Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę rano Zielonogórskie Towarzystwo Upiększania Miasta powiadomiło RDOŚ, policję i urząd miasta, bo łamana jest ustawa o ochronie przyrody. Niszczone są gatunki chronione znajdujące się na drzewach rosnących przy drodze z Zielonej Góry do Zatonia, zniszczono już te na drodze do Ochli. ZTUM poprosił fachowca o ocenę przyrodniczą terenu.

Dr Stanisław Rosadziński specjalista geobotanik i briolog, we wtorek wykonał wizję lokalną w pasie projektowanych ścieżek rowerowych na odcinkach do Ochli i Zatonia. – W wyniku wstępnej inwentaryzacji w wybranych punktach realizowanej inwestycji stwierdzono zniszczenie stanowisk 11 gatunków mchów i porostów objętych ochroną (niektóre wymierające i narażone wyginięciem – czytamy w sporządzonej opinii. Niektóre z nich (Ulota crispa, U. bruchii) są opisywane w literaturze naukowej jako relikty lasów pierwotnych, co dodatkowo podnosi walory przyrodnicze inwentaryzowanych terenów. Ocenił także wartość ściętych drzew.

– Przynajmniej dwa okazałe dęby przydrożne, ścięte w okolicy Ochli, spełniały te kryteria. Niestety, ich już nie ma – przyznaje Liddane.

PILNE! Przyrodnicy: Wstrzymać wycinkę drzew, niszczycie chronione gatunki

Kaliszuk: na wszystko mamy zgody

Miasto odpiera zarzuty ZTUM. Krzysztof Kaliszuk, wiceprezydent Zielonej Góry uważa, że miasto nie złamało prawa: – Ścieżki rowerowe zostały zaprojektowane zgodnie z zapisami miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego oraz wytycznymi właściciela – Lasów Państwowych, a projektanci uzyskali niezbędne uzgodnienia i decyzje, w tym Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska – zapewnia.

Tyle że innego zdania jest RDOŚ. Zgody na zniszczenie cennych gatunków nie wydał. – Inwestor lub właściciel terenu przed przystąpieniem do prac związanych z usuwaniem drzew i krzewów – niezależnie od terminu ich wykonywania – powinien ustalić, czy znajdują się na nich gatunki objęte ochroną – mówi Joanna Markow, rzecznik prasowy RDOŚ w Gorzowie.

I podaje, że bezzwłocznie napisano do inwestora, informując o konsekwencjach prawnych naruszenia przepisów o ochronie gatunkowej. – Co powinno w naszej opinii skutkować również wstrzymaniem prowadzonej wycinki drzew i krzewów przez inwestora – tłumaczy Markow. Wskazuje, że miasto nie miało kluczowego dokumentu, czyli zgody dyrekcji na odstępstwo od zakazów niszczenia chronionych gatunków.

Ścieżka to nie autostrada

Taki dokument trudno uzyskać przy budowie zwykłej ścieżki rowerowej. Zezwolenia na odstępstwa od zakazów niszczenia dziko występujących chronionych gatunków roślin i grzybów mogą być wydane przez organ w sytuacji, gdy występują trzy okoliczności: – Brak rozwiązań alternatywnych, wydaje się, że w tym przypadku istniał wariant alternatywny poprowadzenia ścieżki, jeżeli działania nie są szkodliwe dla zachowania we właściwym stanie ochrony tych gatunków. Regionalne zasoby stwierdzonych epifitów nie są rozpoznane, więc należy założyć szkodliwość działań na ich populacje – tłumaczy Rosadziński.

Trzeci powód to nadrzędny interes społeczny np. budowa autostrady. – Gdyby procedura w tej sprawie toczyła się na drodze raportu oceny oddziaływania inwestycji na środowisko, przyrodnicy i wykonawca mieliby szansę na wypracowanie kompromisów, dzięki czemu byłaby szansa na minimalizację negatywnych oddziaływań i uniknięcia kolizji środowiskowych – kończy Rosadziński.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.