Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trener gości Łukasz Majewski przed meczem powiedział, że zależy mu tylko na jednym: żeby jego gracze nie zwiesili głów i nie poddali spotkania w jego trakcie, po tym jak podobną sytuację zaobserwował w ostatnim meczu z Astorią Bydgoszcz. Pod tym względem z występu swojej drużyny może być zadowolony. Bo choć Zastal szybko podyktował przyjezdnym warunki, to dopiero w czwartej kwarcie odjechał przekroczył granicę 20 pkt przewagi. 

Wielką ochotę do grania miał Jakub Garbacz. Obrońca Stali szybciutko otworzył mecz trójką w 15. sekundzie, a potem przez całą pierwszą połowę ciągnął swoją drużynę, jeśli chodzi o zdobycze punktowe. Do przerwy nawrzucał 21 oczek, w tym 4/5 za trzy. W stylu podobnym trochę do Jakuba Karolaka z Legii, który w tym sezonie też dał się zastalowcom we znaki - obaj bardzo odważnie rzucali z obwodu, po czym mocniej przykryci szukali ścieżek do ścięcia pod kosz.

Można wyobrazić sobie, że bez tych wszystkich punktów Garbacza przyjezdni szybko zwiesiliby głowy. Rozgrywający zielonogórskiego zespołu Iffe Lundberg (23 pkt, 10 asyst) kapitalnie prowadził grę swojego zespołu, po akcjach pick'n'roll otwierało się mnóstwo pozycji na obwodzie, co gracze Żana Tabaka skrzętnie wykorzystywali. W połowie drugiej kwarty mieli już 8/12 zza łuku. A kiedy trener stalowców stawiał na "small ball", to Żan Tabak wpuszczał na parkiet Geoffrey'a Groselle'a i Rolandsa Freimanisa jednocześnie. Strefa w odpowiedzi tylko pogarsza sprawę. Było już nawet 35:20 dla Zastalu, ale dzięki wystrzałowi Garbacza goście nabrali rozpędu i do przerwy poprawili wynik do stanu 60:53. W drugiej kwarcie zdobyli aż 35 punktów.

Po zmianie stron Zastalowcy pokazują swoją firmową obronę i zatrzymują koszykarzy trenera Majewskiego na 12 punktach. Ofensywnie świetny fragment zalicza Marcel Ponitka (18 pkt, 3/8 za trzy), a dzięki notorycznym trafieniom z obwodu Lunberga, Freimanisa czy Janisa Berzinsa (19 pkt, 4/6 za trzy), nieco więcej przestrzeni zyskuje pod koszem Groselle.

Wszystko to sprawia, że gospodarze już chyba po minucie trzeciej kwarty odzyskali dwucyfrowe prowadzenie i więcej go nie oddali. W końcówce, gdy rywale zrezygnowali, przewaga wzrosła do ponad 20 punktów. A skończyło się kolejną "setką" Zastalu, bo wynikiem 105:85 dla Zielonej Góry. W drużynie Stali obok Garbacza (30 pkt, 8/13 z gry) mocny występ zaliczył skrzydłowy Chris Smith (24 pkt, 7/12 z gry), czego nie można powiedzieć o ciągnącym kolegów w dół obrońcy nazwiskiem Taurean Green (12 pkt, 2/10 z gry, 8 strat). 

W zielonogórskiej kadrze pauzowali Cecil Williams (limit obcokrajowców) i Łukasz Koszarek (zdrowie). Kolejny ligowy mecz dopiero 3 grudnia. W hali CRS zielonogórzanie podejmą Pszczółkę Start Lublin.

ZASTAL ENEA BC ZIELONA GÓRA  105:85  BM SLAM STAL OSTRÓW WLKP.

Kwarty: 31:18 | 31:35 | 21:12 | 24:20

ZASTAL: Lundberg 23 (4), Ponitka 18 (3), Berzins 19 (4), Reynolds 3 (1), Groselle 12 oraz Freimanis 15 (3), Richard 8 (2), Put 4, Traczyk 3 (1).

STAL: Green 12 (1), Garbacz 30 (5), Ryżek 5 (1), Mokros 2, Sobin 8 oraz Smith 24 (2), King 4. Dymała, Pawłucki i Nawrot po 0.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.