Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Początek spotkania w wykonaniu zastalowców był wyjątkowo niemrawy, choć trudno jest zasuwać jak przecinak, kiedy powolne, można powiedzieć świąteczne, tempo dyktują sami gospodarze. Trener zielonogórzan Żan Tabak nie chciał jednak, by jego gracze przystosowywali się niskich wymagań zaproponowanych przez rywala, więc co rusz poganiał swoich graczy, pokrzykiwał na nich i przypominał, że nie są na treningu. W małej hali w Stargardzie (domowy obiekt Kinga został tymczasowo przekształcony na szpital) i przy braku publiczności aktywność trenera słychać było doskonale.

King grał bez kapitana Pawła Kikowskiego i środkowego Adama Łapety. Absencja tego drugiego chyba wyszła szczecinianom na dobre, bo choć brakowało im centymetrów pod koszem, to jednak obronę drugiej linii mieli znacznie bardziej mobilną, wykazać mógł się Michael Fakuade (16 pkt, 5/10 z gry), który przynajmniej w pierwszej połowie wykonał świetną robotę, jeśli chodzi o odcinanie od piłki Geoffreya Groselle'a. Zastal liczył, że amerykański center będzie pod koszem podwajany, tymczasem miał wielkie problemy, by w ogóle dostarczyć mu piłkę. Po kilku minutach gry na remis odpłynął jednak wreszcie, dzięki akcjom wykańczanym zwykle przez Iffe Lundberga (24 pkt, 8/14 z gry) i mającego ostatnio lepszy okres Janisa Berzinsa (22 pkt, 4/5 za trzy). Tradycyjnie opłaciły się pressing na całym parkiecie i szybkie bieganie do ataku. Na koniec pierwszej kwarty Zastal prowadził już wyraźnie 32:22.

Im dalej w las, tym gospodarze mieli mniej do powiedzenia, bo Zastal dopiero się rozkręcał. Świetne zawody odegrał kapitan zielonogórskiej drużyny Łukasz Koszarek, który był wyjątkowo skuteczny (6/7 z gry) i zapisał na swoim koncie 16 pkt. Także pod jego batutą, gdy odpoczywał Lundberg, zastalowcy powiększali swoje prowadzenie. Do przerwy wynik brzmiał 58:43 dla Zielonej Góry.

Partyzancki, nastawiony na akcje indywidualne atak Kinga nie był w stanie zrobić zespołowi Żana Tabaka większej krzywdy. Pod koszem kilka razy odnalazł się Mateusz Bartosz, ale najważniejsi gracze szczecińskiego klubu, w tym Cleveland Melvin, byli mało aktywni na atakowanej połowie i zupełnie nie grozili rzutami dystansowymi. Gospodarze w całym meczu zaliczyli marne 4/15 zza łuku. Nikt dzisiaj już nie gra tak w koszykówkę i ta statystyka chyba najlepiej oddaje, jak proste zwycięstwo odnieśli aktualni mistrzowie Polski. Sami zza linii 6,75 m trafili 14 rzutów na 28 prób.

W tej kolejce w ekipie zastalowców odpoczywał Cecil Williams. Następny mecz klub z Zielonej Góry zagra w 1 stycznia, a więc w Nowy Rok, z Legią w Warszawie.

KING SZCZECIN 80:99 ZASTAL ENEA BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 22:32 | 21:26 | 16:21 | 21:20

KING: Brown 10, Zębski 0, Davis 7, Melvin 10, Fakuade 16 oraz Bartosz 12, Ware 9, Wilczek 8 (2), Czerlonko 5, Schenk 3 (1).

ZASTAL: Lundberg 24 (3), Ponitka 2, Richard 9 (1), Berzins 22 (4), Groselle 14 oraz Koszarek 16 (3), Freimanis 12 (3), Reynolds i Put - po 0.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.