Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trudno się spodziewać, by Stelmet ściągał Filipa Puta w innym celu niż zabezpieczenie polskiej rotacji. Zwłaszcza że trener Żan Tabak dostał od Janusza Jasińskiego zielone światło, by na najbliższy sezon budować skład złożony z sześciu obcokrajowców. Po transferze widać jednak, że klub będzie kontynuował filozofię zatrudniania "młodych, głodnych", którzy dopiero lub wciąż mają coś do udowodnienia.

Put ma 27 lat, mierzy 201 cm i najlepiej czuje się na pozycji silnego skrzydłowego. To zawodnik bardzo atletyczny, a więc w typie, który ceni sobie trener Tabak. Co najważniejsze, z każdym rokiem czyni postępy, a pod opieką chorwackiego szkoleniowca być może wykona kolejny milowy krok w karierze.

Koszykarz ma za sobą występy w barwach Asseco Gdyni czy Miasta Szkła Krosno. Na parkietach Energa Basket Ligi występuje regularnie od czterech lat, w zeszłym sezonie reprezentował MKS Dąbrowę Górniczą.

- Wiele czynników zadecydowało o moim przyjściu do Zielonej Góry - mówi Put dla klubowego portalu basket.zg. -  Przede wszystkim organizacja, jaką jest Stelmet Enea BC, osoba Żana Tabaka, który jest świetnym fachowcem i o którym w środowisku mówi się w samych superlatywach. Wiem, że to osoba, która będzie potrafiła dobrze i sprawnie pokierować moją karierą - tłumaczy sportowiec.

Dodaje, że kontrakt w Zielonej Górze to jak spełnienie marzenia - koszykarz będzie mógł sprawdzić się w walce o najwyższe cele, a także na boiskach bardzo silnej ligi VTB.

Skrzydłowy z zielonogórskim klubem podpisał roczny kontrakt. W ubiegłym sezonie grał średnio 24 minuty w meczu, notując 10,8 pkt i 3,3 zbiórki na mecz.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.