Po fantastycznym meczu Stelmet BC Zielona Góra pokonał we własnej hali Anwil Włocławek. Z 23 punktami na koncie zielonogórską drużynę do zwycięstwa poprowadził niezawodny Vlado Dragicević.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mocniejsza, bardziej zaangażowana obrona, szukanie łatwych pozycji rzutowych i grane aż do zmęczenia pick'n'rolle - zmiany, które do gry Stelmetu BC wprowadził nowy trener Andrej Urlep, przynoszą efekty. To głównie dzięki tym elementom koszykarskiego rzemiosła zielonogórzanie pokonali w środę we własnej hali Anwil Włocławek. Po raz kolejny naszych do zwycięstwa poprowadzili Vlado Dragicević (23 pkt, 10 zb) i Martynas Gecevicius (16 pkt, 5 as).

Niestety, największą bolączką zielonogórskiej ekipy pozostają pierwsze kwarty. Koszykarze Stelmetu znów wyszli na mecz jakby za mało skoncentrowani. Gościom z Włocławka pozwalali rzucać łatwe punkty, a sami popełniali niepotrzebne straty (aż osiem tylko do połowy drugiej kwarty). Co najmniej dwa razy nie poradziliśmy sobie z aktywną obroną Anwilu na całym parkiecie.

WŁADYSŁAW CZULAK

Do tego doszły problemy ze zbiórką na własnej desce. W tym elemencie wykiwać przeciwnikom dał się kilka razy Dragicević. Anwil dużo punktował z "pomalowanego", my prawie w ogóle - trzymaliśmy się dzięki rzutom za trzy. W ekipie gości świetnie grał dobrze znany zielonogórskim kibicom Szymon Szewczyk (10 szybkich pkt, zniknął w drugiej połowie).

Wydawało się, że pierwszą kwartę przegramy 19:24, ale wynik rzutem z dystansu równo z syreną podreperował James Florence.

Drugą odsłonę koszykarze Stelmetu też zaczęli jakoś niemrawo, ale ostatecznie rozegrali ją po profesorsku. Anwil prowadził już 36:29, gdy wreszcie zaczęli grać "swoje" - tak w ataku, jak i obronie. Nagle na boisku zrobiło się jakoś więcej miejsca, piłka lepiej krążyła, dzięki czemu Geceviciusowi łatwiej grało się pick'n'rolla z Dragicevicem. A jeśli nie on, to robił to Koszarek lub Florence, choć ten drugi minut dostawał mniej. Jeżeli po zasłonie piłki nie udało oddać się Czarnogórcowi bezpośrednio, działo się to za przez ustawionego pod koszem Jarosława Mokrosa. Te akcje mogły się podobać i - co najważniejsze - były skuteczne.

WŁADYSŁAW CZULAK

Płynna gra Stelmetu zaowocowała zrywem 22:5 i do szatni schodziliśmy prowadząc 53:45. Inna rzecz, że zawodzili liderzy klubu z Włocławka - zwłaszcza strzelec Ivan Almeida (4 pkt w pierwszej połowie, 1/6 z gry).

Obywatel Republiki Zielonego Przylądka nie mógł być zadowolony ze swojej gry. Frustrację rozładował rozpoczynając drugą połowę wsadem, przy którym był jeszcze faulowany. Później próbował jeszcze raz, ale znów był faulowany. Mecz w ogóle obfitował w grę na kontakcie. Czuć było, że to pojedynek na szczycie, a zawodnicy obu ekip mają sobie coś do udowodnienia. Chwała Stelmetowi, że w końcówkach kwart mądrze wymuszał kolejne przewinienia i dorzucał łatwe punkty z linii rzutów wolnych.

Anwil? W drugiej połowie grał zupełnie bez pomysłu. Kombinacyjna gra nie szła, więc goście próbowali indywidualnie. Długi przestój przełamał trójką dopiero Jaylin Airington. Za chwilę kolejną dołożył Kamil Łączyński i 11-punktowa przewaga gospodarzy zmalała do pięciu "oczek".

WŁADYSŁAW CZULAK

W tym meczu podopieczni Urlepa zawsze reagowali jednak w porę. Nie potrafili odskoczyć na więcej niż kilkanaście oczek, ale też nie pozwalali Anwilowi zbliżyć się zbyt blisko. Po trzeciej kwarcie wynik na tablicy brzmiał 76:66 dla Stelmetu BC.

W ostatniej części meczu było podobnie. Jeśli goście zagrozili jedną czy dwoma skutecznymi akcjami, Stelmet za chwilę odpowiadał. Dużą rolę odegrały rzuty z dystansu. W całym meczu klub z Zielonej Góry rzucił ich 13, a goście tylko jeden mniej.

Przez chwilę wydawało się, że gracze z Włocławka podejmą walkę, kiedy dwa razy za linii 6,75 trafił Łączyński. Ale Stelmet w tym spotkaniu grał bardzo mądrze. Zaraz znów wykorzystał skutecznych Dragicevića i Gecevicusa, czym wypracował 14-punktową przewagę. Nie oddał jej już do końca meczu.

WŁADYSŁAW CZULAK

Za świetną grę zielonogórscy kibice nagrodzili zawodników Stelmetu owacją na stojąco.

  • Debiutujący w zielonogórskim klubie Ido Mudrić zszedł z boiska z kontuzją - podkręcił kostkę. Na razie nie wiemy, na ile poważny jest uraz. Słoweniec zagrał niecałe 8 minut, zaliczył 5 punktów, 2 zbiórki, 2 straty i 2 przechwyty.
  • Anwil utrzymał fotel lidera ekstraklasy po tym, jak druga w tabeli MKS Dąbrowa Górnicza przegrała u siebie w rozgrywanym o godzinę później meczu ze Stalą Ostrów.

STELMET BC ZIELONA GÓRA - ANWIL WŁOCŁAWEK 94:83

KWARTY: 22:24, 31:21, 20:18, 21:20

STELMET BC: Dragicević 23, Gecevicius 16 (3), Mokros 10 (1), Zamojski 10 (2), Koszarek 3 (1) oraz Florence 13 (4), Kelati 10 (2), Murić 5, Matczak 2, Hrycaniuk 2. Nie grał Der.

ANWIL: Almeida 14 (2), Łączyński 8 (2), Szewczyk 10 (1), Leończyk 12, Zyskowski 4 oraz Airington 10 (2), Nowakowski 14 (3), Sobin 6, Delas 5 (1). Nie grali Komenda i Ciesielski,

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem