Dlaczego w XXI wieku kobiety z Domu Samotnej Matki zbierają kasztany i nakrętki? Żeby przetrwać. Prezydent Zielonej Góry daje im tyle pieniędzy, że kończą się w czerwcu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trzyletnia Natalia trzyma się za dres mamy. Anka piecze kurczaka. Od tygodnia mieszkają w zielonogórskim Domu Samotnej Matki przy ul. Piaskowej. Są bezdomne.

– My kobiety tak łatwo dajemy sobie wszystko odebrać mężczyznom – zżyma się Stenia Grabowska, od prawie 30 lat przewodnicząca stowarzyszenia prowadzącego Dom Samotnej Matki (DSM).

Anka musi sobie wszystko ułożyć od nowa. Na razie ma nowy dom – pokój na kilka metrów. Między dwoma łóżkami zmieszczą się trzy stopy. Trudno wejść, bo przy drzwiach stoi dziecięce łóżeczko i szafa na ubrania. Zabrakło już miejsca na półkę z zabawkami.

Anka może zostać w nowym domu pół roku. Potem dostanie jedno z czterech mieszkań chronionych, albo uzyska pomoc w wynajęciu mieszkania.

UFO

W suszarni pachnie świeżym praniem. Na suficie wisi biały krążek. Dziewczyny mówią: UFO. Ma zbierać wilgoć z całego budynku. Ale ma już 10 lat, gwarancja na serwisowanie dawno się skończyła. Gdy go wieszano, normy były przekroczone o 100 procent. Dziś już nikt na UFO nie zwraca uwagi, bo wilgoci nie dał rady się pozbyć. Kurtka szybko przesiąka zapachem stęchlizny.

– Nie trzymamy nic w tapczanie. Mamy drewnianą skrzynię. Nie chłonie tak wilgoci – mówi Kasia Siedlecka, szefowa DSM. Przyszła tu świeżo po studiach, na staż. Wsiąkła.

Czasami w progu stają kobiety, które ze swego domu nie zabrały nic, oprócz dziecka. Opiekunkom zależy, żeby dostały czyste, świeże ubrania. Co robić, jeśli piekielna wilgoć przesiąka we wszystko?

Z okna piwnicy

Biuro opiekunek jest w piwnicy. Stenia widzi przez okno tylko chodnik i nogi ludzi. Starszy pan ciągnie w torbie na kółkach kasztany.

– Trzeci raz dziś – mówi Stenia.

W tym roku opłaca się zbierać kasztany. Za kilogram matki dostają 60 groszy.

Z kasztanów od matek robione są kremy i leki. Dziewczyny cały rok zbierają jeszcze nakrętki. Po co?

– Żeby pomagać kobietom. Bo pieniędzy wystarcza nam do czerwca – tłumaczy Stenia.

Potem stowarzyszenie prosi o pomoc. Zakłady pracy robią zbiórki, pomagają parafie. W tym roku kasą z „kieszonkowego” radnych sypnęli Robert Sapa (20 tys. zł.) i Andrzej Bocheński (10 tys. zł).

– Znamy ich. Nie odmówili prośbie – mówi Stenia.

Drobnych darczyńców jest więcej. Jest też starszy pan, który czasami wpada ze śniadaniem. Zostawia świeże bułki, masło, ser.

– Zawsze mamy zawrót głowy w okresie przedświątecznym. Drzwi się nie zamykają. Myślałam, że wszystkim zadano przy spowiedzi taką samą pokutę – śmieje się Stenia. Cieszy się, gdy telefon dzwoni.

– Może dobrze, że nas prezydent nie rozpieszcza? Przynajmniej wiem, że ludzie mają dobre serca.

DSM czeka na pomoc! Jeśli chcesz pomóc kobietom z Domu Samotnej Matki przy ul. Piaskowej 9 w Zielonej Górze, zadzwoń pod numer 68 324 49 00 lub napisz dosteni@gmail.com
Numer konta: 97 2030 0045 1110 0000 0309 8770 (Bank BGŻ PNB Paribas)

Zielona Góra. Dom samotnej matki przy ul. Piaskowej
Zielona Góra. Dom samotnej matki przy ul. Piaskowej  Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Azyl w środku osiedla

Dom matek na Piaskowej otaczają wieżowce. Anka patrzy na sąsiadkę z bloku. Rozwiesza pranie na balkonie. Jeszcze niedawno miała swój balkon.

Z okien dziesięciopiętrowców można podpatrzeć życie kobiet. Przed spojrzeniami mieszkańców chroni je rozłożysty kasztan. Bo są kobiety, które się wstydzą.

– Kto do nas trafia? Nie ma reguły. To nie są tylko dziewczyny z patologicznych rodzin. Są też wykształcone, z dobrym zawodem. Przemoc nie wybiera. Czasami przychodzą mężczyźni. Pamiętam ślady na nadgarstkach i szyi jednego ojca. Żona wiązała go i okaleczała – opowiada Grabowska.

