Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwsze 10 minut to koncertowa gra Zastalu w ataku, już tradycyjnie najwięcej piłek dostaje w tym fragmencie środkowy Geoffrey Groselle, który wrzuca 7/7 z gry i szybko zapisuje na koncie 15 oczek. Wokół niego jak wokół jądra krążą w poszukiwaniu zasłon Iffe Lundberg i Marcel Ponitka, obaj popisują się trafieniami z dystansu, a w obronie nie dają chwili oddechu obwodowym graczom Niżnego. 

U rywali podobnie, najwięcej gry dzieje się wysoko stawianych pick'n'rollach, z tą różnicą, że na piłce dominuje jeden zawodnik, Amerykanin Kasey Shepard. Rozgrywający nie boi się korzystać z pomocy trzeciego kolegi, wspólnie szukają przewag fizycznych na pozycjach. Chętnie na plecy Blake'a Reynoldsa czy Janisa Berzinsa. Nie idzie to łatwo, bo zielonogórzanie zagęszczają środek. Gospodarze wiele próbują więc z dystansu, ale z kiepskim skutkiem, bo do przerwy trafia tylko 5/18.

Intensywna defensywa Zastalu kosztuje przewinienia. Szybko przekraczamy limit w kwarcie, tracimy punkty z linii, ale to nie wybija nas z rytmu ofensywnego. Okazji szuka Ponitka, skuteczny jest Groselle (do przerwy 20 pkt, 9/9 z gry), a po trafieniu Lundberga wychodzimy na prowadzenie pierwszy raz od początku drugiej kwarty. Do przerwy Niżny doprowadza do remisu, jest 49:49. Nas martwi przede wszystkim brak punktów ze skrzydeł, gdzie tylko Cecil Williams coś dokłada. Dla Zastalu punktuje praktycznie czterech zawodników. Reyonolds i Berzins zgaszeni przez fizyczność Rosjan, kończą mecz każdy jedynie z dwoma próbami rzutowymi na koncie.

W trzeciej kwarcie zielonogórzanie jeszcze się trzymają. Wydaje się nawet, że mają inicjatywę, choć gra idzie kosz za kosz. Zaliczamy płynniejsze fragmenty, mamy więcej szczęścia i jakoś się to trzyma nawet, gdy trener Żan Tabak próbuje dać odpór centymetrom i kilogramom gospodarzy, grając jednocześnie Grosellem i Rolandsem Freimanisem. Ale pomału zaczyna się sypać. Amerykanin opuszcza parkiet, a Zastal przechodzi na krycie mocno rotującą strefą 2-3. Iwan Striebkow, rosyjski weteran koszykarskich boisk, nic sobie z niej nie robi. Niemal każde posiadanie zamienia dla drużyny na punkty. Nas trzymają rzuty wolne i cwaniactwo Freimanisa (12 pkt w 22 min). Mamy problem, bo Niżny mocno kryje obwód, zachęca do mijania, a tam w pomalowanym czai się banda wyrośniętych skrzydłowych. 

Wychodząc na ostatnie 10 minut Zastal przegrywał tylko 72:76. Na zbicie bogatszego sąsiada zabrakło jednak energii i - nie oszukujmy się - indywidualnych umiejętności. Zbyt wiele razy niepilnowany za linią 6,75 m został Artiom Komołow (6/8 za trzy, w tym trzy trafienia w czwartej kwarcie), zbyt dobrze koszykarskie rzemiosło zna Astapkowicz, zbyt wiele meczów wybiegali w życiu Striebkow czy Baburin. Jak nie fenomenalny rosyjski skrzydłowy, to właśnie weterani Sbornej trafiali w najtrudniejszych momentach i to jeszcze w sposób, jakby czynili to z dziecięcą łatwością. Blisko 10-punktową stratę Zastal w końcówce zniwelował jeszcze do dwóch oczek (trójka Ponitki, przechwyt Ponitki i jego wolne), ale później wydarzyło się już to, co wyżej opisane. 

Z Nowogrodu koszykarze Żana Tabaka przedostają się prosto do Permu, gdzie we wtorek grają kolejny mecz ligi VTB.

NIŻNY NOWOGRÓD  100:93  ZASTAL ENEA BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 24:31 | 25:18 | 27:23 | 24:21

NIŻNY: Shepard 19 (2), Baburin 13

(2), Striebkow 14, Astapkowicz 25 (4), Gavrilovic 4 oraz Komołow 18 (6), Gierasimow 2, Gankiewicz 3, Chadow 2.

ZASTAL: Lundberg 24 (3), Ponitka 19 (4), Williams 11, Reynolds 2, Groselle 22 oraz Koszarek 3 (1), Freimanis 12 (2), Berzins 0.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.