Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zielonogórskiemu McDonaldowi przy al. Wojska Polskiego stuknęła „dwudziestka”. Chociaż jego otwarcie nie było tak huczne jak warszawskie (pięć lat wcześniej), kiedy wstęgę przecinał Jacek Kuroń, a do księgi pamiątkowej wpisała się Agnieszka Osiecka, wielu zielonogórzan z utęsknieniem wyczekiwało słynnej restauracji z Ameryki.

Zabrakło jedynie posłów

Dla zielonogórskich VIP-ów McDonald otwarto dzień wcześniej, w piątek wieczorem. Hamburgery skusiły ich do tego stopnia, że nie było gdzie szpilki wetknąć. Niektórzy przyszli z rodzinami. Parking pękał w szwach. Brakowało tylko parlamentarzystów. Podobno byli zaproszeni, ale obowiązki nie pozwoliły...

Gości witał osobiście Jerzy Wojtczak, licencjobiorca i właściciel całej restauracji z wyjątkiem budynku. W Polsce na tej zasadzie działało wówczas już 18 z wszystkich 73 restauracji. Potem był szampan, krótka przemowa i moment kulminacyjny – pierwsze hamburgery z Zielonej Góry na tacach młodych hostess. Miłe dziewczęta zwinnie uwijały się między gośćmi i szybko uzupełniały puste tace z amerykańskim fast foodem.

Hamburgery i frytki znikały m.in. w brzuchach dyrektora sanepidu Włodzimierza Janiszewskiego, dyrektorki ZUS-u Genowefy Ryszkiewicz, szefa zielonogórskiej Telekomunikacji Stanisława Chruściaka, komendanta straży pożarnej Waldemara Michałowskiego i urzędnika wojewody Andrzeja Toczewskiego. Silną ekipę smakoszy Big Maców wystawił też urząd miasta.

„Marzenia się spełniły”

– Czy smakują panu amerykańskie specjały? – pytaliśmy wiceprezydenta Mieczysława Łapanowskiego (prezydentem był wtedy Henryk Masternak).

– Jak do „Wyborczej”, to odpowiem wymijająco, że marzenia młodych zielonogórzan wreszcie się spełniły – odpowiadał.

Architekt miejska Julita Rogóż-Zdrzalik patrzyła na McDonald przez pryzmat architektury. – Wcale nie najgorszy. Ma zachowane proporcje, dobrze komponuje się też ze stacją benzynową – wyjaśniała fachowo.

McDonald dla wszystkich był dostępny o godz. 7 w sobotę. Kolejki dzieci ustawiały się już od ok. 6 rano. W chwili otwarcia drzwi zgromadziło się przeszło 300 osób. Przez weekend McDonalda szturmowali najmłodsi. – Hamburger jest po prostu super. Szkoda tylko, że restauracja nie stoi gdzieś w centrum – mówił 12-letni Grzesiek, wcinając Big Maca. Przyjechał na niego aż z osiedla Pomorskiego.

Najbardziej smakuje shake

McDonald elektryzował zielonogórzan jeszcze długo po otwarciu. 1 czerwca 2000 r. „Wyborcza” przygotowała specjalny, subiektywny miniporadnik z okazji Dnia Dziecka. Radziliśmy w nim, gdzie warto spędzić to święto. – Dzieci bardzo lubią różnego rodzaju restauracje robione specjalnie dla nich. Najlepszą restauracją dla dzieci w naszym mieście jest McDonald. W tym dniu na pewno znajdzie się tam wiele atrakcji. Polecam to miejsce szczególnie. Najbardziej smakuje tam shake. Ten deser podawany jest tylko w nielicznych lokalach – przekonywał jeden z dziennikarzy.

Niecały rok później, w kwietniu 2001 r., do naszej redakcji zadzwoniła zrozpaczona czytelniczka. – Chciałam zrobić mojej córeczce niespodziankę. Pomysł podpowiedziała mi telewizyjna reklama, z której dowiedziałam się, że w ogólnopolskiej sieci restauracji McDonald trwa nowa promocja. Kiedy poszłam z małą na obiad do McDonalda, okazało się, że po zapowiadanej promocji zostały tylko kolorowe plakaciki dołączane do każdej tacki, a dzieciom zamiast kolorowych piesków wydawano dinozaury. Przy stoliku okazało się, że frytki są zimne, dinozaury-prezenty nie chcą działać, a moje dziecko, płacząc co kilka sekund, ponawia rozpaczliwe pytanie: Mamusiu, dlaczego nie ma piesków? – opowiadała.

Sprawę skomentował Dominik Szulowski z warszawskiego działu Public Relations McDonald's Polska. – Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że program „Zakochany Kundel” jest bardzo atrakcyjny, jednak statystyki przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. W związku z tym doszło do chwilowego wyczerpania zapasu zabawek w zielonogórskiej restauracji McDonald. Wszystkie osoby, które z tego powodu nie mogły nabyć zabawek oferowanych w ramach programu „Zakochany Kundel", serdecznie przepraszamy. Zapewniamy, że dołożymy wszelkich starań, aby podobnego rodzaju sytuacja już nigdy więcej się nie powtórzyła.

McDonald’s za milion dolarów

Przez długi czas restauracja przy al. Wojska Polskiego była jedyną w Zielonej Górze. Następna otworzyła się dopiero po 11 latach w galerii Focus Mall, na terenie dawnej Polskiej Wełny. Mało kto jednak pamięta, że fast foodami z USA w byłych zakładach włókienniczych mogliśmy cieszyć się już dużo wcześniej.

– W przyszłym roku przy ul. Wrocławskiej McDonald otworzy restaurację z miniplacem zabaw. Budowa pochłonie 1 mln dolarów – pisała „Wyborcza” pod koniec grudnia 2001 r. – Restauracja powstanie na terenie dawnego sklepu Polskiej Wełny przy ul. Wrocławskiej, obok stacji benzynowej Statoil. Amerykańska spółka opracowała już plan zagospodarowania przestrzennego placu. Przewiduje on zburzenie istniejącego budynku i wybudowanie w jego miejscu całego kompleksu restauracyjno-zabawowego. Będzie więc tradycyjny domek amerykańskiej sieci, miniplac zabaw i ogródek – można było przeczytać w apetycznie brzmiącym artykule.

Zakończenie inwestycji wartej milion dolarów przewidziano na koniec 2001 r. – Teren jest bardzo atrakcyjny, jeśli jeszcze ktoś kupi i zagospodaruje pozostałe hale i budynki Polskiej Wełny, będzie to jedno z lepszych miejsc w Zielonej Górze na restaurację – mówił „Wyborczej” Mirosław Guz z McDonalda. Firma, oprócz 220-metrowego placu Polskiej Wełny, chciała też kupić przyległe, należące do miasta i stacji benzynowej, działki. Planowała utworzyć na nich parking dla klientów odwiedzających restaurację.

Z „Wełny” nici, ale...

Z wielkich planów nic nie wyszło, a zielonogórzanie musieli obejść się smakiem. Przynajmniej do 2008 r., kiedy na mapie miasta pojawił się drugi bar z frytkami, cheeseburgerami i zestawami Happy Meal.

Dziś restaurację przy ul. Wojska Polskiego zachwalają szefowie koncernu w Polsce. – To nasza perełka. Jeśli chodzi o obrót, czołówka kraju, top 30 – mówią. – Świetna lokalizacja, dużo wycieczek. Restauracja cały czas odnotowuje wzrosty. To właśnie tutaj często testujemy nowe rozwiązania, które dopiero później trafiają do innych naszych lokali w kraju i na świecie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.