Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ciało Adama Baranowskiego, jednego z najbogatszych zielonogórskich przedsiębiorców, znaleziono w jego willi na początku czerwca 2013 r. Mężczyzna ze zmasakrowaną twarzą leżał w kałuży krwi. Obok leżała zakrwawiona poduszka. Biegli nie wykluczają, że oskarżony Piotr S. mógł nią podduszać ofiarę. Obrona: – Tylko wycierał szefowi usta. Bo w afekcie uderzył go w twarz. Szef miał być dla niego niedobry. Krzywił się na ciasto.

Prokurator: – Prymitywna linia obrony.

Proces przed Sądem Okręgowym w Zielonej Górze dobiega końca. Za nami mowy końcowe.

Na sali znakomici prawnicy. Sędziowie Diana Książek i Dariusz Pawlak często orzekają w trudnych sprawach o zabójstwa. Prokurator Jarosław Kijowski, który w czasie trwania procesu został prokuratorem okręgowym, znany jest ze śledztw z tzw. archiwum.

Rodzinę ofiary reprezentują dziekani rad adwokackich – Krzysztof Szymański z zielonogórskiej i Mikołaj Pietrzak z warszawskiej. Ochroniarza broni Witold Majchrzak. Mało kiedy przegrywa.

PrawoPrawo Rys. Hanna Pyrzyńska

Prokurator: siedem lat

Żaden z ciosów nie przyczynił się bezpośrednio do śmierci. Baranowski zmarł na serce. Zatrzymało się w silnym stresie, który mogło wywołać bicie. Z karnego punktu widzenia ciężko oskarżyć taką osobę o zabójstwo.

– Kwalifikacja karna to jedno, ale sprawiedliwy surowy wyrok to drugie. Mamy tu także moralny aspekt. Mówimy o ochroniarzu, o osobie, która miała się troszczyć, a zabiła – uważa mecenas Pietrzak.

Prokurator Kijowski oskarżył ochroniarza o „nieumyślne spowodowanie śmierci podczas usiłowania wymuszenia rozbójniczego”. Domaga się siedmiu lat więzienia. – Kopał, bił, chciał wyłudzić miliony. Wszystko zaplanował. Sprawdzał, jaka kwota darowizny jest wolna od podatku. Chciał się materialnie zabezpieczyć, bo wiedział, że pracę straci – wyliczał Kijowski. Twierdzi, że za tym przemawia chronologia.

Był 4 czerwca 2013 r. Piotr S. zjawił się u Adama Baranowskiego po godz. 21. Miał opiekować się nim całą noc. Czekał, aż wyjdzie pielęgniarka. O godz. 21.46 dzwonił do dyrektora stacji paliwowych, by zrobił przelew na wskazany rachunek. Chodziło o 3 mln zł. Być może już bity, biznesmen miał szepnąć do słuchawki słowo „tak”. Choć zazwyczaj niewiele mówił. Piotr S. robił to w jego imieniu. Dyrektor odpowiedział, że przelew może zrobić rano. Nocą i tak banki nie dokonują transakcji.

– Rano u Baranowskiego pojawiał się sztab ludzi – pielęgniarzy, pracowników. Mistyfikacja wyszłaby na jaw. S. zostałby bez pieniędzy i z policją na karku – mówi Szymański.

PrawoPrawo Rys. Hanna Pyrzyńska

Darowizna i haracz

S. miał gotową umowę darowizny. Brakowało tylko podpisu Baranowskiego. Gdy biznesmen tego nie zrobił, zdaniem prokuratora, ochroniarz wpadł w furię.

O godz. 21.55 zrzucił szefa z wózka, tłukł po głowie i kopał. Świadkowie zza ściany szeregowca słyszeli serię dziwnych odgłosów. Potem głos Baranowskiego zanikł.

– Bez tego nie doszłoby do zatrzymania akcji serca. Silny stres doprowadził do śmierci bezbronnego człowieka – tłumaczy prokurator.

S. próbował upozorować napad gangsterów i wyłudzić haracz od rodziny. „Przywieźcie 50 tys. euro, inaczej zajeb... Adama” – krzyczał do pracowników przez telefon. Baranowski już wtedy nie żył.

– Z jednej strony liczył na pieniądze, z drugiej, że odsunie od siebie podejrzenia – mówi Szymański.

Rodzina chce dożywocia

– Ile razy trzeba uderzyć, jakim narzędziem zadawać ciosy, by zakwalifikować śmierć jako zabójstwo? – pyta przyjaciel biznesmena.

Baranowski nie mógł się bronić. Od blisko trzech lat był przykuty do wózka. Sparaliżowany, miał kłopoty nawet z mówieniem. I nie mógł pierwszy uderzyć, choć taką wersję podawał oskarżony.

– Adam nie potrafił utrzymać telefonu w ręce, przywitać się, a co dopiero uderzyć – tłumaczy przyjaciel. On i inni świadkowie boją się zemsty. Twierdzą, że Piotr S. nieraz im groził. Od dwóch lat odpowiada przed sądem z wolnej stopy. Sąd wydał mu zakaz zbliżania się aż do 15 osób.

