Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Może gdybyśmy lepiej rzucali wolne (fatalne 12/26 Stelmetu), może gdyby nieco pewniejszy w ruchach był Geoffrey Groselle, a cała drużyna traciła mniej piłek, to pojedynek ze sławnym Loko udałoby się wyciągnąć. Takie apetyty musimy jednak odłożyć na później. Na razie zielonogórski klub ma poważne problemy kadrowe, bo ani Daniel Szymkiewicz (oficjalnie jeszcze niezdiagnozowany), ani Przemysław Karnowski (w badaniach powychodziły jakieś stare urazy) najpewniej nie wybiegną na parkiet przez co najmniej kilka miesięcy. A to oznacza, że trenerowi w rotacji zostało ośmiu zawodników. Zwłaszcza w lidze VTB, gdzie braki koszykarskie chcemy nadrabiać nieustającą intensywnością, sukcesy w takim zestawieniu wydają się niemożliwe.

Widać było to także w meczu w Krasnodarze. Owszem, od początku dużą krzywdę robili nam środkowy Alan Williams (20 pkt, 7/11 z gry) oraz doskonale znany fanom basketu litewski skrzydłowy Mindaugas Kuzminskas (11 pkt, 10 zbiórek, 5 asyst), tego się spodziewaliśmy, ale właśnie nasz nacisk w obronie przynosił efekty, wymusiliśmy pięć strat, w tym fragmencie pod koszem dobrze pracował Groselle, i po pierwszej kwarcie mogliśmy cieszyć się prowadzeniem 22:20.

Gra posypała się w drugiej kwarcie, którą gospodarze rozpoczęli zrywem 8:0. Nie pomógł jeden, ani zaraz po nim drugi, wzięty przez Tabaka czas. Wspomniany Williams dominuje na deskach, Loko gra cierpliwiej i szuka swoich przewag, podczas gdy Stelmet zupełnie nie może złapać rytmu. Nagle robi się 37:27. Zielonogórzanie przez osiem minut kwarty rzucili tylko 8 punktów. Trochę rezultat podreperowaliśmy, m.in. dzięki skutecznemu zza łuku Cecilowi Williamsowi (10 pkt, 2/2 za trzy). Do przerwy jest 43:34 dla Lokomotiwu.

Trójki w ogóle siedziały fajnie Stelmetowi i tak naprawdę od czasu do czasu zapewniały utrzymanie się w grze. Najczęściej podziwialiśmy wysokie trajektorią rzuty Janisa Berzinsa (18 pkt, 4/8 za trzy). Niestety, w trzeciej kwarcie bardzo kiepski fragment zalicza Groselle, fundując cały festiwal błędów i nieudanych zagrań. Amerykaninowi fajną zmianę daje Filip Put, który szybko wrzuca cztery oczka, po nim jeszcze raz z dystansu ładuje Berzins i tak Stelmet zbliża się do gospodarzy na sześć oczek – jest 54:48. Do końca kwarty trzy i pół minuty.

Niestety, w ciągu tych paru minut gracze Loko znów odpłynęli na 13 punktów. Put szybko został zgaszony, po przeciwnej stronie zza łuku karze nas Stanisław Ilnicki. Zielonogórzanie nie dorzucili ani jednego kosza.

Rosyjski klub wychodząc na ostatnie 10 minut mógł czuć się pewnie, ale na zwycięstwo musiał pracować do samiuśkiego końca. Stelmet nie pozwolił, by gospodarze przestali czuć oddech na plecach. Ostatni zryw poprowadził przebudzony, bo wcześniej bardzo w meczu nieskuteczny, Iffe Lundberg. Duńczyk jest agresywny na koźle, atakuje kosz, wymusza przewinienia. Skupia na sobie obrońców, a na tym korzystają Williams i Groselle. Podchodzimy na 67:72. Szkoleniowiec gości Jewgienij Paszutin prosi w tym momencie o czas.

Zielonogórzanie szarpali do końca, ale ugryźć potężnego przeciwnika tym razem nie byli w stanie (w ważnym momencie np. trójkę z ósmego metra wali Jordan Crawford, facet dostarczał kiedyś po kilkanaście oczek na mecz w NBA). Wstydu na pewno sobie nie przynieśli, choć wydaje się, że dziś trener Tabak wyjątkowo mocno wściekał się o nierealizowanie założeń.

LOKOMOTIW KUBAŃ  83:76 STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 20:22 | 23:12 | 21:17 | 19:25

LOKO: Kalnietis 10 (2), Crawford 10 (2), Kuzminskas 11, Martiuk 8, Williams 20 oraz Ilnicki 10 (2), Cummings 12 (2), Dołynin 2, Motowiłow 0.

STELMET: Lundberg 15 (1), Ponitka 10 (2), Williams 10 (2), Reynolds 5 (1), Groselle 12 oraz Koszarek 2, Berzins 18 (4), Put 4.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.