Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Koronawirusa mieli Łukasz Koszarek i Filip Put, obaj dopiero w dniu meczu zakończyli izolację. Przez dwa tygodnie Zastal nie grał meczów, mało trenował. - Jak to odbije się na zawodnikach? Nie mam pojęcia. Pierwszy raz w życiu spotykam się z taką sytuacją - mówił dziennikarzom przed meczem trener Żan Tabak.

Ze swoich koszykarzy może być zadowolony, bo zaraz po powrocie do gry dzielnie postawili się naszpikowanemu gwiazdami Lokomotiwowi Kubań w domowym meczu ligi VTB. Przez trzy kwarty wynik oscylował wokół remisu, dopiero potem goście docisnęli gaz.

Tabak rozpoczął wysokim ustawieniem z Geoffreyem Grosellem i Rolandsem Freimanisem w pierwszym składzie, ale przyjezdni i tak dominowali fizycznością. By zatrzymać silniejszych i szybszych koszykarzy rosyjskiego klubu, Zastal ratował się faulami (aż 18 w pierwszej połowie) i - od czasu do czasu - obroną strefową. 

Taktyka zielonogórzan nie polegała jednak na tym, by zagęszczać pomalowane kosztem pozostawiania wolnych pozycji na obwodzie. Założenie było raczej takie, że co goście mają pod koszem zdobyć, niech zdobędą, ale z największym trudem. I tak trudno będzie ich zatrzymać. Jeśli do tego zaczną trafiać zza łuku, nie będzie czego zbierać. Tak też spustoszenie w trumnie siał atletyczny środkowy gości Alan Williams. Gospodarze wysyłali go na linię rzutów wolnych, ale to nie pomagało. Spotkanie zakończył z dorobkiem 34 punktów i 13 zbiórek.

Zastal wypchnięty spod kosza (Lokomotiw to najlepiej zbierający klub w lidze VTB) musiał rzucać z dystansu. W pierwszej kwarcie oddał aż 11 prób, trafiając trzy. Dwie z nich w końcówce wrzucił Janis Berzins, dzięki czemu wynik po 10 minutach brzmiał tylko 28:25 dla Lokomotiwu.

Przy zejściu do szatni prowadzenie miał już Zastal - wygrywał 51:50. Świetny fragment zaliczył Marcel Ponitka (17 pkt, 6/8 z gry, 8 asyst), ale przede wszystkim pomogło nam szczelne krycie linii 6,75 m, bo goście przez 10 minut nie dołożyli ani jednego trafienia z dystansu. Na nieszczęście dla siebie grali pod scenariusz rozpisany przez Żana Tabaka, co pokazuje rozstrzał w liczbie wolnych: do przerwy 2/3 Zastalu i 15/22 Lokomotiwu.

Trzecia kwarta jeszcze raz pokazała, że największą ofensywną siłą Zastalu są obecnie akcje oparte na dwóch dynamicznych obrońcach (Lundberg, Ponitka) i dwóch ofensywnie uzdolnionych podkoszowych (Groselle, Freimanis). Swoje z ławki dołożył Berzins, ale już punktów Cecila Williamsa (na koncie Amerykanina znowu "śliwka") brakowało dramatycznie. Wynik wciąż trzymaliśmy jednak w okolicach remisu. Cegiełkę dołożył Filip Put, dając w tym fragmencie meczu drugą już bardzo energiczną zmianę. Nie ustrzegł się też kilku błędów, ale 17 pkt na 7/13 z gry to i tak jego najlepszy występ w sezonie.

Lokomotiw odjechał nagle, na przełomie trzeciej i czwartej kwarty. Osiągnięcie przewagi kilkunastu oczek zajęło mu nie więcej jak cztery minuty, co z perspektywy nadziei zielonogórskich kibiców było dość brutalne. Ciężko jednak coś poradzić, gdy w przeciwnej drużynie roi się od klasowych zawodników. Kuzminskas, Cummings, Crawford, Kalnietis czy Harvey, który w trzeciej kwarcie wlepił niemalże cztery trójki z rzędu - wszyscy ci koszykarze momentami wydawali się nie do zatrzymania. Błyszczeli w końcówce. Litewski profesor Kalnietis zapisał aż 17 asyst.

ZASTAL ENEA BC ZIELONA GÓRA 99:114 LOKOMOTIW KUBAŃ KRASNODAR

Kwarty: 25:28, 26:22, 25:32, 23:32.

ZASTAL: Lundberg 14 (2), Ponitka 17 (1), Williams 0, Freimains 15 (1), Groselle 18 oraz Berzins 14 (3), Put 16 (2), Richard 5, Koszarek 0.

LOKO: Kalnietis 11 (1), Crawford 12 (3), Martiuk 2, Kuzminskas 19 (2), Williams 34 oraz Cummings 16 (2), Harvey 16 (5), Ilnicki 4, Motowiłow i Kalinow po 0.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.