Żołnierze z 34. Brygady Kawalerii Pancernej wzięli udział w zawodach Strong Europe Tank Challenge. - Udowodnili, że należy im się miejsce w gronie najlepszych - mówi starszy chorąży Rafał Mniedło
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Cztery załogi czołgów Leopard 2A5 zapoznały się ze scenariuszem ćwiczenia, ale tuż przed strzelaniem w jednym z nich zepsuł się system kierowania ogniem. – Polski pluton został postawiony przed faktem dokonanym: musi zrealizować strzelanie dedykowane dla czterech czołgów, dysponując tylko trzema – opowiada st. chor. Rafał Mniedło.

Załogi podzieliły się zadaniami brakującego wozu i wystartowały w konkurencji. Łącznie 12 żołnierzy realizowało kolejne zadania ogniowe i taktyczne. Warunki były trudne; unosiły się kłęby kurzu, które ograniczały widoczność. Żołnierze mieli m.in. zwalczać cele na znacznych odległościach.

– Po ponad godzinie Polacy udowodnili, że zadanie dla czterech można wykonać we trzech. Na 500 możliwych punktów otrzymali 403, zniszczyli wszystkie cele przeznaczone dla karabinów maszynowych i trafili 17 na 24 cele armatnie – mówi Rafał Mniedło.

– Taka sytuacja, w jakiej dzisiaj się znalazłem, zdarzała się tylko na wojnie, kiedy dowódca tracił sprzęt, a musiał wykonać zadanie – przyznaje porucznik Piotr Hanysz. – Nie było już czasu na jakąkolwiek próbę naprawy ani zmiany terminu strzelania. Albo wykonujemy je trzema czołgami, albo poddajemy się. Kiedy podejmowałem decyzję, wiedziałem, że mogę polegać na moich ludziach. I nie zawiedli mnie, za co im dziękuję.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem