Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Jestem podekscytowany tym, że dołączam do zielonogórskiej drużyny. Słyszałem same dobre opinie o kibicach, mieście, klubie i sztabie szkoleniowym. Widziałem kilka meczów z zeszłego sezonu i atmosfera była fantastyczna. Nie mogę doczekać się, by w przyszłym sezonie poczuć to na własnej skórze - oznajmił Berzins po podpisaniu umowy z zielonogórskim klubem.

Łotewski koszykarz mierzy 201 cm wzrostu, najlepiej czuję się na pozycji niskiego skrzydłowego, ale w razie potrzeby zagra też na dwójce i czwórce. To zawodnik poniekąd w typie Jarosława Zyskowskiego, czyli taki uniwersalny żołnierz, który potrafi wszystko po trochu. Zaatakuje kosz, rzuci z dystansu, a jego długie członki na pewno przydadzą się na deskach i w obronie.

Z drugiej strony, Berzins jest trochę jak Ludde Hakanson, bo nosi łatkę niespełnionego talentu. Łotysz był jednym z najlepszych zawodników reprezentacji swojego kraju do lat 20 i chciała go u siebie wielka FC Barcelona. Koszykarz uznał jednak, że lepszym miejscem do rozwoju będzie dla niego Ryga. Został i od tamtej pory nie wypłynął na szersze morze. Jeden sezon spędził we włoskim Orlandina Basket, ale najdłużej związany był z lokalnymi klubami VEF Rygą i BK Ventspils. W tym ostatnim w zeszłym sezonie notował 12 pkt i 6 zbiórek na mecz w ekstraklasie oraz 11 oczek i 4 zbiórki w FIBA Europe Cup.

Berzins liczy, że najlepsze jeszcze przed nim. Trzeba wiedzieć, że jego rozwój w znacznej mierze zatrzymały kontuzje. To z ich powodu ominął cały sezon 2017/18.

Łotysz jest czwartym zagranicznym zawodnikiem w składzie Stelmetu na nadchodzący sezon. Wcześniej kontrakty podpisali Tony Meier, Cecil Williams i Geoffrey Groselle.

 
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.