Pietrzak: – Dowody wskazują, że jest to człowiek bardzo niebezpieczny, który z przemocy i zastraszania uczynił sobie sposób rozwiązywania życiowych problemów.

Witold Majchrzak, obrońca Piotra S.: – Wiele sądów stosuje takie środki zapobiegawcze. To nie nowość. Piotr S. podczas procesu nikomu nie groził. To spokojny człowiek. Nie zabił. Gdy wychodził z domu, jego szef żył.

PrawoPrawo Rys. Hanna Pyrzyńska

Adwokaci: To zabójstwo

Adwokaci rodziny Baranowskiego uważają, że ochroniarz powinien odpowiadać za zabójstwo. – Miał zamiar zabić i zrobił to umyślnie. Gdyby go zostawił przy życiu, musiałby oddać gigantyczną kasę. Musiał go zlikwidować – tłumaczył w sądzie Pietrzak. – Wiedział, że nawet lekkie uderzenie może spowodować śmierć. Nikt nie wiedział tego lepiej niż jego opiekun, który jeździł z Baranowskim po klinikach.

Piotr S. zdawał sobie sprawę, że 4 czerwca to ostatni dzień jego pracy. Dlatego, według oskarżycieli, obmyślił, jak zdobyć wielkie pieniądze. Traktował to jako rozliczenie za długoletnią pracę.

– Dwie godziny później patrol zatrzymał S. na drodze. Gdy policjant powiedział, że jest zatrzymany jako podejrzany o zabójstwo, nie był zaskoczony. Wyciągnął pokornie ręce do skucia – opowiadał Szymański.

Jak zmarł biznesmen?

Jest kilka opinii biegłych. Wszystkie się różnią. Pierwszy lekarz, jeszcze podczas sekcji, wskazywał na uduszenie. Biegli z Bydgoszczy mówili o zawale serca, a zespół kardiologów z Katowic precyzował, że do zatrzymania akcji serca mogło dojść na skutek mechanicznego uszkodzenia serca, np. wstrząśnienia czy stłuczenia. Czwarty biegły z Poznania, oceniając opinie poprzedników, uznał ostatecznie, że serce zatrzymało się z powodu silnego stresu.

PrawoPrawo Rys. Hanna Pyrzyńska

– Pobicie nie było bezpośrednią przyczyną śmierci, nie możemy mówić o zabójstwie – tłumaczy Majchrzak i jest gotów rzucić zawód, jeśli sąd przyjmie taką kwalifikację. Jego zdaniem S. nie bił mocno. – Potrafił trzema ciosami powalić 120-kilogramowego mężczyznę, tak że lądował na SOR. Ofiara nie chorowała na serce, mój klient nie mógł przewidzieć, że uderzenie w afekcie może doprowadzić do problemów sercowych i do śmierci. Baranowski nie był wcale kruchy. Prowadził życie na wysokich obrotach, jeśli chodzi o wysoki poziom stresu – bronił Majchrzak i wnioskował, by S. został także uniewinniony od próby wymuszenia rozbójniczego.

– Prokurator i adwokat mówili, że bił dopiero w zemście za to, że nie wykonano przelewu. Oskarżony żył w wielkiej frustracji. Baranowski był trudnym szefem. Na swój sposób hojny, ale też równie chytry, potrafił zrobić awanturę o 5 złotych. Poniżyć człowieka. Nie był krystaliczny. Nie raz kazał kogoś pobić, ale S. nie wykonywał polecenia. To świadczy, że nie był zdemoralizowany – wyliczał Majchrzak.

Miał chronić...

Piotr S. był, z przerwami, ochroniarzem biznesmena od 20 lat. Ostatnio był także pielęgniarzem. Zaufanym człowiekiem. Karmił, ubierał, kąpał. Zarabiał ok. 12-20 tys. zł miesięcznie. Tyle że przedsiębiorca tracił do niego zaufanie. Z domu coraz częściej ginęły pieniądze, pracowników niepokoiła agresja ochroniarza. Gdy próbowali go odseparować od przedsiębiorcy, spotkały ich groźby.

Świadek 1: – Nie jestem człowiekiem strachliwym, a jednak nie odbieram telefonów od nieznanych mi numerów. Nie używam już domofonu. To człowiek znany z agresji. Mój kolega pobity przez S. przez dłuższy czas unikał publicznych miejsc.

Świadek 2: – Dzwonił do mnie: „połamię ci kości, zaj... cię”.

Nie lubię teatralnych gestów

– S., bijąc, nie zastanawiał się, czy złamie kość czaszki, czy ofiara umrze ze stresu. Bił, żeby zabić. Tak jak żołnierz na wojnie nie zastanawia się, jaki narząd przebije kula – porównywał Pietrzak.

I pokazał wielkoformatowe zdjęcie skatowanego Baranowskiego.

– Nie lubię teatralnych gestów, ale to zdjęcie pokazuje, że była to jednokierunkowa napaść – mówił do ławników i sędziów.

Szymański, zielonogórski adwokat: – S. chciał się zabezpieczyć na resztę życia. Ale żeby plan się powiódł, musiał unicestwić Baranowskiego.

Jaką kwalifikacje przyjmie ostatecznie sąd? Ogłoszenie wyroku wkrótce.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.