Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeszcze całkiem niedawno na wszystkich mieszkańców wsi przypadała jedna budka telefoniczna. Były i takie wsie, w których jedyny aparat telefoniczny działał w miejscowym sklepie. Kolejki ustawiały się długie, a o dyskrecji rozmów nie było mowy. Później, gdy już pojawiły się komórki, chodziło się po całej wsi, by znaleźć magiczne miejsce z zasięgiem. To naprawdę nie było tak dawno. A wydaje się, jakby minęło sto lat.

Internet zmienił życie wsi

Gmina Sulęcin była pierwszą w Polsce, która doprowadziła projekt „Szerokopasmowy internet” do końca, czyli do domów mieszkańców. Surfować do woli mogą ludzie w 1,2 tys. domach, na terenie 11 sołectw. Białe plamy zniknęły, a mieszkańcy wsi nie mogą już mówić, że są wykluczeni cyfrowo.

Przez internet oglądają telewizję, robią zakupy, opłacają rachunki.

We wsi Małuszów, liczącej blisko stu mieszkańców, zniknęła tablica ogłoszeń. Jest już niepotrzebna. Sołtys komunikuje się z mieszkańcami e-mailem. – Tablica stała, wystawała z niej masa papierów, a chyba i tak nikt tych ogłoszeń nie czytał. Jedną kartką zaklejano kolejną. A teraz? Prosta rzecz, wysyłam do wszystkich mieszkańców maile z informacjami – mówi Krzysztof Łysenko, sołtys Małuszowa. W tej wsi 99 proc. mieszkańców zainstalowało sobie internet, doprowadzany do domów przez światłowód. Zaledwie w dwóch domach dostępu do sieci nie ma.

– Internet zmienił życie wsi. Poprawiła się jakość życia. To jest właściwie przepaść w porównaniu z tym, co było kiedyś – przyznaje Łysenko.

Wcześniej internet w Małuszowie był jak statek widmo. – Pojawiał się i znikał. Praktycznie nie istniał – wspomina sołtys. Wtedy mieszkańcy korzystali z radiowej sieci. Teraz internet pędzi z prędkością światła. – Jest tak jak obiecywano. Szybko, sprawnie i przede wszystkim przez cały czas – zachwala sołtys.

Dziś już nie wyobraża sobie pracy w gospodarstwie bez internetu. – To byłoby już niemożliwe. Mamy monitoring, możemy szybciej składać i przyjmować zamówienia, komunikować się, wymieniać informacje. Prowadzenie zamówień bez jakichkolwiek nawigacji już nie funkcjonuje – wyjaśnia sołtys.

Zanim do Małuszowa podpięto sieci, we wsi odbyły się szkolenia informatyczne. – Mieszkańcy uczyli się podstawowej obsługi komputera. Nie wszyscy mieli taką potrzebę, bo w większości domów są bystre, młode osoby – mówi Krzysztof Łysenko.

Szybki internet działa w Małuszowie od dwóch lat. Szkolenia były jednym z kroków, by go zainstalować. Sołtysi musieli też przeprowadzić wśród mieszkańców ankietę i wybadać, czy w ogóle korzystać z sieci chcą. Odpowiedź brzmiała jednogłośnie, wszyscy byli na tak. Dopiero wtedy operator – Orange – zdecydował się doprowadzić do wsi światłowód.

Daliśmy wędkę, a nie rybę

Wszystko zaczęło się od projektu „Szerokopasmowe Lubuskie”, który opiewał w sumie na 152 mln zł. 51 mln zł to dofinansowanie unijne w ramach marszałkowskiego programu LRPO (część Europejskiego Funduszu Spójności). Pieniądze pozwoliły poprowadzić w woj. lubuskim 1418 kilometrów światłowodów. Bez dostępu do sieci było ok. 52 tys. mieszkańców całego regionu.

Jednak wielomilionowa inwestycja nie wystarczyła, by białe plamy całkowicie zniknęły, a mieszkańcy mogli się cieszyć internetem. Doszło do absurdalnej sytuacji, że we wsi postawiono skrzynki podpięte do światłowodów i... na tym droga kabli się kończyła. Nie zostały już podpięte już do domów mieszkańców. Na to pieniędzy już nie wystarczyło.

