Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tak wyrównanego rywala na ekstraklasowych parkietach zielonogórscy koszykarze w tym roku jeszcze nie mieli. Były momenty, że zawodnicy obu ekip trafiali kolejne rzuty jak szaleni, zwłaszcza w czwartej kwarcie, gdy rozstrzelali się na dobre. Szkoda jedynie, że widowisko wypaczyli sędziowie – podejmowali fatalne decyzje. Mylili się jednak na obie strony i trudno obwiniać ich o porażkę Zastalu.

Podopieczni trenera Żana Tabaka przez cały mecz usilnie próbowali wejść w swój zwyczajny rytm, ale ciągle coś stawało im na przeszkodzie. Jak nie straty, to przestrzelone rzuty z dogodnych pozycji lub właśnie kontrowersyjne decyzje sędziów. Pierwszą kwartę zastalowcy przegrali 16:22. Duże problemy sprawiał im świetnie dysponowany Damian Kulig (23 pkt, 7/11 z gry), podczas gdy sami męczyli się ze skutecznością. Wynik trzymał Geoffrey Groselle (21 pkt, 9/17 z gry, 12 zbiórek). Już tradycyjnie to właśnie środkowy zielonogórskiego klubu w pierwszych 10 minutach otrzymywał najwięcej piłek.

Do przerwy Zastal odrobił straty i nawet wyszedł na prowadzenie. Jednakże coraz trudniej było upilnować Obiego Trottera. Amerykański rozgrywający Pierników, choć na karku ma już 36 lat, bez problemu mijał pierwszą linię obrony Zastalu. Rzadko w pojedynkę, częściej z wykorzystaniem zasłon od kolegów. Problem gospodarzy polegał na tym, że od połowy drugiej kwarty Trotter nie miał specjalnie kogo obsługiwać podaniami – z trzema przewinieniami parkiet opuścili i Kulig, i Aaron Cel.

Trzeba jednak zauważyć, że trener gospodarzy Jarosław Zawadka odrobił lekcje. Uczulił swoich zawodników, by mocno kryli obwód, nie pozwolili Zastalowi rozstrzelać się zza łuku (po dwóch kwartach tylko 3/9 w tym elemencie). Oprócz tego bardzo szybko przeprowadzali piłkę na stronę zielonogórzan, nie pozwalając, by ci po swoim firmowym pressingu na całym parkiecie zdążyli ustawić szczelną obronę.

Na rozgrywającym Polskiego Cukru najczęściej „siedział” Marcel Ponitka. A że Marcel jest świetnym obrońcą, to nadepnął Trotterowi na odcisk. Amerykanin na drugą połowę wyszedł wyraźnie zmobilizowany. Początek trzeciej kwarty należał do niego – doświadczony koszykarz robił przewagi, wbijał pod kosz, wymuszał przewinienia, do tego trafił trudny rzut przez ręce zza linii 6,75 m. To wszystko poskutkowało oczywiście otwartymi pozycjami kolegów, w tym niemal niemylącego się Kuliga.

Zastal miał w tym fragmencie wielkie trudności z sensownym atakiem pozycyjnym, ale w grze trzymały go trafienia za trzy – jedną wrzucił Iffe Lundberg, dwie Blake Reynolds. Ten ostatni skończył zawody z aż 22 punktami na koncie (w tym 5/7 zza łuku).

Z perspektywy czasu szkoda, że zielonogórzanom nie udało się sprowokować czwartego przewinienia Kuliga. Reprezentant Polski spędził na boisku niemal całą trzecią kwartę, sporo pograł też w ostatnich 10 minutach. Dopiero pod koniec złapał czwarty faul i spokojnie dotrwał do końca spotkania. 

To właśnie w ostatniej ćwiartce mecz wypadł z rąk graczy Zastalu. Najpierw przez trzy, cztery minuty oglądaliśmy niesamowitą strzelaninę (siedem trójek w krótkim odstępie czasu, rzucali jedni i drudzy), po czym Pierniki zaczęły odpływać. Wszystko przez straty, nieporozumienia, czasem głupio przestrzelone kosze. Można powiedzieć, że tym razem zabrakło trochę głowy. No i te kontrowersyjne gwizdki arbitrów też odbiły się cieniem na płynności gry.

Na dwie minuty przed końcem goście tracili do Polskiego Cukru 10 „oczek”. Mimo wszystko szarpnęli się na jeszcze jeden zryw. Akcję wykończył Groselle, potem fantastyczny przechwyt zaliczył Ponitka, a Reynolds przekuł go na trzy punkty. Szans, by wyciągnąć mecz, było potem jeszcze kilka, ale zawodziła skuteczność. 

Zastal w pierwszym meczu po powrocie do tradycyjnej nazwy musiał pogodzić się z porażką. Pierwszą w tym sezonie. Pierniki są z kolei w szampańskim nastroju, bo do meczu z liderem tabeli przystępowały z bilansem 1-5. Trener Zawadka może być teraz spokojniejszy o swoją posadę. Końcowy wynik 94:88 dla ekipy z Torunia.

W barwach Zastalu zadebiutował Rolands Freimanis. Łotysz nie zaliczy tego występu do udanych. W 13 minut na boisku wrzucił pięć „oczek” (2/4 z gry), dołożył trzy zbiórki i dwie asysty. O jego grę w ataku nikt się nie martwi, bo w tym Freimanis jest świetny. Bolączką będzie defensywa, ale też dla nikogo nie jest to zaskoczenie. Pewnie będzie wyglądać to lepiej, gdy Łotysz wdroży się porządnie w system chorwackiego szkoleniowca.

POLSKI CUKIER TORUŃ  94:88  ZASTAL ENEA BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 23:19 | 16:22 | 27:23 | 28:24.

CUKIER: Trotter 15 (2), Jackson 10 (2), Diduszko 15 (4), Cel 9 (1), Kulig 23 (2) oraz Bragg 11 (1), Woods 9, Samsonowicz 2, Perka 0.

ZASTAL: Lundberg 17 (3), Ponitka 0, Berzins 8 (1), Reynolds 22 (5), Groselle 21 oraz Koszarek 10 (2), Williams 5 (1), Freimanis 5 (1), Put 0.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.