Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nareszcie – powiedzą fani kina z Zielonej Góry. Dziś pierwszy dzień trzeciej edycji Festiwalu Filmu i Teatru „Kozzi, Cybulski, Wilhelmi”. Mieszkańcy mieli okazję spotkać się z gwiazdami w galerii Focus. Można było porozmawiać z Teresą Lipowską, Ewą Błaszczyk, Lechem Dyblikiem i Piotrem Machalicą.

Mistrz drugiego planu

Dyblika, jednego z ulubionych aktorów Wojeciecha Smarzowskiego, zwykło się nazywać mistrzem drugiego planu.

– W Wikipedii nawet ktoś takie zdanie napisał. Gdziekolwiek jestem przedstawiany, to jestem mistrzem drugiego planu. Kiedyś rzeczywiście mnie to trochę bolało. Po latach jednak jedno zrozumiałem: niezwykle trudno jest grać role drugoplanowe, a jeszcze trudniejsze jest granie ról epizodycznych. Po pierwsze, reżyser zajmuje się głównymi postaciami. Jak ma zagrać aktor drugoplanowy? Nikt tego nie wie. Dużą sztuką jest zagrać taką rolę tak, żeby to zostało zapamiętane, żeby było znaczące – mówił Lech Dyblik.

Jego współpraca ze Smarzowskim trwa już od lat. Filmy autora „Róży” ugruntowały pozycję Dyblika na scenie aktorskiej. – To nie są błahe filmy. Mówią o ważnych, poważnych, godnych sprawach, czasem bolesnych. Z Wojtkiem przyjaźnimy się i jeżeli mogę w czymś być mu potrzebny – to dobrze. Ale on nie jest do niczego zobowiązany – jeżeli Wojtek obsadza nowy film, to ja nie dzwonię i nie pytam go o zdrowie, żeby miał spokojną głowę i wybrał sobie takich aktorów, jakich chce. Nie chcę, żeby czuł się zobowiązany, że trzeba coś dać Dyblikowi. Na tym polega przyjaźń.

Dyblik interpretator

Lech Dyblik to nie tylko aktor. Znany jest z interpretowania rosyjskich pieśni. Skąd zamiłowanie do rosyjskości? – Kiedy postanowiłem śpiewać po rosyjsku, to mimo że miałem rosyjski w szkole – nie znałem go, bo byłem polskim patriotą i nie wypadało umieć rosyjskiego. Stwierdziłem, że ta kultura jest mi niezwykle bliska, a w tej chwili w Polsce zamiłowanie do języka rosyjskiego w Polsce jest ekstrawagancją – tłumaczył.

Niektórzy kojarzą Lecha Dyblika z seriali – choćby z roli Kazimierza Badury w serialu „Świat według Kiepskich”. – „Kiepscy” – niby błazenada, ale pan Badura od czasu do czasu mówi mądre rzeczy. To przewrotna postać – śmiał się Dyblik.

Błaszczyk i Oriana Fallaci

Z zielonogórzanami spotkała się także Ewa Błaszczyk. Mówiła o granicach, których w aktorstwie stara się nie przekraczać: – Szukam takich tekstów i emocji, żeby coś było o czymś – tzn. strasznie mnie peszy i chyba nie dałabym rady wyjść na scenę, żeby zaśpiewać np. „Mydełko Fa”.

Aktorka pracuje teraz nad monodramem na podstawie tekstów Oriany Fallaci, włoskiej dziennikarki i pisarki. – Szykuję teraz do tego i muszę powiedzieć, że zmagam się z tą postacią. I jej miłość, i droga osobista, czas i to, że została tak potraktowana... Kiedy wracała do Florencji umierać, żadne linie nie przyjęły jej na pokład. Siostrzeniec musiał wynająć prywatny lot, żeby wróciła umrzeć u siebie we Florencji – opowiadała Błaszczyk.

Festiwal Kozzi potrwa do niedzieli 16 lipca. Wydarzenia z nim związane odbywają się nie tylko w Zielonej Górze, ale i w Żarach, Szprotawie i Wiechlicach. Pełen program tutaj.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.