Zielonogórski sąd ukarał prezydenta Kubickiego za słowa o przedszkolach, które miały okradać rodziców dzieci. - Dla mnie to wygrana zielonogórzan, którzy chcą by w wyborach w mieście grano według uczciwych zasad. Bez kłamstw, insynuacji i łamania prawa - mówi Anita Kucharska-Dziedzic.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prezydent Zielonej Góry ma odczytać w Radiu Zielona Góra oświadczenie: „Janusz Kubicki – kandydat w wyborach samorządowych na urząd prezydenta Zielonej Góry oświadcza, że rozpowszechnianie przez niego informacje o tym, że jako Prezydent Miasta Zielonej Góry doprowadził do zaoszczędzenia przez miasto Zielona Góra w postępowaniach sądowych, toczących się z pozwów niepublicznych przedszkoli, działających na terenie miasta Zielona Góra są nieprawdziwe. Ponadto Janusz Kubicki oświadcza, że nieprawdziwe są również rozpowszechniane przez niego informacje, że niepubliczne przedszkola, które wygrały z Miastem Zielona Góra procesy sądowe o wypłatę dotacji „w pewnym sensie okradły rodziców w Mieście Zielona Góra”.

Takiej treści oświadczenie ma też wisieć przez tydzień na stronie internetowej RZG – postanowił Sąd Okręgowy w Zielonej Górze. Od orzeczenia sądu można jeszcze odwoływać się do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, który także sprawę rozpatrzy w trybie wyborczym, czyli w ciągu 24 godzin.

„Bo nie jestem złodziejką”

Anita Kucharska-Dziedzic
Anita Kucharska-Dziedzic  fot. Mateusz Pojnar

Kubickiego pozwała w trybie wyborczym Anita Kucharska-Dziedzic, kandydatka na prezydenta z Ruchu Miejskiego. Poszło o debatę prezydencką w Radiu Zielona Góra. – Przedszkola żądały wyższych kwot, zapłaciliśmy niższe. Gdybym dostał 10 proc. z tych oszczędności, to byłbym milionerem. Mógłbym zadać również pytanie, czy te przedszkola zwróciły pieniądze rodzicom, bo tak naprawdę w pewnym sensie te przedszkola okradły rodziców w mieście Zielona Góra – stwierdził Kubicki. 

Kucharska-Dziedzic na co dzień sama jest dyrektorką w przedszkolu „Ślimaczek”. I poczuła się dotknięta. – Nie jestem złodziejką jak sugerował pan Kubicki, który przy tym oczernił właścicieli i pracowników tych przedszkoli. Poza tym w wyborach nie można posługiwać się nieprawdą – tłumaczyła.

Do rozprawy doszło w piątek (5 października) po południu, Trwała kilka godzin, skończyła się kilkadziesiąt minut przed północą.

Sąd Okręgowy w Zielonej Górze, 5 października 2018. Proces w trybie wyborczym, Anita Kucharska-Dziedzic kontra Janusz Kubicki
Sąd Okręgowy w Zielonej Górze, 5 października 2018. Proces w trybie wyborczym, Anita Kucharska-Dziedzic kontra Janusz Kubicki  Fot. Artur Łukasiewicz

Kubicki pojawił się w sądzie z radcą prawnym Andrzejem Kuliszem i zaufanymi ludźmi – prezesem Krzysztofem Sikorą, radnym Filipem Gryką i osobistym kierowcą Dariuszem Rączką. Cała trójka startuje w wyborach z list lub z poparciem Kubickiego.

Kucharskiej-Dziedzic kibicowały dwie właścicielki przedszkoli niepublicznych. Kandydatka Ruchu Miejskiego swoich racji broniła sama, nie korzystała z adwokata. – Uważam, że zostałam przez pana Kubickiego określona mianem złodziejki. Po audycji na forach pojawiły się komentarze, czy już zwróciłam pieniądze – przekonywała Kucharska-Dziedzic.

Czy można „okraść, zabić lub zgwałcić w pewnym sensie”

Kubicki i jego obrońca próbowali przekonać sąd, że słowa o kradzieży nie były stwierdzeniem, a jedynie pytaniem. Do tego z zastrzeżeniem, że „w pewnym sensie” okradły. – Pytałem, co się stało z pieniędzmi, które zwróciliśmy przedszkolom - wyjaśniał sądowi Kubicki.

– Dla mnie, filologa z wykształcenia, to inspirujące. Nie można kogoś zabić w pewnym sensie, tak jak nie można kogoś zgwałcić w pewnym sensie. I to samo nie da się okraść w pewnym sensie. Istota tkwi w tym, czy taka ocena jest prawdziwa. Ta nie jest – odpowiadała Kucharska-Dziedzic.

