 | 31:22 | 24:13 | 26:19

STELMET: Hakanson 11 (1), Thomasson 15 (1), King 19 (4), Meier 8 (2), Radić 13 oraz Koszarek 8 (2), Zyskowski 14 (3), Gordon 9.

MKS: Moore 16 (2), Holder 10 (2), Put 4, Douvier 17 (1), Fraser 4 oraz Harris 8, Watts 11 (3), Śmigielski 4, Chorab i Piechowicz po 0.

 
icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem