Mało brakowało, a Stelmet BC Zielona Góra oddałby Anwilowi Włocławek wygrany mecz - przez głupie błędy pozwoliliśmy gościom doprowadzić do dogrywki. Na dwie minuty przed jej końcem było bardzo, bardzo źle. Uratował nas James Florence, autor 34 punktów.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obie ekipy weszły w mecz mocno skoncentrowane. Mniej więcej do połowy pierwszej kwarty trwała wymiana kosz za kosz. Dopiero wtedy goście z Włocławka odskoczyli na 2-3 posiadania, głównie za sprawą seryjnie trafiającego Michała Nowakowskiego. Mimo to od początku podobać mogła się intensywność gry Stelmetu. Nakręcani gęsto wypełnionymi trybunami gracze Urlepa zredukowali zaraz straty i na koniec pierwszych 10 minut przegrywali tylko 21:24.

Drugą ćwiartkę 7-punktową serią otworzył Anwil. Szkoleniowiec Stelmetu był wściekły - nie zastawialiśmy zbiórki i głupio traciliśmy piłki. Lepszy moment dla zielonogórzan przyszedł dopiero w połowie kwarty. Anwil spudłował parę rzutów, u nas za to na zmianę trafiali Vladimir Dragicević i Boris Savović. Dwa oczka z linii po niesportowym faulu Quintona Hosleya (był ostatnim obrońcą) dołożył Łukasz Koszarek, zaraz kolejne dwa wlepił "Drago" i choć wciąż przegrywaliśmy, to minimalnie, jednym punktem - 33:34.

Trzeci mecz półfinału Energa Basket Ligi. Stelmet BC Zielona Góra we własnej hali zwycięża po dogrywce Anwil Włocławek
Trzeci mecz półfinału Energa Basket Ligi. Stelmet BC Zielona Góra we własnej hali zwycięża po dogrywce Anwil Włocławek  Piotr Bakselerowicz

Anwil wziął czas, ale na niewiele się to zdało. Goście nawet jeśli mieli otwarte pozycje, to i tak nie trafiali. U nas mocne minuty zaliczył za to James Florence (13 pkt do przerwy), cała drużyna grała mądry basket po obu stronach parkietu i do szatni schodziliśmy, już prowadząc 45:41.

Druga połowa to pokaz koszykówki na najwyższym poziomie. Zwłaszcza w czwartej kwarcie zawodnicy obu drużyn prześcigali się w efektownych, a do tego skutecznych akcjach. Wsadami kończyli Hrycaniuk i Savović, pod kosz widowiskowo wkręcał się Florence. Anwil z kolei dał więcej grać Ivanowi Almeidzie. To działało - Almeida potrafił w pięciu akcjach z rzędu poprowadzić zakończony punktami atak gości.

Na szczęście dla zielonogórzan ci w drugiej połowie zaczęli seryjnie trafiać za trzy. Z dwóch celnych rzutów z dystansu w pierwszej odsłonie do końca meczu "zrobiło się" 12, w czym tradycyjnie przodowali Florence i Gecevicius. Na cztery minuty do końca prowadziliśmy 9 oczkami, a co najważniejsze - czuć było, że Stelmet wszedł w mistrzowski rytm. Wszystko wychodziło, zawodnicy i kibice nakręcali się nawzajem.

Edo Murić w walce o piłkę z Ivanem Almeidą
Edo Murić w walce o piłkę z Ivanem Almeidą  Piotr Bakselerowicz

Ostatnią minutę spotkania kibice w hali CRS oglądali na stojąco. Co tu się działo! Przewaga graczy Urlepa stopniała do czterech punktów, a mogłaby jeszcze, gdyby dwóch osobistych nie spudłował Airington. Stelmet w odpowiedzi zagrał wydłużoną do oporu akcję, którą w zamieszaniu pod koszem wykończył Dragicević. Zaraz stratę z linii zredukował Almeida.

Ale co z tego! Koszar z Zamojem rozpracowali pressing gości i dostarczyli łatwą piłkę pod kosz do Dragicevicia. Znów więc mamy 6 oczek przewagi. Na zegarze 14 sekund, podanie do Airingtona, odpala za trzy... i trafia z faulem Hrycaniuka! Dokłada jeden punkt z linii, jest tylko 90:88 dla Stelmetu.

Sekundy do końca meczu, wystarczy dać się sfaulować, a wtedy... Stelmet traci piłkę na własnej połowie! Anwil nie może już wziąć czasu, ale przytomnie pod kosz wchodzi Łączyński. Niestety, trafia i mamy dogrywkę. CRS ucicha.

Trzeci mecz półfinału Energa Basket Ligi. Stelmet BC Zielona Góra we własnej hali zwycięża po dogrywce Anwil Włocławek
Trzeci mecz półfinału Energa Basket Ligi. Stelmet BC Zielona Góra we własnej hali zwycięża po dogrywce Anwil Włocławek  Piotr Bakselerowicz

Dogrywka? Streśćmy ją następująco: James Florence. Robiło się naprawdę nieciekawie, kiedy po trzech minutach doliczonego czasu gry przegrywaliśmy 90:96. Wydawało się wtedy, że naszym katem będzie trafiający raz po raz Almeida. Grupka kibiców Anwilu przebijała się nawet z okrzykiem "MVP!" w kierunku lidera swojej drużyny. Wtedy właśnie pojawił się bohater. Florence w pojedynkę i w niesamowitym stylu zdobył 9 punktów (dwie trudne trójki i akcja 2+1), czym wyprowadził Zieloną Górę na 1-punktowe prowadzenie. Tego już nie oddaliśmy. Anwil podchodził, dwukrotnie faulował kapitana Koszarka, ale ten trafił wszystkie cztery próby.

Hosley z dystansu na remis... Nie trafia! Koniec! W serii do trzech zwycięstw prowadzimy 2:1. Kolejny mecz w hali CRS już w ten piątek.

STELMET ENEA BC ZIELONA GÓRA - ANWIL WŁOCŁAWEK 107-104

KWARTY: 21:24, 24:17, 23:22, 22:27 oraz dogrywka 17:14

STELMET: Dragicević 17, Savović 19 (1), Koszarek 6, Zamojski 10 (2), Florence 34 (7) oraz Matczak 4, Gecevicius 12 (2), Hrycaniuk 4, Murić 1. Nie grali Hernandez, Der i Grudziński.

ANWIL: Airington 14 (1), Almeida 23, Łączyński 9 (1), Nowakowski 13 (3), Sobin 18 oraz Leończyk 3, Zyskowski 5, Hosley 16 (1), Wojciechowski 3 (1), Ihring i Delas po 0, nie grał Szewczyk.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem