Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Koszykarze zielonogórskiego klubu już na wstępie podyktowali warunki HydroTruckowi, otwierając mecz serią 12:2. Potrzebowali do tego niespełna trzech minut. Trener Żan Tabak mógł być zadowolony, że pomimo spotkania ze słabszym przeciwnikiem jego gracze grają swoją intensywną obronę i "cisną" od samego startu. Podobać mogła się także gra w ataku, z długimi wymianami podań i cierpliwymi poszukiwaniami podwojeń lub przewag na pozycjach. Zastalowcy bardzo łatwo wypracowywali też otwarte "klepki" na obwodzie, od samego startu wstrzelił się Cecil Williams, jakby potwierdzając obserwację Kosmy Zatorskiego, że zawodnik, który odpoczywa w jednym meczu, w kolejnym notuje bardzo dobry występ, nierzadko jeden z lepszych w sezonie. Amerykański skrzydłowy zdobył 7 z pierwszych 9 punktów Zastalu. Zanim przedwcześnie opuścił parkiet z pięcioma przewinieniami, w 22 minuty nazbierał łącznie 17 oczek na skuteczności 6/9 z gry.

Po pierwszej kwarcie Zastal prowadził przekonująco 32:17. W ekipie gości poczynał sobie świeżo sprowadzony do Radomia Jabarie Hinds, król strzelców EBL z sezonu 2018/19. Hinds szybko jednak wystygł i pod naciskiem obrony Zastalu w dalszej części spotkania zniknął niemal zupełnie. Przy czterech asystach popełnił aż pięć strat. Za zdobywanie punktów wzięli się inni, w tym rezerwowi Aleksander Lewandowski (15 pkt, 4/10 z gry) czy Danilo Ostojić (8 pkt, 3/6 z gry). 

Czasem rzutem pogroził nam Filip Zegzuła (11 pkt, 3/6 za trzy) i to właśnie po jego trójce HydroTruck zbliżył się do gospodarzy na 11 pkt w drugiej kwarcie. Był to jedyny moment, kiedy można było mówić o jakimś rozprężeniu w obozie trenera Tabaka. Uczciwie trzeba stwierdzić, że nabroił przede wszystkim Rolands Freimanis, który w krótkim odstępie czasu parę razy źle zachował się w obronie. "It was me" - lubi się przyznać czasem po skargach szkoleniowca na zespół. Oczywiście Łotysz powetował wszystko na atakowanej stronie parkietu, wrzucając w meczu 11 pkt (2/4 za trzy).

Do szatni Zastal zszedł z prowadzeniem 52:39. Goście przez moment poczuli, że z Zastalem można grać, i trudno było im odpłynąć. Ale na mniej niż 8 punktów się nie zbliżyli.

Po zmianie stron ochrzaniony pewnie nieco przez trenera zespół Zastalu znów wyszedł na parkiet gotów do ciężkiej orki w obronie. Świeże podejście przyniosło efekty, bo już parę minut później zielonogórscy koszykarze prowadzili 60:41. Na początku czwartej kwarty przewaga sięgnęła 30 oczek i utrzymała się do końca spotkania. Ostateczny wynik: 111:80 dla Zastalu.

Gospodarze nie szczędzili sobie wsadów, akcji 2 + 1 i efektownych podań. Jako zespół zanotowali 37 asyst, co jest rekordem sezonu. Najlepszy na parkiecie ponownie był Iffe Lundberg, autor 22 punktów (9/17 z gry), 5 zbiórek i 9 asyst. W końcówce na parkiet wybiegli Kacper Traczyk i Kacper Porada. 

ZASTAL ENEA BC ZIELONA GÓRA  111:80  HYDROTRUCK RADOM

Kwarty: 32:17 | 21:22 | 27:17 | 31:24.

ZASTAL: Lunberg 22 (4), Ponitka 9, Williams 17 (3), Berzins 14 (2), Groselle 17 oraz Koszarek 2, Richard 6 (2), Freimanis 11 (2), Put 8, Traczyk 3 (1), Porada 2.

HYDROTRUCK: Stumbris 10 (3), Zegzuła 11 (3), Hinds 11 (1), Piechowicz 4, Prahl 6 oraz Lewandowski 15 (3), Ostojić 8, Wall 7 (1), Neal 4, Zalewski 2, Tomaszewski 2.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.