Paweł Sługocki, dyrektor departamentu LRPO, mówił tuż po zakończeniu inwestycji: – Projekt dotyczył tylko budowy sieci szkieletowo-dystrybucyjnej, a nie dostępowej. Tę mieli podłączyć alternatywni, lokalni operatorzy. Nikt z naszej strony nie mówił, że zapewniamy internet. My dajemy tylko narzędzie do podłączenia internetu. To tak jak z autostradą, która zapewnia dojazd do regionu, ale żeby dostać się do konkretnej miejscowości, potrzeba już drogi powiatowej.

Mieszkańcy, wraz z wójtami, burmistrzami, sołtysami i lokalnymi przedsiębiorcami, rozpoczęli więc starania o doprowadzenie projektu do końca. Spotykali się z przedstawicielami Orange, negocjowali. Zgłaszali nawet sprawę do NIK-u. Ich starania nie przyniosły większych efektów.

Sulęcin podłączony!

Jako pierwszy sprawę doprowadził do finału Dariusz Ejchart, burmistrz Sulęcina. Tu także wszystkie miejscowości, które brały udział w projekcie „Szerokopasmowe Lubuskie”, otrzymały jedynie sieć szkieletową, czyli światłowody pociągnięto do skrzynek, ale do mieszkań już nie.

Dariusz EjchartDariusz Ejchart Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta

Na początku swojej kadencji Ejchart zaczął rozmawiać z operatorami. Najbardziej efektywne okazały się rozmowy z Orange. – Zaproponowali doprowadzenie światłowodów we wsiach z własnych środków, jednak mieszkańcy musieli wyrazić taką chęć. Musieliśmy zbadać rynek, czyli przeprowadzić ankiety wśród mieszkańców wsi i zapytać, czy w ogóle tego chcą – mówi burmistrz Sulęcina.

Udało się! Zainteresowanie mieszkańców przeszło najśmielsze oczekiwania. W 2017 r. 11 sołectw zostało „podpiętych do świata”. – Mieszkańcy gminy Sulęcin sami przekopywali swoje działki i udostępniali ziemię na światłowody – mówi burmistrz.

W doprowadzenie światłowodów do domów w sołectwach Orange zainwestował 2,4 mln zł. – Można więc powiedzieć, że to projekt hybrydowy, bo łączy dotacje unijne i środki własne inwestora, czyli Orange. To dobrze zainwestowane pieniądze – dodaje Ejchart.

Światłowód kusi inwestorów

Burmistrz nie owija w bawełnę. To nie była łatwa droga. Najtrudniejsze było właśnie badanie rynku. – Sulęcin był dla Orange w pewnym sensie poligonem doświadczalnym, bo pokazał, jakie jest zapotrzebowanie na światłowody we wsiach. Zbieranie danych zajęło nam dużo czasu, a później ich pozytywnymi wynikami trzeba było przekonać zarząd firmy – wspomina Dariusz Ejchart.

Dlaczego tak się uparł, by doprowadzić projekt do końca?

– Jestem z wykształcenia i z zawodu informatykiem. Wiem, jak ważne jest, by nadążać za technologią. Sieć światłowodowa to jeden z podstawowych elementów rozwoju gminy. To nie tylko ułatwienie życia młodym ludziom, otwarta furtka do wielu usług, ale też rozwój gospodarczy. Światłowód to zachęta dla potencjalnych inwestorów. Gdy dowiadują się, że na naszym terenie nie ma problemu z internetem, chętniej decydują się na inwestycję. Firmom bardzo zależy na tym, by światłowód był doprowadzony bezpośrednio do biur – tłumaczy burmistrz.

W tym samym czasie pojawiła szansa na pieniądze z programu „Cyfrowa Polska”. Sulęcin zaczął się starać o pieniądze na internet nie tylko we wsiach, ale też w całym powiecie i samym mieście. Orange znów zainwestował ze środków własnych 2,3 mln zł i zaczął rozbudowywać sieć. W lipcu 2018 r. podłączono do sieci większą część gminy Sulęcin i mieszkańców samego miasta, ale projekt nadal trwa. Na podłączenie czeka jeszcze ok. 2 tys. domów w Sulęcinie. – W tym dom burmistrza. Zazdroszczę mieszkańcom, że już szybki internet mają – śmieje się Ejchart.

I dodaje: – Do końca roku powinniśmy podłączyć wszystkich chętnych. Po nowym roku będziemy mogli ogłosić, że w Sulęcinie każdy mieszkaniec ma dostęp do sieci szerokopasmowej.

*****

Dariusz Ejchart

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.