Sąd Okręgowy w Zielonej Górze, 5 października 2018. Proces w trybie wyborczym, Anita Kucharska-Dziedzic kontra Janusz Kubicki
Sąd Okręgowy w Zielonej Górze, 5 października 2018. Proces w trybie wyborczym, Anita Kucharska-Dziedzic kontra Janusz Kubicki  Fot. Artur Łukasiewicz

Obrońca prezydenta przekonywał również, że nie wszystko, co się mówi w debatach prezydenckich, jest agitacją wyborczą. – Nie każda wypowiedź ma związek z wyborami, kandydatami i komitetami – dowodził mecenas Kulisz. Tłumaczył, że wypowiedzi Kubickiego dotyczyły „abstrakcyjnej grupy przedszkoli”, a nie konkretnych (np. tego Kucharskiej-Dziedzic).

Kubicki pytany, czy coś wie o prowadzonych śledztwach, zarzutach i procesach przedszkoli o kradzieże lub wykorzystywanie dotacji niezgodnie z prawem, odpowiadał, że „nie ma takiej wiedzy lub nie pamięta”. Prezydent z obrońcą bronili przedszkolnej polityki miasta. A całe zamieszanie wokół dotacji wynika - według nich - z niejasnych i zmienianych przepisów.

– Wypłacamy, to co sąd zasądzi. Według mnie przedszkola żądają więcej, sądy przyznają mniej – przekonywał Kubicki.

– Przedszkola dostają tyle ile się domagają, czego nie uznaje urząd miasta i prezydent. W sądach wygraliśmy już ok. 8 mln zł, z czego połowa to odsetki miasta za nieterminowe wypłaty dotacji. W grze jest jeszcze zwrot ok. 5 mln zł – tłumaczy „Wyborczej” jedna z właścicielek przedszkoli.

Sąd: Insynuacje są niedopuszczalne

Sąd Okręgowy w Zielonej Górze, 5 października. Sędzia Tomasz Biskup orzeka w procesie w trybie wyborczym Anita Kucharska-Dziedzic kontra Janusz Kubicki
Sąd Okręgowy w Zielonej Górze, 5 października. Sędzia Tomasz Biskup orzeka w procesie w trybie wyborczym Anita Kucharska-Dziedzic kontra Janusz Kubicki  Fot. Artur Łukasiewicz

Sąd przyznał rację Kucharskiej-Dziedzic. Kubicki za zaprzestać „rozpowszechniania nieprawdziwych informacji” oraz ma 48 godzin na publiczne sprostowanie od momentu uprawomocnienia się wyroku. Od orzeczenia w Zielonej Górze przysługuje odwołanie do sądu apelacyjnego.

– Stwierdzenia, ze miasto uzyskuje oszczędności, bo nie wypłaca w terminie dotacji, jest nieprawdziwe. Ograniczanie wypłat nie jest oszczędnością – mówił sędzia Tomasz Biskup i odwoływał się do korzystnych dla przedszkoli wyroków w porze z miastem.

Sędzia Biskup podkreślał również agitacyjny i nieuczciwy charakter wypowiedzi Kubickiego. – To jak z pytaniem: czy pan kradnie? Zawiera informację, że coś jest na rzeczy. Takie insynuacje są niedopuszczalne.

Po ogłoszeniu postanowienia Kubicki ze swoją świtą szybko wyszedł z sądu i nie odpowiadał na pytania nielicznych dziennikarzy.

– Nie komentujemy orzeczenia. Zobaczymy co zrobimy po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem – odpowiada mecenas Kulisz.

Anita Kucharska-Dziedzic: – To wygrana wszystkich tych kobiet, które obraził i tak nieuczciwie potraktował pan Kubicki. To też wygrana tych, którzy chcą by w wyborach w Zielonej Górze grano według uczciwych zasad. Bez kłamstw, insynuacji i łamania prawa.

CZYTAJ TAKŻE: Nielegalne billboardy wyborcze w Zielonej Górze? 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Bardzo dobrze. Niech w końcu ten człowiek, jeszcze na stanowisku prezydenta, zacznie w końcu odpowiadać za swoje słowa i czyny. Oby to był ten moment, że się skończy wieczne ślizganie w tym mieście i odwracanie kota ogonem. Brawo Pani Anito! proszę tak dalej trzymać i nie odpuszczać ani o włos.
    już oceniałe(a)ś
    12
    0
    I tylko szkoda, że za coś takiego nie można wsadzić do pudła albo przynajmniej orzec kary zastępczej np w postaci zamiatania ulic. Szkoda.
    już oceniałe(a)ś
    11
    0
    Coś czuję, że już niedługo gorycz porażki spowszednieje dla JK.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    Prawidłowo!!!.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0