Apeluję do twórców stowarzyszenia o nazwie "Ruch Miejski Zielona Góra" o zaprzestanie sprawiania wrażenia, jakoby ta inicjatywa była reprezentacją wszystkich pasjonatów i aktywistów z terenu miasta, całej Zielonej Góry. Liderzy Ruchu ograniczają się wyłącznie do własnego grona - pisze zielonogórski społecznik Mieczysław Bonisławski.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieczysław J. Bonisławski stoi na czele Klubu Miłośników Kolei Szprotawskiej i walczy o przywrócenie w mieście pamięci o niej. Razem z innymi pasjonatami kolejnictwa kilka razy zwyciężył w zielonogórskim budżecie obywatelskim. Dzięki temu na skrzyżowaniu ul. Morwowej i 1 Maja powstał tzw. skansen Kolei Szprotawskiej, który obecnie się rozbudowuje.

Społecznik w liście do redakcji odnosi się do powołania stowarzyszenia Ruch Miejski Zielona Góra. Dostrzega plusy i minusy organizacji, apeluje też do niej m.in. o zmianę nazwy. Poniżej prezentujemy w całości list Bonisławskiego. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ekoterroryści, mchy i porosty, malkontenci? Kim są liderzy Ruchu Miejskiego? [SYLWETKI]

List do redakcji

Chciałbym podzielić się radością i smutkiem.

Ludzi, którzy mają pasje niekoniecznie związane z czubkiem własnego nosa, media lubią katalogować i nazywać społecznikami. Lubią też stwarzać atmosferę frontową. Według mediów społecznicy muszą z kimś o coś walczyć.

Jako mieszkaniec Zielonej Góry mam swoją pasję i wraz z mieszkańcami z podobną pasją staramy się ją realizować, a przy okazji powstaje z tego coś przydatnego dla ogółu mieszkańców, dla Miasta. Nie chcemy walczyć, chcemy mieć przyjemność z tego, co robimy, dzielić się tą pasją z innymi. Odczuwamy satysfakcję, gdy inni dostrzegają nasze działania i mogą z nich skorzystać. Satysfakcjonujące jest, gdy zainteresują się nami media czy lokalne władze, gdy możemy z nimi współpracować. Nie chcemy zmieniać ani tworzyć prawa. Chcemy korzystać z praw nam przysługujących. Cenimy tych, którzy o te prawa dla nas dbają, gdyż czują takie powołanie.

Czy społecznik musi tworzyć prawo?

Z radością przyjąłem w swoim czasie wiadomość o powstaniu Rady Działalności Pożytku Publicznego. Smutkiem napełniło mnie to, że Rada oczekuje wsparcia z mojej strony, jako społecznika (którym się nie czuję), w obszarze stanowienia prawa. A ja chcę być tylko beneficjentem dbałości Rady o to, abym jako mieszkaniec mógł rozwijać swoje społecznoużyteczne pasje. Nie pociąga mnie stanowienie prawa lokalnego, potrafię natomiast znaleźć gdzieś w Europie wagon wyprodukowany w zielonogórskiej fabryce Beuchelta, sprowadzić go, odrestaurować i postawić w publicznej przestrzeni. Mam kolegę, który potrafi odnaleźć najstarsze w Polsce urządzenie kolejowe (1875 r.), odnowić je i ustawić w Zielonej Górze. Nie mówimy w imieniu wszystkich zielonogórzan, ale realizujemy to, co nam sprawia przyjemność, przy okazji robiąc coś pożytecznego dla Miasta i jego mieszkańców.

Z bólem dowiaduję się o kolejnych wycinkach drzew w moim mieście. Inaczej niż władze rozumiem pojęcie rewitalizacji. Martwi mnie śmierć każdej sarny lub kaczki wokół Wagmostawu. Dlatego z wypiekami na twarzy śledzę starania w tych obszarach osób młodszych ode mnie, z większą energią, lepszymi pomysłami. Choć jako zielonogórzanin mam też swoje przemyślenia co do metod tych aktywistów, zaangażowania w politykę, stosunku do imperatywu współpracy z władzami. Wynikające z innego wieku, doświadczeń, charakteru, osobowości.

