Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Pies był zamknięty w komórce, wył i błagał o pomoc. Musieliśmy wyważyć drzwi. Wtedy naszym oczom ukazał się pies, a raczej to, co z niego zostało – opowiadają „Wyborczej” inspektorzy  Biura Ochrony Zwierząt.

W interwencji pomagali strażnicy miejscy. Pies natychmiast został przewieziony do lecznicy. Okazało się, że waży 23 kg, a powinien około 40 kg.

– Jego widokiem przerażeni byli nawet weterynarze, którzy niejedno przecież widzieli – mówi Iza Kwiatkowska, szefowa BOZ w Zielonej Górze.

W trakcie badania okazała się, że amstaff reaguje okropnym bólem na każde dotknięcie brzucha. Rentgenowskie zdjęcie wykazało, że pies ma zaczopowane jelita. – Zalega w nich bardzo duża ilość zbitego kału, którego pies nie jest w stanie sam wydalić. Być może z głodu jadł piasek albo karmiono go samymi kośćmi. Zdążyliśmy w ostatniej chwili – opowiadają miłośnicy zwierząt.

Amstaff miał kilkukrotnie wykonaną lewatywę. – Jeśli nic się nie ruszy, konieczna będzie operacja. Pies jest pozbawiony tkanki mięśniowej i tłuszczowej – wyjaśnia Kwiatkowska.

Inspektorzy BOZ zgłoszą właściciela psa do prokuratury. Teraz najistotniejsze jest znalezienie dla czworonoga domu tymczasowego. Pies potrzebuje bowiem przebywać w ciepłym pomieszczeniu. – Amstaff jest bardzo przyjazny i łagodny – zapewnia Kwiatkowska.

Zielonogórski BOZ przy okazji prosi o finansowe wsparcie. – Nasza sytuacja nie uległa zmianie, cały czas jest katastrofalna. Obecnie mamy 11 tys. zł długów. Pomóżcie nam, my nie potrafimy odmówić pomocy zwierzakom – apelują.

W trakcie badania okazała się, że amstaff reaguje okropnym bólem na każde dotknięcie brzucha. Rentgenowskie zdjęcie wykazało, że pies ma zaczopowane jelita. - Zalega w nich bardzo duża ilość zbitego kału, którego pies nie jest w stanie sam wydalić. Być może z głodu jadł piasek albo karmiono go samymi kośćmi. Zdążyliśmy w ostatniej chwili - opowiadają animalsiW trakcie badania okazała się, że amstaff reaguje okropnym bólem na każde dotknięcie brzucha. Rentgenowskie zdjęcie wykazało, że pies ma zaczopowane jelita. - Zalega w nich bardzo duża ilość zbitego kału, którego pies nie jest w stanie sam wydalić. Być może z głodu jadł piasek albo karmiono go samymi kośćmi. Zdążyliśmy w ostatniej chwili - opowiadają animalsi BOZ

Problem polega na tym, że kiedy BOZ odbiera dręczone zwierzęta, niemal za każdym razem musi sądzić się z daną gminą o pokrycie kosztów utrzymania zwierząt. Samorządy zwykle wypłacają pieniądze dopiero wtedy, gdy zakończy się proces karny właściciela. A koszty są ogromne, zwłaszcza że czworonogi wymagają wielu operacji i zabiegów. Taką dużą sprawą, która ostatnio zadłużyła BOZ na kilkanaście tysięcy złotych, była odkryta w Świdnicy pod Zieloną Górą pseudohodowla owczarków ---> PILNE! Gmina nie płaci, owczarki zabrane z piekła potrzebują pomocy [WIDEO, ZDJĘCIA]

BOZ można wesprzeć, przelewając pieniądze na podany niżej numer konta:

57 1140 2004 0000 3102 7675 1055
BIURO OCHRONY ZWIERZĄT
ul. Łukasiewicza 11A/2
65-012 ZIELONA GÓRA

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.