Mężczyźni w DSM zostać nie mogą. To dom bez mężczyzn.

Kobiety mogą zamieszkać z nowym partnerem, gdy pójdą na swoje. Jeśli złamią regulamin, muszą odejść. Domu strzegą dwie pary drzwi, kamera i domofon. Monitoring pozwala decydować pracownikom o tym, kto może wejść do budynku.

Co z kasą za kasztany?

Kiedy pytam, co kobiety kupią za pieniądze z kasztanów, Stenia nie wie, co najpierw wymienić. Bo potrzebne jest wszystko. Uzupełnić zapasy w kuchni, odświeżyć ściany albo zapłacić za bagażówkę, dla dziewczyny, która będzie się przeprowadzać, zapłacić za leki. Z pieniędzy, które dostają od ludzi, dopłacają do gazu. Zimą ogrzanie zawilgoconego budynku kosztuje ok. 10 tys. zł.

Miasto w tym roku dało stowarzyszeniu 220 tys. zł. Większość, bo 190 tys. zł pożerają pensje sześciu opiekunek. Dom musi mieć opiekę 24 godziny na dobę, 365 dni w roku.

– Dziewczyny zarabiają najniższe pensje, tylko dwie mają umowy o pracę. Na więcej nie starcza – przyznaje Tomasz Lehman, wolontariusz z Domu Samotnej Matki. Reszta pieniędzy idzie na opłacenie rachunków.

Kasztany zbiera podstawówka „siódemka”, Muzeum Wojskowe w Drzonowie. Zbierają zwykli ludzie.

– Otwieram drzwi, a tu maluch trzyma reklamówkę kasztanów. Był na spacerze z rodzicami. To piękne – mówi Stenia.

Zielona Góra. Dom samotnej matki przy ul. Piaskowej
Zielona Góra. Dom samotnej matki przy ul. Piaskowej  Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Matki proszą prezydenta

Budynek przeszedł ostatni kompleksowy remont jesienią 1996 r. W marcu 1997 r. ówczesny prezydent Henryk Masternak otworzył oficjalnie dom. Budynek, w którym mieściły się dwa oddziały zerówki, został zaadaptowany do potrzeb matek. Piaskowa miała jeden plus. Blisko szpital, Urząd Miasta, Ośrodek Pomocy Społecznej.

Stenia siedzi przy stole. W miejscu, gdzie za Niemca stał zbiornik na wodę. Przedwojenny dom był suchy i ciepły. Miał system odwodnienia, ale gdy w latach 70. budowano wieżowce, system naruszono. Potem choć odkopano fundamenty i zaizolowano mury, poprawy nie było.

– Ostatnio skuwaliśmy kawał tynku, farba odeszła – wylicza Kasia.

Stenia pierwszy raz napisała do prezydenta prośbę o odwilgocenie budynku w 2008 r. Bez skutku. Potem przypominała się kilkakrotnie.

– Nikt się nie przejął. Zaczęłyśmy walczyć w budżecie obywatelskim, ale dopóki startowały w nim szkoły, nie miałyśmy szans – mówi Stenia.

– Przez te lata dostałyśmy trzykrotnie pomoc rzeczową dzięki przychylności pani wiceprezydent Haręźlak. Były to: telewizor, ekspres do kawy i komputer – wylicza Stenia. Oczywiście miasto zleca drobne naprawy. Unowocześniono system ochrony przeciwpożarowej. By budynek spełniał normy.

W budynku od lat nie było remontu. Przez zalecenia sanepidu udaje się prześlizgnąć. Gdy nakazał odświeżyć ściany w kuchni, po prostu je umyły.

– Farby są zmywalne, to się na razie udaje – mówi Stenia.

Stenia: – Ty wiesz jakby to było źle, jakby to wszystko, co sobie wymarzyłyśmy dał nam prezydent? Ludzie wtedy poczuliby się zwolnieni z pomocy bliźniemu. Nic nie musieliby robić. Niech lepiej mają szansę na niebo.

Projekt odwilgocenia jest

Wiosną o problemach domu na Piaskowej napisaliśmy w „Wyborczej”, kolejny raz został złożony wniosek do budżetu obywatelskiego o odwilgocenie budynku. – Wilgoć, grzyb dokucza dzieciom, często noworodkom sprowadzonym prosto ze szpitala. Nie musielibyśmy korzystać tak często z pomocy lekarzy – pisze w uzasadnieniu. A ludzie dziwią się, że w XXI wieku samotne matki muszą zbierać w Zielonej Górze, która ponoć przeżywa złote lata rozkwitu, podpisy potrzebne na remont. I pierwszy raz się udaje! Kobiety dostają ponad tysiąc podpisów poparcia, które są gwarantem, że prezydent da 180 tys. zł na odwilgocenie.

