Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przedstawiamy komentarz Sebastiana Pilichowskiego do rankingu Miast EKO "Wyborczej”. Zielona Góra zajęła w nim pierwsze miejsce.

PRZECZYTAJ: Czy nasze miasto jest eko? Ranking mówi, że tak

Sebastian Pilichowski to biolog z Wydziału Nauk Biologicznych na Uniwersytecie Zielonogórskim. Pracownik Ogrodu Botanicznego przy ul. Botanicznej. Działacz Ruchu Miejskiego Zielona Góra. Prowadzi firmę i blog przyrodniczy „Żywa Edukacja”.

WŁADYSŁAW CZULAK

Po połączeniu Zielonej Góry miasta z gminą poziom zalesienia rzeczywiście mocno wzrósł. Jeśli jednak przyjrzyjmy się samemu miastu, sytuacja nie jest już tak kolorowa. Problem tkwi głównie w zastępowaniu terenów zielonych budynkami. Niezrozumiałą jest dla mnie np. budowa apartamentowca przy ul. Matejki, naprzeciwko starostwa. Otaczać go będą kamienice, których mieszkańcy palą w piecach. Mieszkańcy tych kamienic nie zostali włączeni do sieci grzewczej, zatem zimą będzie dochodzić do konfliktów między mieszkańcami kamienic i apartamentowca, gdy ci ostatni będą zadymiani. Innymi słowy – w tym miejscu powinna powstać enklawa zieleni przechodząca płynnie w zieleń Wzgórza Winnego lub miasto powinno było wcześniej przeanalizować możliwe konflikty i im zapobiec przed realizacją prac budowlanych.

Nie myślimy przyszłościowo. Sadzimy kwiaty sezonowe, stawiamy na rondach ukwiecone motylki. Są oczywiście piękne, ale i kosztowne. Te pieniądze można byłoby wydać np. na pielęgnację drzew, które tego bezsprzecznie wymagają. Zamiast tego drzewa coraz częściej znikają. Dlaczego nie zainwestujemy w rośliny wieloletnie? Mielibyśmy wtedy do pewnego stopnia „samoobsługową zieleń”. Teraz mnóstwo roślin wyrzuca się po sezonie, co dowodzi temu, jak traktujemy fundusze. Ładny widok mieliśmy tylko przez chwilę i to w roku wyborczym. Przypadek?

Gdzie są róże sprzed muzeum?

Pamiętam, jak wiele lat temu przed Muzeum Ziemi Lubuskiej rosły róże. Jak wyglądałyby dzisiaj, gdyby nikt się ich nie pozbył? Na pewno pięknie. Zacznijmy myśleć przyszłościowo. Rowery miejskie? Gratulować, przytakiwać. Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego tak późno. I z jakiego powodu nie są skomunikowane z dawną gminą, dziś Dzielnicą Nowe Miasto (nieakceptowalne jest dla mnie tłumaczenie, że zrealizowano dopiero pierwszy etap – dlaczego mieszkańcy sołectw i Jędrzychowa są na drugim, a może i dalszym, miejscu?). Niestety, komunikacja w obrębie tej części Zielonej Góry właściwie nie istnieje. Połączenia autobusowe między sąsiednimi sołectwami często nie mają miejsca. Osoba chcąca dostać się do Raculi ze Starego Kisielina bez samochodu zmuszona jest przesiąść się w centrum miasta. Zajmuje to co najmniej tyle samo czasu co przemarsz między sołectwami.

A przecież powinniśmy myśleć o wyprowadzaniu ruchu aut z centrum. Tak, jak robią duże miasta Zachodu. Niepojętym jest dla mnie budowanie parkingów w centrum, tu znów kłania się ulepszenie komunikacji miejskiej. To skandal, że miasto bez konsultacji wydziera ludziom podwórko jednej z kamienic przy ul. Kupieckiej, by stworzyć tam miejsca postojowe. Powinno raczej docenić fakt, że mieszkańcy dbają o ten teren i ostatnie decyzje nie są dla nich bez znaczenia. Wiele parkingów w centrum świeci pustkami w weekend, co świadczy o ich przeznaczeniu. Nie są to parkingi dla mieszkańców. Zamiast inwestować w kolejne gołe place zainwestujmy w komunikację miejską.

Eliminacja dóbr przyrodniczych

Ścieżki rowerowe? Dobry pomysł, ale również powinny być bardziej przemyślane. Martwi, gdy proces integracji komunikacyjnej dawnego miasta z byłą gminą przebiega pod znakiem eliminacji dóbr przyrodniczych. W realiach naszego krajobrazu leśnego powinniśmy prędzej przeznaczać sośninę niż aleje dębowe pod inwestycje. Miażdży w tym miejscu brak poniesionych konsekwencji za eliminację rzadkich i chronionych, ba, nawet wymierających gatunków mszaków i porostów (tak, tych „zdemonizowanych” mszaków i porostów!).

Myślmy przyszłościowo

Prawo ochrony przyrody w niczym nie jest gorsze od prawa budowlanego czy prawa pracy. W naszym mieście nie do końca.

Nie jesteśmy więc miastem ekologicznym. Daleko nam do tego miana. Powinniśmy zacząć myśleć przyszłościowo, na 20, 100 i więcej (!) lat w przód. Skupić się na poprawie stylu życia mieszkańców i na bezkonfliktowym planowaniu inwestycji. Dlaczego? Bo mamy coś, czego wielu miastom brakuje. Potężny „zielony potencjał”, o którym nie tak dawno opowiadałem. W którym kierunku pójdziemy?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.