Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Domowy mecz z Zenitem zielonogórskim koszykarzom wyszedł nawet nieco gorzej niż inaugurująca sezon potyczka w Petersburgu. Pytanie tylko, ile w tym ich zasługi, bo choć Zenit wrócił dopiero do gry po kwarantannie, to wyglądał na znacznie lepiej funkcjonującą drużynę niż w początkach sezonu. Jak by nie patrzeć, ułożenie zespołu składającego się z 12 zawodników grających na podobnym poziomie jest wyzwaniem i wymaga czasu. Bogactwo składu prowadzonego przez hiszpańskiego szkoleniowca Xaviego Pascuala wyraźnie było widać w hali CRS - ich ławka wrzuciła aż 44 punkty.

To, że rosyjski klub jest obecnie drużyną o klasę lepszą, koszykarze Zenitu udowadniali przez okrągłe 40 minut. Wygrali po kolei wszystkie kwarty, mieli przewagę umiejętności i fizyczności, co najlepiej pokazuje chyba ich kosmiczną skuteczność za dwa na poziomie 75 proc. Walkę na deskach wygrali 37:26 i aż 37 razy stawali na linii rzutów wolnych.

Agresywne założenia ekipy Żana Tabaka znaczyły tu zbyt mało, by zrobić istotną różnicę. Nie było jednak tak, że goście pobili zielonogórzan jakoś okropnie. W najgorszych momentach traciliśmy do nich około 20 oczek, przy czym nad takim stanem rzeczy musieli się nieco napracować. Po dość niepewnym początku ostatecznie bardzo dobry mecz rozegrał środkowy Geoffrey Groselle (23 pkt, 9/12 z gry, 8 zbiórek), który absolutnie nie ma się czego wstydzić po pojedynku z Arturasem Gudaitisem (20 pkt, 6/7 z gry, 8/8 z linii), litewskim graczem euroligowego formatu.

Na pewno bardzo bolały nas szybko przekraczane limity przewinień. Po kilku minutach powtarzały się w każdej kwarcie. Sędziowie gwizdali bardzo skrupulatnie, żeby nie powiedzieć aptekarsko, co uniemożliwiało Zastalowi podjęcie walki z wyższymi, silniejszymi rywalami. Kiedy w drugiej kwarcie przez moment wydawało się, że możemy podejść bliżej, trzema pięknymi trafieniami za trzy przystopował nas niesamowity strzelec Billy Baron. Technika rzutu, jakiej nie uświadczysz w PLK. Do przerwy wynik brzmiał 53:38 dla Zenitu.

Po zmianie stron nie nastąpiły wyraźne zmiany. Owszem, kiedy goście próbowali zwalniać tempo, obracało się to przeciw nim i podchodziliśmy na 11-12 oczek. Faworyci nie zamierzali jednak przysypiać. Wrzucali wtedy wyższy bieg i znów odpływali. Ostatecznie wywieźli z Zielonej Góry zwycięstwo 94:74 i pozostają niepokonaną ekipą w lidze VTB. Tym razem radzili sobie bez dwóch obrońców - K.C. Riversa i Austina Hollinsa. Lider reprezentacji Polski Mateusz Ponitka tradycyjnie zdobywał punkty tylko wtedy, kiedy było to potrzebne, zapisał ich łącznie 10.

Jeśli chodzi o Zastal, to odcięty od swojej zwyczajowej gry został Iffe Lundberg (10 pkt, 3/6 z gry), któremu przyjezdni poświęcali największą uwagę. O wolne pozycje trudno miał też strzelec Janis Berzins (12 pkt, 3/8 z gry), niewidoczny był Blake Reynolds (0 pkt, 0/3 z gry). Na piłce efektywnie grał Marcel Ponitka, ale zabrakło mu skuteczności (5 pkt, 2/8 z gry), do tego w końcówce opuścił parkiet z kontuzją, na szczęście raczej niezbyt poważną. Pewny i skuteczny był Kris Richard, autor 13 pkt i 4 asyst. Odpoczywał Rolands Freimanis.

Kolejne mecze Zastal gra w PLK z Polpharmą (11 listopada, wyjazd) i w lidze VTB przeciwko Uniksowi Kazań (14 listopada, hala CRS).

ZASTAL ENEA BC ZIELONA GÓRA  74:94  ZENIT ST PETERSBURG

Kwarty: 14:23 | 24:30 | 20:22 | 16:19

ZASTAL: Lundberg 10 (1), Ponitka 5 (1), Williams 7 (1), Reynolds 0, Groselle 23 oraz Berzins 12 (1), Richard 13 (2), Put 4, Koszarek 0.

ZENIT: Pangos 8 (1), Fridzon 2, Ponitka 10, Thomas 10, Gudatis 20 oraz Poythress 9, Byron 14 (4), Chwostow (1), Truszkin 3 (1), Wołkin 5 (1),  Zubkow 8, Zacharow 0.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.