Stenia: – Projekt odwilgocenia jest. Fajnie byłoby, gdyby udało się odremontować cały budynek.

Kiedy powstał Dom bez mężczyzn

Dom Samotnej Matki powstał w 1992 r., przy Terenowym Komitecie Ochrony Praw Dziecka (Stenia jest przewodniczącą stowarzyszenia). Pierwsze matki razem z maluchami zamieszkały w małym poniemieckim domku przy Powstańców Warszawy 6a. Dwoma pokojami musiało się dzielić kilka matek.

– Wtedy pierwszy raz zobaczyłam, co dzieje się, gdy spotykają się kobiety z innych światów. Jakie to jest trudne dla nich. Dlatego postanowiliśmy: pokoje mogą być maleńkie, ale mieszka w nim jedna kobieta. Zamykam się, jestem sama, mam ochotę płakać? Płaczę – tłumaczy Kasia. Przez dziewięć lat w schronisku pracowali tylko wolontariusze.

Gdy po dziesięciu latach prezydent Masternak zaproponował nowy dom przy Piaskowej, Stenia stawia warunek: wydzielić pokoje.

– Wzorcowy dom samotnej matki, powinien wyglądać jak porządny hotel. Każdy pokój powinien mieć własną łazienkę, toaletę. Intymność – opowiada.

W ub. roku DSM dał schronienie 84 osobom, a od początku istnienia do końca 2017 roku, blisko 1,5 tys. osobom. Niektóre kobiety mieszkały trzy doby, inne pół roku.

– W regulaminach innych ośrodków jest, że kobiety mogą mieszkać trzy miesiące. To często niemożliwe, by w tym czasie postawić na nogi bezdomną, samotną matkę. Dajemy pół roku i nie wyrzucamy, gdy i ten czas minie – tłumaczy Kasia.

Zielona Góra. Dom samotnej matki przy ul. Piaskowej
Zielona Góra. Dom samotnej matki przy ul. Piaskowej  Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Budują dom od nowa

Jest wieczór, pada deszcz, do drzwi puka matka z dwuletnim dzieckiem. Uciekła z domu. Nie ma nic. Nawet dokumentów. Co dalej? – pytam.

W pokoju interwencyjnym stoi skrzynia. Są w niej czyste ubrania. Mamy ubranka dla maluchów we wszystkich rozmiarach. Dajemy kolację. I pokój. Rano wypełniamy dokumenty. Jeśli trzeba, wzywamy psycholożkę – słyszę.

Stenia: – I zabieramy się za alimenty. Bo bywa, że fałszywa ambicja, duma nie pozwala matkom występować o nie do sądu, a w Polsce jest obowiązek alimentacyjny. I trzeba go spełniać.

Drugą sprawą jest wskazanie miejsce zamieszkania. I wtedy okazuje się, że 90 proc. kobiet szukających pomocy to kobiety bezdomne.

– Często dajemy się wyrzucić z własnego domu.

Pułkownik zaprasza!

Stenia otwiera list z wojska. Pułkownik z Sulechowa zaprasza dzieciaki na festyn niepodległościowy. – Zawiozą, odwiozą, nakarmią i jeszcze zabawią – mówi Stenia. W czerwcu, w Dniu Dziecka, pułkownik podesłał cukierki i... Langustę. Wyrzutnia rakietowa zrobiła furorę. Zbiegły się dzieciaki z sąsiednich wieżowców. – Sami z siebie dzwonią, zapraszają. Pamiętają. Kochane chłopaki – mówi Kasia.

Stenia uruchomiła małą kasę pożyczkową. W obiegu jest tysiąc złotych, dziewczyny mogą pożyczyć drobną kwotę, jeśli zabraknie im do wypłaty. Bo trzeba kupić mleko, zrobić dziecku kanapkę.

Stenia: – Ty wiesz jakby to było źle, jakby to wszystko, co sobie wymarzyłyśmy dał nam prezydent? Ludzie wtedy poczuliby się zwolnieni z pomocy bliźniemu. Nic nie musieliby robić. Niech lepiej mają szansę na niebo.