Nieudane próby kontaktu

Niemniej z radością przyjmowałem w swoim czasie informacje o powstawaniu w Zielonej Górze inicjatyw katalogowanych jako ruchy miejskie. Z czasem ta radość przygasała. Oczekiwałem od czegoś, co mieni się ruchem miejskim logistycznego i mentalnego wsparcia. Tymczasem – takie przynajmniej odniosłem wrażenie – owe ruchy miejskie, odczuwały zupełnie inne posłannictwo. Po kilku nieudanych próbach nawiązania kontaktu, odebrałem je nie jako inicjatywy służące wszystkim pasjom realizowanym przez wszystkich zielonogórzan, ale jako narzędzie do realizacji wąskiego spektrum idei, wyznawanych przez wąskie grono twórców tych ruchów.

Z zainteresowaniem obserwowałem zatem te działania, czasem mocno się im dziwiąc, ale to jeszcze nie zmąciło mojej radości z faktu, że w moim mieście jest tylu nieobojętnych ludzi. Ostatecznie aktywiści ruchu miejskiego mogą mieć takie samo poczucie jakie mam i ja: chcą po prostu robić swoje, a nie służyć innym pasjonatom. Mają pełne prawo do wyboru towarzystwa, w jakim to czynią, a ważne jest to, że czynią przy tym sporo dla dobra publicznego.

Moja radość jednak zmieniła się w smutek, a smutek w obawę, gdy ci, jakże podobni do mnie w zakresie sposobu odczuwania własnej aktywności ludzie, zgodzili się z przypisaną im przez media rolą reprezentowania czegoś (kogoś) więcej niż oni sami – całej lokalnej społeczności Zielonej Góry.

Do czego ma prawo Ruch Miejski?

Chciałbym w tym miejscu zaapelować do lokalnych mediów i twórców stowarzyszenia o nazwie „Ruch Miejski Zielona Góra” o zaprzestanie sprawiania wrażenia, jakoby ta inicjatywa była reprezentacją wszystkich pasjonatów, aktywistów z terenu Miasta, całej Zielonej Góry. Gdyż taką nie jest. Liderzy Ruchu ograniczają się wyłącznie do własnego grona i mają do tego pełne prawo. Rozumiem też, że realizują pewne ograniczone do własnych zainteresowań spektrum tematów społecznie użytecznych, nie interesując się innymi zagadnieniami. Sam będę bronił takiej formuły aktywności, bo nie uważam, aby każdy aktywista miał obowiązek być Winkelriedem osiedli i aby za miliony cierpiał katusze. Będę odczuwał radość, gdy uda się poprowadzić ścieżki rowerowe bez wycinania drzew, zbudować parkingi bez zabierania ludziom ostatnich skrawków trawnika a rewitalizacja dotknie faktycznie zdegradowanych obszarów miasta, w tym i terenu po dawnej infrastrukturze przemysłowo-komunikacyjnej wzdłuż kolei szprotawskiej. Stowarzyszenie „Ruch Miejski Zielona Góra” nie jest jednak moim reprezentantem, a używając takiej nazwy, sprawia wrażenie, jakoby nic innego, poza nim mieszkańcy nie robili.

Czy odnajdywanie wytworów zielonogórskiego przemysłu z XIX i I poł. XX w., odnawianie ich i ustawianie w przestrzeni miejskiej czy zbieranie i upublicznianie w szkołach, literaturze, na wystawach wspomnień zawodowych z lat powojennych pracowników zielonogórskich fabryk, czy praca nad połączeniem wspomnień seniorów z zainteresowaniami młodzieży to jest domena ruchów miejskich? Moim zdaniem również jest.

Ani negatywnie, ani pozytywnie

A czy wszyscy aktywiści miejscy (ruchów miejskich) w Zielonej Górze muszą kojarzyć się z otwartą walką ze stylem sprawowania władzy przez aktualnego prezydenta, z donoszeniem na miasto do marszałka województwa, z blokowaniem działania zamiast próbą współdziałania? Nie muszą.