DSM czeka na pomoc! Jeśli chcesz pomóc kobietom z Domu Samotnej Matki przy ul. Piaskowej 9 w Zielonej Górze, zadzwoń pod numer 68 324 49 00 lub napisz dosteni@gmail.com

Numer konta: 97 2030 0045 1110 0000 0309 8770 (Bank BGŻ PNB Paribas)

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    A my odrzucamy konwencję ws przemocy w rodzinie, bo to podważa świętojebliwą koncepcję rodziny, w której kobieta nosi swój krzyż bo panbuczek tak przykazał ustami czarnosukienkowych.
    już oceniałe(a)ś
    58
    2
    Ile miasto wydaje na ten śmieszny łącznik zielonogórski? Przecież to jest naprawdę żenujące. Żeby miasto nie mogło w pełni zaspokoić potrzeb tego domu!!!???
    @jpy1
    panie maja jakis dach nad głową, więc niech zapracuja na jego utrzymanie. dlaczego z naszych podatków mają być utrzymywane. Nikt sie mnie nie pytał za co ja sie utrzymam jak zostałam sama z niepełnosprawnym dzieckiem. Musiałam zarobić na czynsz, prad , wode , jedzenie i rehabilitacje i terapie dziecka. jedyne co dostałam z budżetu to 153 zł zasiłku rehabilitacyjnego. Panie mogą chyba pracować?
    już oceniałe(a)ś
    1
    22
    @Barbara Daraż
    Pracują.
    już oceniałe(a)ś
    14
    0
    @Barbara Daraż
    i dlatego tak źle życzysz innym? Może jeszcze jesteś co tydzień w kościele?
    już oceniałe(a)ś
    14
    0
    @Barbara Daraż
    Coż to za komentarz ,zawiść? za co za tą wilgoć.
    Idż zbieraj kasztany to będziesz miała więcej bo za twoją postawę trudno ci będzie pomóc.
    już oceniałe(a)ś
    12
    0
    @Barbara Daraż
    Na czyje zlecenie piszesz, takie bzdury ?
    już oceniałe(a)ś
    12
    0
    Na dziesiatki milionow dla Ojca Dyrektora, na palace biskupie,
    wypasione probostwa, na miliardowe SKOKI, miliony nagrod
    za zaslugi w kato-nazistowskim zamachu stanu,
    na miliony synekur w spolkach skarbu panstwa itp. - stac,
    nie dziwota,
    ze na pomoc dla ofiar przemocy w katolickiej rodzinie - juz nie starcza.
    już oceniałe(a)ś
    30
    1
    Przydałby się tym kobietom prawnik, który pomógłby im uregulować sprawy prawnie. Przede wszystkim, aby to kata wyrzucić z domu, aby mogła do niego wrócić matka z dziećmi. Poza tym, artykuł napawa optymizmem, pokazuje niezwykła zaradność organizatorek i społeczeństwo może się wykazać z obywatelskiej postawy :-) i tu się to wszystko sprawdziło:-)
    @eliza987
    O czym ty mówisz kobieto jaki optymizm.Zbieranie kasztanów na bieżące wydatki a miasto wywala miliony na pierdoły
    już oceniałe(a)ś
    11
    1
    Czytając część postów mam wrażenie, że ich autorzy urwali się z choinki. Jakby nie zdawali sobie sprawy, że kobiety, które trafiają do takich domów zazwyczaj są ofiarami wieloletnich represji, są w szoku i depresji.
    Te kobiety potrzebują ostoi i czasu by dojść do jakiej takiej równowagi. Czasami depresja nie pozwala zadbać o siebie i dziecko nie mówiąc o znalezieniu pracy.
    -
    Żyjemy w kraju, gdzie większość z nas głosuje na partię ze średniowiecznymi poglądami, większość z nas wyznaje polski-katolicyzm "religię", która kobietę uznaje za podległą mężczyźnie, żyjemy w państwie z politykami o takich samych poglądach a o policji i prokuraturze również szkoda gadać.
    Przypominam okrutny dowcip, ale odzwierciedlający obraz Polski: "jak się kobiety nie bije to jej wątroba gnije".
    -
    Polska to państwo, gdzie ofiara z dziećmi ucieka a oprawca zostaje w domu. Oprawca powinien by ć na zbity łeb usunięty z zakazem zbliżania się do domu i swojej rodziny.
    Policja, administracja państwowa, służba zdrowia powinna z urzędu występować do sądu, a nie czekać aż ofiara zgłosi przemoc.
    A my wszyscy powinniśmy mieć oczy szeroko otwarte i natychmiast reagować, a nie udawać, ze nic się nie stał,o bo to najlepszy kumpel czy kolega
    już oceniałe(a)ś
    20
    1
    Zamiast wydawać pieniądze na festyn niepodległościowy i zakup wyrzutni rakietowych czy innego barachła do zabijania przekazać pieniądze na samotnych rodziców i ich dzieci. Przegonić tyrana domowego, niech się sam tuła po schroniskach i zbiera kasztany, a nie rodzic z dzieckiem.
    już oceniałe(a)ś
    16
    2
    Ale oczywiście konwencja o zapobieganiu przemocy w rodzinie jest zła i "niepotrzebna" i należy jej "nie stosować"...
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Eee, kogo obchodzą jakies tam matki. Parafia ma się dobrze, proboszcz opływa w dostatki. Więc sie nei czepiajcie.
    już oceniałe(a)ś
    8
    1