I dlatego – chociaż nie oceniam ani negatywnie, ani pozytywnie sposobu działania, z jakim kojarzy mi się Ruch Miejski Zielona Góra, chociaż w wielu sprawach uważam, iż działa on w moim imieniu, zgodnie z tym, co i ja czuję – apeluję o wstrzemięźliwość w tym cierpieniu za 140 tysięcy. Jedną z wartości, które legły u podstaw aktywności 10 liderów były konsultacje społeczne. Ale aby konsultować, trzeba mieć z kim to robić. Jeżeli sprawimy wrażenie, że w Zielonej Górze jest jeden jedyny Ruch Miejski Zielona Góra, że ktoś ma monopol na aktywność miejską, zabijemy inicjatywy oddolne, aktywność uliczną, osiedlową. I za chwilę nie będzie z kim konsultować, bo wszyscy gotowi do konsultacji... będą mieć jedno i to samo, jedynie słuszne, zdanie...

Ze smutkiem zatem poproszę o to, abyście drodzy Państwo zmienili jednak nazwę stowarzyszenia na taką, która nie będzie odbierać kreatywnej energii tym, którzy będą tworzyć kolejne ruchy miejskie w naszym mieście, którzy być może będą je tworzyć w opozycji i do Waszych osiągnięć...

Cóż, taka jest kolej rzeczy...

Co sądzicie o liście Mieczysława Bonisławskiego? Zgadzacie się z nim czy może wprost przeciwnie? Na Wasze komentarze czekamy pod tekstem, przesyłajcie je też na adres mailowy listy@zielona.agora.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Przecież nikt nie broni p. Bonisławskiemu powołania np. stowarzyszenia o nazwie "Ruch Kolejowy Szprotawa".
    już oceniałe(a)ś
    8
    1
    Cóż, dość dziwny głos. Przecież każdy może dołączyć do ruchu miejskiego. Jest ruch, jest stowarzyszenie, pan Mieczysław, jak każdy inny mieszkaniec może w nim działać! Znalazłem stronę w internecie z zakładką kontakt - jestem już w Ruchu.
    Można wejść do grupy.
    Proszę tam zajrzeć, na pewno znjadzie Pan wątki dla siebie:)
    @kafka
    No właśnie o tym pisze kolega Bonisławski. Ma swoją organizację i nie zamierza do Ruchu Miejskiego dołączać. Ale jego stowarzyszenie miłośników kolei ani w działaniu, ani w nazwie nie uzurpuje sobie prawa do reprezentowania innych stowarzyszeń: wielbicieli gitary, jazzu, deptaka czy starych kamieni. A Ruch Miejski próbuje udawać, że reprezentuje całe aktywne społeczeństwo w mieście. Otóż nie. I o tym jest list kolegi Bonisławskiego, społecznika aktywnego w mieście od czasów gdy obecni liderzy Ruchu Miejskiego chodzili do szkół.
    już oceniałe(a)ś
    1
    5
    Idąc tym tokiem rozumowania niech partie polityczne zmienią swe nazwy, np. Platforma Obywatelska, gdyż nie reprezentuje wszystkich obywateli, SLD bo nie reprezentuje wszystkich środowisk lewicy itd. Przecież ten zarzut to jakiś totalny absurd. "Ruch Miejski" - bo opiera swe wartości na tezach miejskich, przyjętych przez Kongres Ruchów Miejskich. "Ruch Miejski Zielona Góra" - bo działa na terenie Zielonej Góry. Dla mnie to logiczne.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    Żadnej zmiany nazwy, przeszła rejestracja i tyle. Wynika z tego, że nazwa jest dobra bo wywiera kontrowersje.
    @bcdzg
    Cóż za oryginalny pogląd, że to, co kontrowersyjne, jest dobre. Może jakoś rozwiniesz tę złotą myśl?
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    @talezzmiletu
    Kibicuję ruchowi. Dzięki takim artykułom ruch zyskuje na popularności i dostaje darmową reklamę. Im więcej zainteresowania konkurencji tym lepiej. Na tym to polega, że robią co uważają i na nikogo nie muszą się oglądać. Jedyny taki ruch w mieście co potrafił połączyć różne środowiska w ważnych sprawach dla tego miasta. Pozdrawiam.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Parafrazując: apeluję do twórców Klubu Miłośników Kolei Szprotawskiej o zaprzestanie sprawiania wrażenia, jakoby ta inicjatywa była reprezentacją wszystkich pasjonatów i aktywistów kolei z terenu miasta, całej Zielonej Góry. Liderzy Ruchu ograniczają się wyłącznie do własnego grona ...
    już oceniałe(a)ś
    0
    0